Paryska przygoda... Francuzki
Mirra Andriejewa, podopieczna Conchity Martinez, otrzymała surową lekcję od tenisistki z dalekiego planu.
Lois Boisson jest sprawczynią sensacji na kortach Rolanda Garrsoa. Fot. PAP/EPA
Lois Boisson, a któż to jest? Nawet wytrawni znawcy tenisa, gdy otrzymała „dziką” kartę od organizatorów French Open, grzebali w internecie, by poznać jej tenisowe CV. Francuzka przed pojawieniem się na kortach Rolanda Garrosa zajmowała 361. miejsce w rankingu WTA, choć rok temu, o tej samej porze, była 125. Właśnie w ubiegłym roku na tydzień przed imprezą w Paryżu zerwała więzadło w lewym kolanie i marzenia o grze trzeba była odłożyć na rok. Teraz 22-letnia tenisistka z Dijon jest sprawczynią największej sensacji nienotowanej od lat. Boisson, córka byłego koszykarza, pokonała Rosjankę Mirrę Andriejewą 7:6 (8-6), 6:3 i po 14 latach gospodarze wreszcie mają swoją reprezentantkę w półfinale. W 2011 roku wystąpiła w nim Marion Bartoli. Po tym zwycięstwie Boisson „wirtualnie” przesunęła się na 65. miejsce i dzisiaj - w walce o finał - zmierzy się z Coco Gauff (nr 2).
Boisson w 1. rundzie rozprawiła się z Elise Mertens (24. miejsce w rankingu WTA). Później przyszły zwycięstwa z Anheliną Kalininą (113.) i Elsą Jacquemot (138.). W 1/8 finału świat tenisowy oniemiał, bowiem wyeliminowała Amerykankę Jessicę Pegulę w trzech setach.
Spotkanie ćwierćfinałowe z 18-letnią Andriejewą trwało ponad dwie godziny. Początkowo inicjatywa należała do Andriejewej, która w pierwszym secie prowadziła już 5:3. Boisson odrobiła jednak stratę, a tie-breaka rozstrzygnęła na swoją korzyść. Ponownie wykazała się niesłychaną odpornością psychiczną w drugim secie, bo Rosjanka prowadziła już 3:0 i nic nie wskazywało, że dojdzie do takiego zwrotu. Ni stąd ni zowąd tenisistka, rodem z Krasnojarska, zaczęła popełniać proste błędy i sfrustrowana kipiała ze złości. Francuzka nie dała się ponieść emocjom - wygrała sześć gemów z rzędu, sprawiają kolejną sensację. Natomiast podopieczna Conchity Martinez otrzymała surową lekcję, bo w ostatnim czasie czuła się primadonną kortów.
Coco Gauff, wiceliderka światowych list, w 1/4 finału wygrała z rozstawioną z numerem siódmym rodaczką, Madison Keys 6:7 (6-8), 6:4, 6:1. Pierwszy set był przede wszystkim festiwalem błędów obu zawodniczek, które dodatkowo nie potrafiły wykorzystać atutu własnego serwisu. Z ośmiu pierwszych gemów tylko dwa kończyły się wygraną serwującej tenisistki. Gauff jednak szybko wyciągnęła wnioski i w drugim secie tylko raz dała się przełamać. Na dodatek jej podanie zdecydowanie lepiej funkcjonowało. W całym meczu Keys popełniła aż 60 niewymuszonych błędów; Gauff - 41, z czego 21 w 1. secie. Gauff jest na dobrej drodze do powtórzenia najlepszego wyniku z Paryża w 2022 r., kiedy to przegrała w finale ze Świątek. W zeszłym roku odpadła w półfinale, również przegrywając z Polką.
(s)
