Optymizm zapanował w Rzeczpospolitej
Radość i zadowolenie – to słowa, które najlepiej oddaje nastroje panujące wokół Polski Jana Urbana.
Reprezentacja Polski wspólnie z kibicami świętowała zwycięstwo. Fot. Marcin Karczewski/PressFocus
Kacper Janoszka z Kowna
Po wygranym meczu z Litwinami polscy piłkarze podeszli pod sektor kibiców Biało-czerwonych, którzy przez 90 minut tworzyli fantastyczną atmosferę na stadionie w Kownie. Razem z fanami bawili się, tańczyli i śpiewali. Widać było na ich twarzach szczere uśmiechy, zadowolenie ze zdobytych punktów dla kraju, szczęście, że sprostali zadaniu, że nie zawiedli oczekiwań tysięcy ludzi, którzy przemierzyli setki kilometrów, żeby dać im wsparcie z trybun. Mamy prawie pewny udział w barażach o udział w mundialu. Szanse na wyprzedzenie pierwszej w tabeli Holandii są marginalne, ale liczy się fakt, że reprezentacja się rozwija, że pod wodzą nowego selekcjonera nie przegrywa meczów.
Co by było, gdyby…
Podczas konferencji prasowej Jan Urban usłyszał pytanie o Sebastiana Szymańskiego, który rozegrał świetne spotkanie. Zdobył gola bezpośrednio z rzutu rożnego, a następnie asystował przy bramce Roberta Lewandowskiego. Sztuką jest jednak to, aby takie występy zaliczał regularnie... – Grał dobrze? Grał. Więc już zrobiliśmy dużo. Będziemy myśleć o tym, żeby jak najdłużej utrzymał taką dyspozycję. Teraz jednak cieszę się z tego, że zagrał dobrze. Dlaczego mam się zamartwiać tym, że w przyszłości może zagrać słabiej? W ogóle o tym nie myślę. Jeśli zawodnik jest w odpowiedniej dyspozycji, z reguły utrzymuje ją przez pewien okres, a prędzej czy później i tak przychodzi spadek formy. Mamy jeszcze dwa spotkania do rozegrania w eliminacjach i wierzę w to, że nie tylko Sebastian, ale cała drużyna da nam przyjemność z gry. Chcę na listopadowe zgrupowanie mieć przede wszystkim zdrowych zawodników. Na razie dwóch nam wypada (Przemysław Wiśniewski i Bartosz Slisz za nadmiar kartek – przyp. red.) i nie chcę większej liczby zmian – odpowiedział racjonalnie selekcjoner. Jego słowa są tylko dowodem na to, że w reprezentacji nie ma miejsca na niepotrzebne zamartwianie się. Nikt nie zastanawia się nad tym, co by było, gdyby Polska w czerwcu wygrała z Finlandią (a przecież przegrała 1:2). Kadra akceptuje rzeczywistość, w której się znajduje i cieszy się z kolejnych małych sukcesów, takich jak wygrana w Kownie.
Oklaski rywali
Litewska federacja przekazała polskim kibicom 3000 biletów, choć według przepisów FIFA mogła zdecydowanie mniej. Lokalne władze piłkarskie zdawały sobie jednak sprawę z tego, że miejscowi nie zapełnią 15-tysięcznego stadionu imienia Dariusa i Girenasa. Dzięki temu otrzymaliśmy fenomenalne święto futbolowe. Abstrahując od pokazu pirotechnicznego i ładnej sektorówki zademonstrowanej przed rozpoczęciem rywalizacji, polscy kibice nieprzerwanie przez 90 minut głośno wspierali naszych piłkarzy. Atmosfera była zdecydowanie lepsza niż na wielu meczach domowych reprezentacji. Docenił to także litewski zespół. Podszedł nie tylko po meczu pod sektor swoich kibiców, dziękując za doping. Zrobił też rundę dookoła stadionu, oklaskując ludzi w biało-czerwonych barwach.
Skryta miłość
Litewscy fani pojawili się na meczu w nie najgorszej – jak na ich realia piłkarskie – frekwencji. W sumie na arenie policzono niecałe 12 tysięcy ludzi. I choć futbol nie jest sportem numer 1 na Litwie, znalazła się garstka zapaleńców, po meczu oczekujących pod autokarem reprezentacji Polski przede wszystkim na spotkanie z Robertem Lewandowskim. Chcieli zobaczyć napastnika Barcelony, zrobić sobie z nim zdjęcie, poprosić o autograf. Nie jest więc tak, że na Litwie kompletnie brakuje miłości do piłki nożnej. Ona występuje, jednostkowo, tli się w sercach tych, którzy spragnieni są futbolu na wysokim poziomie. Przed litewskim futbolem jeszcze jednak sporo pracy, żeby móc znaczyć coś na europejskiej arenie, zarówno na poziomie reprezentacyjnym, jak i klubowym.
Pod autokarem reprezentacji Polski zebrali się litewscy miłośnicyfutbolu. Fot. Kacper Janoszka
Polscy kibice opanowali Kowno - spod Kościoła Michała Archanioła, centralnego punktu miasta, wyruszyli na mecz. Fot. Kacper Janoszka
