Pełne prawo, by marzyć
Wczesnym popołudniem we wtorek Iga Świątek zagra z Eliną Switoliną o półfinał French Open. Z Ukrainką przegrała tylko raz, ale akurat w Wielkim Szlemie.
Czy Iga Świątek uwierzyła, że znów może wygrać Rolanda Garrosa? Fot. PAP/EPA
Ulubiony turniej Igi Świątek wkracza w decydującą fazę i na przekór wszystkim ostatnim niepowodzeniom Polka wciąż w nim rywalizuje. A po tym, jak w niedzielę w heroicznym boju odwróciła losy meczu z Jeleną Rybakiną - wygrała, choć przegrała 8 z pierwszych 9 gemów (1:6, 6:3, 7:5) - wciąż ma pełne prawo marzyć, że zostanie pierwszą od ponad 100 lat kobietą z czterema z rzędu triumfami na kortach Rolanda Garrosa. Ale pierwszą w tenisie „nowożytnym”, w rywalizacji międzynarodowej, bo w latach 1920-23 Suzanne Lenglen wygrywała w konkurencji okrojonej do Francuzek.
- Potrzebowałam takiego zwycięstwa. Potwierdzenia, że potrafię sobie radzić pod presją. Cieszę się, że walczyłam, a także rozwiązywałam problemy na korcie - mówiła broniąca tytułu Polka po 1/8 finału z reprezentantką z Kazachstanu.
Od tragedii do wiktorii
To wszystko prawda, bo w ostatnich 12 miesiącach Świątek przegrała większość spotkań, które zaczęła równie katastrofalnie, jak choćby ostatnio z Coco Gauff w Madrycie i z Danielle Collins w Rzymie. Po raz pierwszy od 2022 roku nie gra we French Open jako liderka rankingu i nie jest rozstawiona z „jedynką” (ma nr 5.). To, czy znów zostanie „królową Paryża”, zależy teraz chyba najbardziej od tego, czy ponownie uwierzy, że mecz, który zaczyna się jak tragedia, może zakończyć się jej wiktorią.
Sama Iga nie przecenia wagi zwycięstwa z Rybakiną. - Fajnie jest grać mecze pod pełną kontrolą, ale w starciu z wielkimi tenisistkami to nie zawsze jest możliwe. To, że wygrałam jeden trudny mecz nie znaczy też, że wszystkie następne potoczą się po mojej myśli. Ten mecz nic nie zmienia. Cieszę się, że jestem dalej w turnieju i koncentruję na następnym spotkaniu - przyznała Świątek.
Przegrała raz, ale w Szlemie
Tym następnym będzie ćwierćfinał z 14. w światowym rankingu i otrzaskaną w bojach Ukrainką Eliną Switoliną. To będzie drugie spotkanie na korcie centralnym Philippe’a Chatriera - o 11.00 rozpocznie się mecz liderki rankingu Aryny Sabalenki z Qinwen Zheng. Zwyciężczynie powalczą ze sobą w czwartek o finał.
Świątek zmierzy się ze Switoliną piąty raz, wygrała trzy razy, w tym w jedynym meczu na nawierzchni ziemnej, w Rzymie 4 lata temu, a także ostatnio, w marcu w Miami. Tenisistka z Odessy natomiast wygrała ich jedyny wielkoszlemowy pojedynek - w ćwierćfinale Wimbledonu 2023.
Na rozkładzie Serena
W Paryżu Ukrainka - była nr 3 rankingu - już 10 lat temu była w ćwierćfinale, potem powtórzyła to jeszcze 3-krotnie, nigdy jednak nie zaszła dalej. Ale też potrafi rozwiązywać problemy na korcie. Podobnie jak Świątek z Rybakiną, sama przeżywała trudne chwile w niedzielę w 4. rundzie z ubiegłoroczną finalistką, Włoszką Jasmine Paolini - przegrywała już 4:6 i 1:3, a potem broniła aż trzech piłek meczowych. Udało jej się, doprowadziła do trzeciego seta, w którym była zdecydowanie lepsza, by statecznie zwyciężyć 4:6, 7:6 (8-6), 6:1.
To jedno z największych zwycięstw w jej karierze, do których sama zalicza pokonanie Sereny Williams w 1/8 finału igrzysk w Rio de Janeiro (2016), a także Rybakiny w meczu o brąz olimpijski w Tokio (2021), po przegraniu pierwszego seta 1:6. - Wygrana dzięki piłkom meczowym jest czymś wyjątkowym, szczególnie w Wielkim Szlemie - mówiła Switolina po spotkaniu z Paolini.
To nie musi być Sabalenka
Jeżeli Polka wygra, o finał powalczy z tenisistką, z którą nie będzie mieć psychologicznej przewagi, i wcale nie musi nią być liderka rankingu Sabalenka. Białorusinka wygrała z Qinwen Zheng 6 pierwszych meczów, ale ten ostatni z Chinką przegrała - trzy tygodnie temu w ćwierćfinale w Rzymie 4:6, 3:6. Co więcej, Zheng może pochwalić się już serią 10 kolejnych zwycięstw na paryskich kortach. O jednym z nich Iga Świątek i polscy kibice nigdy nie zapomną, wszak zatrzymało Polkę w drodze do olimpijskiego finału…
Tomasz Mucha, PAP
25 ZWYCIĘSTW z rzędu w Paryżu zrównało Igę Świątek z pochodzącą z Jugosławii Amerykanką Moniką Seles (1990-96); 4 wygranych brakuje Polce do rekordu Amerykanki Chris Evert. Iga ma też drugi najlepszy procent wygranych w historii French Open, a zwycięstwo nad Switoliną zrówna ją z Australijką Margaret Court z wynikiem 95,1 proc.
WYGRYWA DLA UKRAINY
Od czasu wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku Elina Switolina wykorzystuje każdą okazję, by okazać wsparcie rodakom. Najwyżej notowana tenisistka z tego kraju stale podkreśla, że to dla nich głównie wygrywa. - Złe wiadomości to coś, z czym wszyscy Ukraińcy żyją na co dzień, więc kiedy jestem na korcie, jestem w pełni skupiona na swojej pracy, na moim tenisie i staram się odnieść zwycięstwa, aby flaga ukraińska powiewała dla mojego kraju - powiedziała Switolina w niedzielę po pokonaniu Jasmine Paolini.
Tenisistka z Odessy w ciągu ostatnich kilku lat zebrała milion dolarów dla ogarniętego wojną państwa. Po wywalczeniu awansu do ćwierćfinału Australian Open napisała na kamerze „Duch Ukrainy”. - Czuję się odpowiedzialna za znalezienie sposobu na wygrywanie meczów, za dawanie odrobiny nadziei i odnoszenie małych zwycięstw dla narodu ukraińskiego, aby moi rodacy mogli obudzić się do dobrych wiadomości - opowiadała w Melbourne.
Ukrainka od początku konfliktu zbrojnego nie podaje ręki rosyjskim przeciwniczkom. W tym czasie pozostawała niepokonana w starciach z Rosjankami, jednak ta passa zakończyła się 30 stycznia, gdy przegrała z Anną Blinkową w 2. rundzie w Linzu. - Czasami mam wrażenie, że ludzie zapominają, że wojna wciąż trwa, że wciąż potrzebujemy pomocy. Dla mnie bardzo ważne jest pokazanie, że jestem tu, by walczyć bez względu na wszystko. Kiedy nadejdzie czas, chcę uosabiać tego ducha walki - podkreśliła Switolina.
WYNIKI
1/8 finału kobiet: Gauff (USA, 2) - Aleksandrowa (Rosja, 20) 6:0, 7:5, Keys (USA, 7) - Baptiste (USA) 6:3, 7:5, M. Andriejewa (Rosja, 6) - Kasatkina (Australia, 17) 6:3, 7:5, Boisson (Francja) - Pegula (USA, 3) 3:6, 6:4, 6:4
1/8 finału mężczyzn: Paul (USA, 12) - Popyrin (Australia, 25) 6:3, 6:3, 6:3, Musetti (Włochy, 8) - Rune (Dania, 10) 7:5, 3:6, 6:3, 6:2, Alcaraz (Hiszpania, 2) - Shelton (USA, 13) 7:6 (10-8), 6:3, 4:6, 6:4, Tiafoe (USA, 15) - Altmaier (Niemcy) 6:3, 6:4, 7:6 (7:4), Zverev (Niemcy, 3) - Griekspoor (Holandia) 6:4, 3:0 i krecz Griekspoora, Djoković (Serbia, 6) - Norrie (Wlk. Brytania) 6:2, 6:3, 6:2, Bublik (Kazachstan) - Draper (USA, 5) 5:7, 6:3, 6:2, 6:4
