O honor Serbii
Rozmowa z Saszą Tomiciem, dziennikarzem serbskiej TV Sport Arena
Milos Pantović strzelił gola w wygranym w styczniu sparingu TSC z Zagłębiem Lubin (3:0). Fot. www.fktsc.com
- Zdecydowanie. To klub z małej miejscowości, który dobrze sobie radzi w ligowych rozgrywkach, choć w ostatnim czasie ma swoje problemy. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo w Serbii liczymy na to, że TSC powalczy o dobry wynik w rywalizacji z polskim zespołem.
Dlaczego w europejskich pucharach na tym etapie rozgrywek nie ma dwóch wielkich klubów z Belgradu, Crvenej Zvezdy i Partizana?
- Crvena Zvezda, jak wiemy, nie dała rady w fazie ligowej Champions League (skończyła zmagania na 29. miejscu – red.). Z kolei Partizan przeżywa w tej chwili głęboki kryzys finansowo-organizacyjny. Nie ma pieniędzy w klubie na to, żeby sprowadzać dobrych jakościowo piłkarzy z innych części świata. Jest teraz nowy prezes, ale sporo trzeba tam odbudowywać.
A jak sytuacja wygląda w TSC Backa Topola? Drużyna nie najlepiej wystartowała w lidze, gdzie przegrała ostatnio z Mladost Lucani 1:4.
- Poprzednia runda piłkarzy z Backiej Topoli trwała bardzo długo. Przede wszystkim grali w Lidze Konferencji, a poza tym w lidze ostatni mecz odbyli 26 grudnia, kiedy mierzyli się z IMT Belgrad. Ponadto z klubu odeszli ważni piłkarze, napastnik Aleksandar Cirković (cztery gole jesienią - red.), który przeniósł się do Fernecvarosu, a z kolei na transfer do Rosji (do Akronu Togliatti - red.) zdecydował się Ifet Djakovać.
Od kilku miesięcy w klubie nie ma też już trenera Żarko Laziticia.
- Z TSC pracował przez kilka lat z sukcesami, a teraz przeniósł się do Izraela, do Maccabi Tel Awiw. Trenerem jest teraz były dobry piłkarz, w przeszłości też reprezentant Serbii, Jovan Damjanović. To szkoleniowiec z marką. Przez kilka lat z powodzeniem prowadził reprezentację naszego kraju do lat 17, która w zeszłorocznych mistrzostwach Europy doszła do półfinału.
Którzy z piłkarzy TSC mogą być w czwartek szczególnie groźni?
- Na pewno reprezentant naszej młodzieżówki Milos Pantović, który potrafi zdobywać gole.
Czy można powiedzieć, że TSC Backa Topola to specyficzny klub na piłkarskiej mapie Serbii? W końcu to klub o węgierskich korzeniach, sponsorowany przez firmę MOL. Nie wzbudza to niechęci w Serbii?
- Absolutnie nie! Prezydent klubu Janos Zsemberi to przedstawiciel węgierskiej mniejszości, ale jest też we władzach naszej serbskiej federacji, gdzie pełni funkcję wiceprezydenta (szefem serbskiej federacji jest legendarny piłkarz Dragan Dżajić, wicemistrz Europy z 1968 roku – red.). Zresztą w TSC gra niewielu Węgrów, większość piłkarzy jest z Serbii. To klub bardzo lubiany u nas w kraju, ale też… niemający wielu kibiców. Na ich nowy, piękny, ale kameralny stadion, który został oddany do użytku kilka lat temu, przychodzi po kilkaset osób. Dla porównania - na meczach Crveny Zvezdzy, niezależnie od rywala, jest co najmniej 20 tysięcy ludzi.
Kilkunastotysięczna Topola, leżąca w autonomicznej prowincji Wojwodina, to sportowe miasto. Pochodzi stamtąd znany piłkarz Dusan Tadić, a takżeGyorgy Mezey, były selekcjoner węgierskiej reprezentacji. Jest też mistrz olimpijski w zapasach w latach 60. Branislav Simić.
- Nie można zapomnieć o znakomitym piłkarzu - jeszcze do niedawna reprezentancie - napastniku Nikoli Żigiciu, który był prawdziwym obieżyświatem i w ciągu swojej kariery występował w kilkunastu klubach na całym świecie. Tak, to nieduża miejscowość, ale o mocnych sportowych i piłkarskich korzeniach.
Jak będzie wyglądało w czwartek spotkaniena TSC Arena i kto zatriumfuje w dwumeczu?
- Szanse na awans do kolejnej rundy pucharów oceniam 50:50, mając przede wszystkim nadzieję, że TSC wygra pierwsze spotkanie u siebie. Łatwo na pewno nie będzie. Pracowałem przy meczu Jagiellonii z Bodo/Glimt latem. To silny fizycznie zespół, który dobrze zorganizowany jest w defensywie. Liczę, że piłkarze TSC wykorzystują szybkie kontrataki i w ten sposób zaskoczą rywala.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Sasza Tomić. Fot. własne