O włos od cudu
Wicemistrzowie Polski byli bardzo blisko wywiezienia punktu z twierdzy węgierskiego Gniezna. Niestety, kielczanom znów zabrakło zimnej głowy, a może szczęścia na kilka sekund przed syreną.
Znów nam tak niewiele zabrakło – zdaje się krzyczeć trener Tałant Dujszebajew. Fot. Tomasz Fąfara / Press Focus
LIGA MISTRZÓW
Industria do czwartkowego meczu przystąpiła bez kontuzjowanego, będącego ostatnio w świetnej formie, bramkarza Klemena Ferlina i brak Słoweńca był mocno odczuwalny, bo duet Bekir Corrales-Adam Morawski do przerwy odbił tylko trzy piłki. Pojawili się za to niepewny występu Alex Vlah oraz wracający po operacji barku i długiej rehabilitacji Dylan Nahi.
Wicemistrzowie Polski nawet dobrze weszli w mecz, jeszcze w 9 minucie remisując. Po kolejnych 10 minutach przewaga mistrzów Węgier doszła jednak już do czterech bramek, a do przerwy zwiększyła się o jeszcze jedno trafienie. Wydawało się, że już nie ma ratunku, tymczasem taka strata nie załamała podopiecznych Tałanta Dujszebajewa, którzy po powrocie z szatni nie zwiesili głów, tylko starali się odrabiać straty. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ Węgrzy znakomicie stawiali się w obronie i mieli jeszcze dwóch znakomitych bramkarzy. Mimo to w 43 minucie po bramce Szymona Sićki gospodarze byli już tylko na dwubramkowym plusie. Dostrzegł to trener Fuertes Pasqual, który natychmiast poprosił o minutową przerwę. Ale to kielczanie po „czasie” zdobyli kolejną bramkę i strata na kwadrans przed końcem była już naprawdę minimalna. Wtedy znów szaleństwo rozpoczął Rodrigo Corrales w bramce i dosłownie za moment znów było minus cztery. Zwykle impulsywny trener Dujszebajew zwiesił głowę, kibice Żółto-biało-niebieskich skryli twarze w dłoniach, ponieważ w tym momencie wydawało się, że kieleckie marzenia o zdobyciu twierdzy miasta królów, czyli „węgierskiego Gniezna” topiły się w Balatonie. Końcówka była jednak interesująca, gdyż wicemistrzowie Polski jeszcze raz ambitnie zerwali się do walki chociażby o punkt. Gdy Piotr Jarosiewicz trafił z rzutu karnego na 67 sekund przed końcem, serca kielczan mocniej zabiły. Trener miejscowych poprosił o przerwę, a do końca były 32 sekundy. Węgrzy przeprowadzili ostatnią akcję i... trafili słupek. Kielczanie przejęli piłkę i gdy wydawało się, że cudem uratują punkt, Benoit Kounkoud źle podał na kontrę, a przejmującego piłkę Ivana Martinovicia sfaulował Theo Monar. Dostał 2 minuty kary, a Gasper Marguc - jedyny gracz Veszprem, który pamięta finał LM z 2016 roku, przegrany po karnych z kielczanami - ostatnim rzutem przypieczętował zasłużone w sumie zwycięstwo swojej drużyny. Dodajmy, że MVP został najskuteczniejszy na parkiecie Nenad Remili, były zawodnik Industrii.
Zbigniew Cieńciała
◼ Veszprem HC - Industria Kielce 35:33 (21:15)
VESZPREM: Appelgren, Corrales - dos Santos 1, Martinović 5, Descat 8/4, Elisson, Ligetvari, Marguc 4, Cindrić, Remili 9, Lenne, Elderaa 1, Pechmalbec, Mesilhy 5, Molnar, Zeinelabedin 2. Kary: 8 min. Trener Fuertes PASCUAL.
INDUSTRIA: Morawski, Cordalija - Olejniczak, Sićko 3, A. Dujszebajew 2, Kounkoud 2, Maqueda 2, Moryto 3, D. Dujszebajew 1, Kaddah 2, Karalek 4, Vlah 5, Rogulski, Monar, Jarosiewicz 8/7, Nahi 1. Kary: 12 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.
Sędziowali: Amar Konjicanin i Dino Konjicanin (Bośnia i Hercegowina). Widzów 5340.
Przebieg meczu: 1:0 (2), 1:1 (3), 4:4 (7), 9:6 (14), 11:9 (17), 14:10 (21), 16:11 (23), 19:14 (26), 21:15 (30), 21:16 (31), 25:22 (39), 27:26 (45), 30:26 (48), 32:27 (51), 32:29 (53), 33:31 (57), 34:32 (59), 35:33 (60).
