Patrzmy na umiejętności!
Rozmowa z Damianem Krzyżakiem, trenerem młodzieży w RKP ROW Rybnik, wcześniej szkoleniowcem w kobiecym TS-ie ROW Rybnik
Pracuje pan w klubie, o którym można powiedzieć, że jest średniej wielkości akademią. Z jakimi problemami pan i pana koledzy musicie się borykać?
- Problemem w okresie zimowym jest infrastruktura, ale to nie tylko u nas w Rybniku. Patrząc na nas, to i tak mamy do dyspozycji boisko sztuczne plus Orlik na ulicy Orzepowickiej dla młodszych roczników. Jednak w zimie, kiedy szybko jest ciemno, a często trenujemy w cztery czy pięć roczników, to do dyspozycji mamy… ćwiartkę boiska. Jasne, można wszystko dobrze poorganizować, trening da się zrobić, ale większy komfort byłby wtedy, gdybyśmy do dyspozycji mieli więcej boisk. Na pewno byłoby łatwiej, gdybyśmy mieli do dyspozycji więcej trenerów. Jakościowo mamy dobrych szkoleniowców, ale bardzo przydaliby się tacy, którzy byliby w stanie pomóc choćby jako asystenci. Mając takiego drugiego trenera, pewne rzeczy można zobaczyć inaczej. Jako trener pracujący z rocznikiem 2013 trzeci rok, mogę pewnych rzeczy nie dostrzegać, a nowa osoba może wprowadzić burzę mózgów, tylko z korzyścią dla rozwoju chłopaków.
Wprowadził pan swoje drużyny do I i II ligi wojewódzkiej. Chłopcy notują progres. Jak wygląda tygodniowy mikrocykl treningowy?
- Poniedziałek, środa, piątek to trzy jednostki treningowe. Do tego mecze w soboty i niedziele. W moim przypadku, jako że nie mam asystenta, zajęcia są rozbite na dwie grupy młodzika: pierwszą i drugą. O godzinie 16.30 jest jedna grupa, a o 18.15 kolejna. O 15.45 jestem najpóźniej na obiekcie, żeby jak najlepiej się przygotować. Teraz w marcu „wskakuje” nam jeszcze trening motoryczny, ale nie robię już tego w dodatkowy dzień, tak żeby chłopcy nie mieli przesytu piłki, boiska, mnie, siebie, tylko będzie to wydłużona jednostka treningowa w poniedziałek. Prowadzę chłopców, którzy są wytrenowani, potrafią sporo wybiegać, więc jeżeli 2,5 godziny spędzą na boisku, to nic się nie stanie – godzina motoryki i 1,5 godziny treningu. Dodatkowo w środę trening będzie wydłużony do 2 godzin, bo chcę wprowadzić zajęcia z koordynacji, gimnastyki - tutaj są zaległości. Nie chodzi nawet o moją grupę, ale o zaległości, jakie dotyczą tych roczników z powodu słabego wf-u. Sprawność ogólna zawodników i zawodniczek jest gorsza w stosunku do tego, co widać przykładowo po Czechach, z którymi mamy stały kontakt, bo rywalizujemy ze sobą. Tam ogólna sprawność jest o trzy poziomy wyższa niż u nas. Tutaj mamy największe braki.
Rozgrywki ligowe zaczęliście od wygranej w I Lidze Wojewódzkiej Młodzika z Rakowem w Częstochowie 2:0. Grania chyba nie zabraknie, bo w roczniku 2013 macie aż 18 spotkań (2x40 min)!
- Tak, zaczęliśmy teraz, a kończymy 22-23 czerwca. Grania sporo, ale bardzo się z tego cieszę, bo nic nie zastąpi meczów. Nawet najlepszy trening, z sześcioma szkoleniowcami i nie wiadomo jakimi analizami, nie zastąpi ligowego grania.
Dla was, trenerów w RKP ROW, jest to dodatkowe zajęcie, które często wygląda jak praca na etacie. Pieniądze są problemem?
- Jak ktoś coś lubi, to to robi. Praca z chłopakami to dla mnie przyjemność. Jasne, dobrze byłoby jakby pieniędzy było więcej, ale nie patrzymy na to w ten sposób. Jak ktoś to robi z pasją, to nie zwraca na resztę uwagi. Prowadząc drużynę w roczniku 2013 odczuwam radość, że spędzam z nią czas, że razem możemy pracować i rywalizować na boiskach. Czasami się człowiek zezłości, ale każdy ma prawo do słabości. Pieniądze to nie aż taki problem.
Rywalizuje pan ze swoim zespołem na dobrym poziomie rozgrywkowym, bo i Raków, i Górnik Zabrze, GKS Katowice, GKS Jastrzębie, Akademia im. Łukasza Piszczka z Goczałkowic, Ruch Radzionków, SMS Tychy, Rekord Bielsko-Biała. Co tydzień dziesiątki czy setki meczów. Gdzie są potem ci chłopcy?! Przecież widzimy, ile talentów jest w poszczególnych drużynach na tym poziomie w U-12!
- Powiedziałbym tak: oczekiwania względem młodych chłopaków i naszych dzieci, bo sam jestem w tej roli - mój syn też gra - są zbyt duże w stosunku do tego, co się potem okazuje. To jeden temat, choć nie twierdzę, że główny. Druga rzecz, to jako akademia, my trenerzy musimy dzieciom zaproponować więcej zajęć ogólnorozwojowych niż piłki. Mając 12 lat zagrają teraz wiosną 18 meczów, do tego treningi, a zimą przygotowania i gry kontrolne. Mam dowody, że jak mają potem 15, 16 lat, są wypaleni, mają dosyć piłki i... wszystkiego. Staram się więc kłaść nacisk na zajęcia dodatkowe, fajnie jakby mogli ćwiczyć dżudo, sporty walki, żeby piłka była głównym elementem, ale żeby też robić coś innego. U mnie też przychodzi taki moment, że żona wie, żeby nawet arbuza nie kupować, bo wszystko co okrągłe wyrzucam (śmiech). Trzeba się zresetować. Już w szkole ponadpodstawowej, kiedy samemu trzeba dojechać na trening, wrócić do domu o 20.30 i jeszcze się uczyć, to wielu się zniechęca. Dlatego dla trenerów i tych, którzy nas edukują, prowadzą kursokonferencje, ważne jest, żeby nie tylko zwracać uwagę na rozumienie gry, ale przede wszystkim na to, żeby ci młodzi piłkarze czuli cały czas radość z piłki! Tak powinni być prowadzeni, żeby futbol cały czas ich cieszył, żeby czuli potrzebę rozwijania się. I jeszcze jedno: trenerzy z kadr wojewódzkich oraz z silnych akademii patrzą na to… jakimi warunkami fizycznymi dysponują 10-, 12-latkowie i jak wysocy są ich rodzice. Niestety, nie patrzy się na umiejętności…
Rozmawiał Michał Zichlarz