Osculati, Sá Pinto i Feio
REMANENT - Jerzy Chromik
– Na koloniach fajnie jest, można sobie pobiegać, można w karty pograć też lub pochodzić po drzewach (...)
Fajnie, fajnie, fajnie. Lubimy to słowo, choć to germanizm. Od „fein”. A czy Feio to „fein” po portugalsku? Na pewno nie.
W przedszkolu przezywano mnie chomikiem, bo to było najłatwiejsze, a poza tym mało który czterolatek wymawia prawidłowo „r”. Ostatnio Janusz Wołcz z Akademii TVP wymyślił coś nowego na powitanie:
– Chromik, Chromik, a to pewnie taka mała przeglądarka! Po prostu syn Chrome’a.
Ta łatwość w żartowaniu z nazwiska mogła mnie w dzieciństwie dołować, ale musiałem się z tym pogodzić. Wiem, wiem, savoir-vivre jest innego zdania. Ale co zrobię, że odtąd łatwo przychodzi mi szukanie skojarzeń z nazwiskami. 25 lat temu prezes PZPN-u wystosował nawet list protestacyjny do naczelnego „Przeglądu Sportowego” po tym, jak w felietonie napisałem o Zdzisławie Kręcinie, że to taki działacz o trochę mylącym nazwisku.
W przypadku Feio nic nie trzeba przekręcać. Brzmi od razu mało poważnie. Może dlatego tak łatwo zjednał sobie szatnię, bo to jest taki brat łata. Gdyby to zależało wyłącznie od piłkarzy, byłby z nimi także w sezonie 2025/26.
Nie rozmawiałem z nim, choć zainteresował mnie od początku pojawienia się w naszym obiegu publicznym. Na początku polskiej ścieżki była akademia Legii, potem Raków i Motor oraz powrót na Ł3. Wszędzie ciekawie i nigdzie nie było grzecznie.
A sukcesy? Najpierw udział w awansie Motoru Lublin do ekstraklasy. W stolicy bez mistrzostwa i tylko piąte miejsce w tabeli końcowej. Broni go jednak Puchar Polski i Liga Konferencji. A pokonanie Chelsea w rewanżu na wyjeździe otwiera być może furtkę do pracy na Wyspach. Jego menedżerem nie jest byle kto, więc chyba jest to realne. Jeśli nie Premier League, to może Championship? Iloraz i warsztat są OK. Na pewno uczy się szybko, bo – jak dowodził Andrzej Janisz w „Wysokim pressingu” – Portugalczyk tak dobrze posługuje się polskim słownictwem, że zostawia z tyłu wielu naszych rodaków.
Pojawienie się pierwszego Portugalczyka w Warszawie przewidział Jeremi Przybora i oddał jego perypetie w cudownej piosence z muzyką Jerzego Wasowskiego. Tamten nazywał się Osculati. Po dziesięcioleciach przyjechał do stolicy Sá Pinto. Ten chyba nie oszukiwał Polek, choć trudno to wykluczyć, bo był jak każdy południowiec przystojny. Żądał jednak, by prezes Legii uciszył dzwony w sąsiednim kościele, tuż obok bocznego boiska, na którym wtedy trenował zespół, zanim oddano do użytku nowoczesny kompleks pod Grodziskiem. Feio to więc hat trick Warszawy.
A jak to leciało w Kabarecie Starszych Panów o pionierze spod ciemnej gwiazdy?
– W tym ogrodzie za Książęcą
zmącił duszę mą dziewczęcą.
Potem ciało zawiódł śmiało na Frascati.
Tam, gdy z radia płynął walczyk,
wykorzystał Portugalczyk,
mnie ze szczętem!
– Kto?
– Vincento Osculati!
A kiedy wschód zaczął ciut złocić kwiaty,
Powiedział mnie twardo, że: „Ne zaplati”!
Refren:
Naciąłeś dziewcząt jak róż w kraju sosny,
Że tylko szept z tobą szedł słów
jak liści... Nie uiści. Nie uiści!
Polsko, nie mówmy już o Feio! Mamy ważniejszy temat...
Feio. Bywało fajnie, bywało... fejowo. Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus
