Sport

Łowcy autografów go nie poznali

Już za pięć dni kolejne kluczowe spotkanie Biało-czerwonych w eliminacjach mundialu. W Katowicach rozpoczęło się zgrupowanie przed wizytą na Litwie.

Kacper Kozłowski okazał się niezłą „zagwozdką" dla niektórych łowców autografów. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

REPREZENTACJA

Nie od rzeczy jest stwierdzenie, że od kilku miesięcy tutejszy „Monopol” ma... monopol na polską reprezentację. Gościła tu w czerwcu, wróciła we wrześniu, no i jest obecnie – w czwartek (20.45) na Superauto.pl Stadionie Śląskim nasi kadrowicze zmierzą się z Nową Zelandią, pewną już występu w finałach MŚ. To będzie wszakże tylko przetarcie przed niedzielną potyczką w Kownie z Litwinami.

Dreszcz emocji, nagroda i szansa

- Myślę, że będziemy w Kownie faworytami. Moim zdaniem mamy zdecydowanie mocniejszą kadrę i takie mecze powinniśmy wygrywać – choć Kacpra Kozłowskiego w reprezentacji nie było od czterech lat, zawodnik tureckiego Gaziantep FK do Katowic dotarł z mocnym postanowieniem... wygrania dwóch najbliższych gier. - Czy jest niepewność po tak długim rozbracie? Nie... Raczej dreszczyk emocji. Dla mnie bycie tu to nagroda, ale i kolejna szansa. Będę robić to, co umiem. Chciałbym zagrać przynajmniej w jednym z tych meczów, a mam nadzieję, że zagram w obu. Wierzę, że jeśli dostanę minuty, dobrze je wykorzystam – podkreślał pomocnik, który kilka dni po spotkaniu z Litwą będzie obchodził 22. urodziny. W tym sezonie w Süper Lig wszystkie osiem spotkań zaczynał w wyjściowej jedenastce swej drużyny.

Liczby do poprawy

Kiedy Kozłowski wysiadł z busa, którym podróżował z lotniska w towarzystwie Arkadiusza Pyrki, wśród kolekcjonerów autografów zgromadzonych pod „Monopolem” na chwilę zapanowała konsternacja. „Ty, kto to jest?” - trącali się łokciami, wertując szybko kartki albumów, w których widniały zdjęcia reprezentantów wezwanych pod broń przez Jana Urbana. To najlepszy dowód, że piłkarz Gaziantepu musi poprawić rozpoznawalność wśród fanów. - Wiadomo że muszę robić jeszcze lepsze liczby, ale się staram i mam nadzieję, że ten sezon będzie lepszy niż ostatnio – dodawał w tym kontekście Kozłowski, który we wspomnianych ośmiu grach w tym sezonie ligowym zdobył dwa gole (w tym w minioną sobotę, w wygranym 2:0 meczu z Karagumruk). - Docierały do mnie informacje, że jestem obserwowany, były telefony z reprezentacyjnego sztabu, ale nie mogę powiedzieć, że byłem pewny tego powołania, choć oczywiście bardzo chciałem tu przyjechać – zaznaczał.

Szczęście prosto z Rzymu

W odróżnieniu od Kozłowskiego, regularnie w ostatnim czasie w zgrupowaniach uczestniczy Jakub Piotrowski. - Po wrześniowym rozstaliśmy się w fajnej atmosferze. Myślę, że taka będzie również teraz – podkreślał zawodnik Udinese. Był jednym z pierwszych – po Krzysztofie Piątku – którzy dotarli do „Monopolu” w poniedziałkowe przedpołudnie. Natomiast od niedzielnego wieczoru gościli w hotelu Legioniści (Bartosz Kapustka, Paweł Wszołek i Kacper Tobiasz), mocno skwaszeni ligową porażką w Zabrzu. Z fasonem zajechał za to do Katowic ich niedawny klubowy partner, Jan Ziółkowski. Jego uśmiechowi trudno się dziwić; w sobotę już po raz drugi z rzędu dostał od trenera Romy boiskowe minuty w Serie A (wyjazdowe 2:1 z Fiorentiną). - Mam własny plan na piłkarski rozwój. Było w nim miejsce na Włochy. Skoro nadarzyła się okazja, jestem szczęśliwy – podkreślał 20-latek. O miejsce w reprezentacyjnym składzie rywalizować będzie m.in. z Przemysławem Wiśniewskim. „Wiśnia”, odkrycie wrześniowych spotkań, autografów pod „Monopolem” rozdał najmniej; w momencie przyjazdu trafił na potężną ulewę, która zapędy łowców ochłodziła.

Gorąca herbata i lodowata kąpiel

O 18.30 kadrowicze odbyli pierwsze podczas tego zgrupowania zajęcia pod okiem Jana Urbana. Brakowało na nich m.in. Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora, którzy dopiero wieczorem lądowali w Balicach. - Jest jedna zmiana – uśmiechał się dyrektor „Monopolu”, Piotr Dyduch, gdy pytaliśmy go o „życzenia specjalne” reprezentantów. - Tym razem do autobusu zabierającego ich na zajęcia pakujemy gorącą herbatę zamiast zgrzewek zimnej wody, jak to miało miejsce w czerwcu i wrześniu. Poza tym standard – dodawał. A ów „standard” to m.in. trzy hotelowe piętra zamknięte na potrzeby reprezentantów, osobna restauracja oraz sala audiowizualna na odprawy. - A na odnowę biologiczną – wanna z lodem i wodą o temperaturze pięciu stopni! - zdradzał dyrektor.

Dariusz Leśnikowski

Do meczu z Litwą 
5 dni
12.10. godzina 20.45