Sport

Ostatnia deska ratunku

Tylko zwycięstwo z Widzewem Łódź prolonguje nadzieje wicemistrza Polski na utrzymanie w ekstraklasie.

Piłkarzom Śląska na razie nie jest do śmiechu... Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus

ŚLĄSK WROCŁAW

W tej chwili w stolicy Dolnego Śląska najwięcej emocji i dyskusji wywołuje nie sobotni mecz drużyny trenera Ante Szimundży z łodzianami, lecz wyścig do fotela prezesa klubu z Oporowskiej. Zgodnie z naszym wcześniejszymi – wówczas nieoficjalnymi – informacjami biuro prasowe miasta Wrocław ogłosiło konkurs na prezesa miejscowego Śląska. Do momentu jego rozstrzygnięcia funkcję tę nadal będzie sprawował 35-letni Patryk Zarzeczny.

Rozbudowana komisja konkursowa

W środę Rada Nadzorcza Wrocławskiego Klubu Sportowego Śląsk Wrocław SA ogłosiła konkurs na stanowisko Prezesa Zarządu. Ten konkurs zostanie przeprowadzony przez Komisję Konkursową, na czele której stoi Przewodniczący Rady Nadzorczej Spółki, Sergiusz Kmiecik. W komisji znajdą się członkowie rady nadzorczej (Witold Woźny i Krzysztof Biernat) oraz przedstawiciel Akademii Wychowania Fizycznego, przedstawiciel Uniwersytetu Ekonomicznego oraz przedstawiciel kibiców Śląska Wrocław. Obserwatorami będą radni oraz dziennikarze sportowi.

Władze miasta są właścicielem większościowego pakietu akcji Śląska. Dotychczas to one mianowały nowych prezesów klubu, tym razem procedura jednak wygląda inaczej. Do tej pory nie podano dokładnej daty konkursu.

Kanadyjczyk w kolejce

Wybór nowego prezesa klubu może nie zakończyć zmian w klubie z Oporowskiej. Okazało się bowiem, że do kupna Śląska przymierza się kanadyjski biznesmen pochodzenia irańskiego, Alex Haditaghi. Przed kilkoma tygodniami prowadził negocjacje z włodarzami Pogoni Szczecin, ale rozmowy zakończyły się fiaskiem. Strony nie doszły do porozumienia, bo milioner z branży nieruchomości zauważył, że dług „Dumy Pomorza” jest znacznie większy, niż deklarowali jej właściciele. Jak mawia stare przysłowie „od pomysłu do przemysłu daleka droga”, zatem nie należy przesądzać, że Haditaghi zdecyduje się na próbę przejęcia wrocławskiego klubu.

Tym bardziej że nie jest tajemnicą, iż Zielono-biało-czerwoni pogrążeni są w kryzysie nie tylko organizacyjnym, ale przede wszystkim sportowym. Do zakończenia rywalizacji w PKO BP Ekstraklasie pozostało 14 kolejek, a zespół trenera Szimundży do zajmującego – na razie – bezpieczne miejsce w tabeli Radomiaka traci aż 10 punktów! Wprawdzie do Lechii Gdańsk (siedem „oczek”) i Puszczy Niepołomice (osiem punktów) ta strata jest nieco mniejsza, lecz przecież konkurenci na specjalne życzenie wrocławian nie będą seriami tracili punktów. Zawsze byłem zwolennikiem zasady – umiesz liczyć, licz... na siebie! Sęk w tym, że wrocławian czekają jeszcze pojedynki z ligowymi tuzami – Legią Warszawa, Lechem Poznań, Rakowem Częstochowa i Jagiellonią Białystok.

Waga lżejsza

Najbliższym przeciwnikiem wrocławian nie będzie drużyna wagi ciężkiej, lecz co najwyżej średniej, bo tak należy aktualnie traktować Widzew. Nie wolno jednak zapominać, że trener Szimundża nie będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Za nadmiar żółtych kartek ze składu „wylatują” obrońca Serafin Szota i pomocnik Peter Pokorny, cały czas z kontuzją zmaga się pomocnik Marcin Cebula, a pod znakiem zapytania stoi występ dwóch stoperów – Aleksa Petkowa i Simeona Petrowa.

Rozjemcą w sobotniej potyczce będzie Karol Arys ze Szczecina. W bieżącym sezonie trzy razy prowadził mecze, w których grali zawodnicy Śląska. Wcześniej rozstrzygał boiskowe spory w pojedynkach z Widzewem (0:0), Stalą Mielec (2:1) i Jagiellonią Białystok (2:2). Jak zatem widać, pod jego „kuratelą” wrocławianie jeszcze nie przegrali meczu...

Bogdan Nather