Pali się i wali
Nieciekawie w Zabrzu i to na wielu polach, także tym sportowym.
Agnieszka Rupniewska jest na każdym meczu Górnika, ale nad jej głową zbierają się czarne chmury. Fot. Facebook
W zeszłorocznych wyborach samorządowych doszło do zmiany władzy. Oczywiście miało to przełożenie na działające w tym liczącym ponad 150 tysięcy mieszkańców mieście kluby – i ten piłki nożnej, i ten piłki ręcznej.
Referendum
Po niespełna roku od wyborów z wiosny 2024 w mieście trwa zbieranie podpisów pod referendum w sprawie odwołania urzędującej prezydent Agnieszki Rupniewskiej. W trzy tygodnie zebrano prawie wszystkie z wymaganych 11 tysięcy podpisów mieszkańców, a ich zbieranie ma być kontynuowane, tym bardziej że jest na to czas (60 dni). Urzędująca prezydent sama jest sobie winna, że doszło do takiej sytuacji. Przypomnijmy – przed wyborami zapowiadała m.in., że piłkarzom ręcznym, którzy akurat wtedy dobrze spisywali się w europejskich pucharach i zmierzali po brąz w ligowych rozgrywkach, potrzebna jest nowa wielofunkcyjna hala. Po wygraniu wyborów szybko zmieniła zdanie; hali nie będzie. Już po wyborze na prezydenta została zaproszona na mecz szczypiornistów Górnika, ale nie przyszła. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że utrzymujący i sponsorujący klub od prawie 20 lat prezes Bogdan Kmiecik zapowiedział, iż po sezonie pożegna się z klubem.
Sama Rupniewska może stracić swój urząd. Takie rzeczy na Górnym Śląsku miały już miejsce. W wyniku referendum w 2012 roku odwołano prezydenta Bytomia Piotra Koja.
Czwarta trybuna
Fizycznie czwarta trybuna na Stadionie im. Ernesta Pohla już stoi. Są na niej zamontowane nawet krzesełka, tyle że na drogie wykończenie wnętrz, a przede wszystkim na „sky boxy”, które przynoszą wielkie dochody, nie ma pieniędzy. W Zabrzu zresztą prawie na nic nie ma pieniędzy. Gdyby nie pożyczka od ministra finansów w grudniu w wysokości 353 mln złotych, to nie wiadomo, jak miasto by funkcjonowało. Eksperci podkreślają kardynalne błędy w rządzeniu miastem czy… piłkarskim Górnikiem. Na początku Rupniewska nie sporządziła ze swoją nową ekipą bilansu otwarcia, po czym zaczęła krzyczeć, że na nic nie ma pieniędzy. Problemem jest też zarządzająca futbolowym obiektem spółka Stadion, która jak przed laty przynosiła straty, tak przynosi je nadal. W tej sytuacji ukończenie czwartej trybuny będzie trudne. W sprawie głos zabrał były wiceprezydent Zabrza Krzysztof Lewandowski. W liście otwartym do władz Zabrza napisał: „Od miesięcy alarmuję w tej sprawie i liczyłem, że uda się wypracować jakieś rozsądne rozwiązanie. Proszę o odrobinę zaangażowania. Nie musimy w tym czasie zrobić całego zamierzenia z salami VIP i lożami, ale zróbmy przynajmniej krzesełka na całym obiekcie! Nie mieliśmy „obietnicy” 40 mln zł na stadion – to był oficjalny konkurs Ministerstwa Sportu, w którym wzięliśmy udział, złożyliśmy dokumenty, wygraliśmy i otrzymaliśmy promesę środków. Nie wiem, w jakim trybie nam je zabrano – pewnie podobnym, jak przejęto TVP. Ale mniejsza o to. Trzeba przyjąć fakty takimi, jakie są. Nie mogliśmy zamówić krzesełek w strefie VIP, skoro wnioskowaliśmy o nie w konkursie. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem jednak, że przez 10 miesięcy nikt nie zajmie się sprawą, choć rozwiązanie jest banalnie proste. Podpowiadam: w ramach trwającej umowy wystarczy złożyć zamówienie uzupełniające. Koszt? Około miliona złotych! To mniej więcej 1 proc. kosztów realizowanego zadania” – napisał Lewandowski.
Prywatyzacja
Zbieranie podpisów pod referendum i ewentualne odwołanie Rupniewskiej może mieć oczywiście wpływ na prywatyzację Górnika, która trwa i w której biorą udział dwa podmioty – konsorcjum Lukasa Podolskiego LP Holding GmbH i przedsiębiorstwo Zarys-Tabapol. Szef Zarysu Paweł Ossowski to kibic Górnika. W zeszłorocznych wyborach samorządowych obecną prezydent mocno wsparli Lukas Podolski i dyrektor sportowy Łukasz Milik. Po wyborach unieważniono toczący się od kilku miesięcy proces prywatyzacji. Rozpisano kolejny, który trwa. Kolejne polityczne turbulencje na pewno nie pomogą we wszystkim. Zresztą samo miasto, mimo kolejnych próśb i monitów mediów, w tym „Sportu”, nie udziela w tej sprawie praktycznie żadnej informacji.
Michał Zichlarz