Sport

O człowieku, który upuścił puchar

Kiedy okazało się, że Hiszpan Sergio Ramos wznawia karierę, meksykańskie Monterrey oszalało.

A kuku! Kto by się tego spodziewał?! Sergio Ramos rozpoczyna kolejny rozdział niezwykłej kariery. Fot. Francis Gonzalez/SOPA Images/SIPA USA / Press Focus

LIGA MEKSYKAŃSKA

Sergio Ramos to jeden z tych piłkarzy, którzy osiągnęli w karierze dosłownie wszystko, a jednak chcą grać nadal, bo coś ich napędza. Nie potrafią skończyć. Niektórzy powiedzą, Hiszpan jedynie odcina kupony od chwalebnej przeszłości, warto jednak zwrócić uwagę, że on nie z tych, co łatwo podejmują decyzje o zmianie klubu. Dotychczas grał przecież zaledwie w trzech, nie opuścił Europy, ba – nawet Hiszpanię opuścił tylko na dwa lata, by pograć w Paryżu.

Pieniądze to nie wszystko

Co skłoniło zawodnika do gry w lidze meksykańskiej? Cóż, na początku zawsze trzeba wspomnieć o pieniądzach, ich nigdy przecież dość: Ramos podpisał roczny kontrakt, którego wartość wynosi blisko 5 milionów euro... Nieźle, co? – Klub spełnił wymagania, których oczekiwałem – przyznał Ramos.

Jednak tym razem za przyjazdem nie idzie ponoć pogoń za pieniędzmi. – Uwielbiam odkrywać świat i podejmować nowe wyzwania – zadeklarował z mocą Ramos podczas powitalnej konferencji prasowej w Monterrey. Czy to wiarygodna deklaracja? – Cóż, jestem osobą, która nigdy nie ma dość wygrywania. Nie jestem tu po to, żeby żyć tym, co dotąd zrobiłem, co osiągnąłem. Przyjeżdżam z nadzieją, że nadal będę zdobywał trofea – dodał. – Chodzi o to, że nigdy tu nie byłem i to mnie ekscytuje. Miałem wiele ofert (m.in. z Arabii Saudyjskiej – przyp. aut.), ale tylko ta z Monterrey mnie przekonała – zapewniał.

„Milenio”, meksykański dziennik założony właśnie w Monterrey, przyznaje, że miasto ogarnęło szaleństwo. – Nie przyjechałem do Meksyku, żeby spacerować, chcę dalej zwyciężać – zadeklarował Ramos. Zapewnia, że entuzjazm do gry jest u niego ciągle niezmienny.

Czas zmienić puchary w gablocie

Oczywiście sceptyków też nie brakuje. Przypominają, że facet w marcu skończy 39 lat, a za nim właśnie dziewięć miesięcy bez gry. Mają wątpliwości co do tego, co może wnieść do ligi meksykańskiej. – Przychodzę, aby zapewnić solidność, a jeśli ludzie mają wątpliwości, spróbuję je zmienić, będę przemawiał na boisku. Lubię wyzwania, wiem, że rywalizacja z Tigres i Americą jest nie do przebicia. Czas zmienić puchary w gablocie – buńczucznie zapewnia piłkarz.

Przekonamy się: w barwach Monterrey hiszpański obrońca ma zagrać m.in. w turnieju Clausura (w Meksyku jest inny system ligowy niż w Europie – przyp. aut.), w Pucharze Mistrzów CONCACAF i w rozszerzonej wersji Klubowego Pucharu Świata. Ten ostatni odbędzie się w połowie roku w Stanach Zjednoczonych (15 czerwca – 13 lipca). Monterrey w pierwszej fazie zmierzy się z Interem Mediolan, River Plate i Urawa Red Diamonds. Monterrey będzie zresztą jednym z trzech meksykańskich klubów, które wezmą udział w pierwszej edycji rozszerzonych Klubowych Mistrzostw Świata, które odbędą się w USA. Pozostałe drużyny to Leon i Pachuca.

Namówili go koledzy

Monterrey Rayados to jeden z najbogatszych klubów w Meksyku. Chce nawiązać do dawnych sukcesów, a tych ostatnio rzeczywiście mu brakuje. Ta drużyna nie była mistrzem ligi od czasu turnieju Apertura w 2019 roku, kiedy zdobyła piąty tytuł w historii.

W ostatnim sezonie Monterrey prawie zdobyło mistrzostwo, dotarło do finału, który przegrało jednak z Americą. Jedno jest pewne: kibice tej drużyny będą mieli wkrótce mnóstwo wrażeń. – To dobry moment, żeby o sobie przypomnieć. A jeśli chodzi o podjęcie decyzji, było to… łatwe – przyznał. Ramos zdradził jednocześnie, że decyzję o podpisaniu kontraktu w Monterrey łatwiej było podjąć po rozmowach z obecnymi piłkarzami Monterrey – Hiszpanami Sergio Canalesem i Oliverem Torresem, a także Argentyńczykiem Lucasem Ocamposem. Z Canalesem Ramos dzielił szatnię w Madrycie  (razem rozegrali 17 meczów w Realu) i w reprezentacji Hiszpanii, natomiast w Sevilli grał z Torresem (24 wspólne mecze) i Ocamposem (34 wspólne mecze). – Najważniejsze, że Rayados chcą się rozwijać i być największym klubem w Ameryce – stwierdził Ramos.

Hiszpan przyznał, że jest w dobrej formie fizycznej i że będzie potrzebował dwóch lub trzech tygodni, aby dopasować się do kolegów z drużyny Rayados Monterrey i przyjąć zasady argentyńskiego trenera Martina Demichelisa – w przeszłości zresztą świetnego piłkarza, reprezentanta Argentyny, gracza Bayernu i City.

Sentymentalny z niego synek

Charakterystyczna dla usposobienia piłkarza ciekawostka: otóż Ramos zagra w Monterrey z numerem… 93. Po to, aby uczcić minutę, w której strzelił wyrównującego gola dla Realu Madryt przeciwko Atletico w finale Ligi Mistrzów 2014, potem jego drużyna wygrała 4:1 po dogrywce. – To był mój najbardziej epicki moment. To zaszczyt zostawić numer 4 w szufladzie i wyjąć z niej 93, to coś sentymentalnego – przyznał. Oczywiście odpowiedni procent z zysków sprzedaży przez klub replik tej koszulki zasili konto piłkarza.

Właśnie koszulkę z tym numerem przekazali Ramosowi prezes klubu Jose Antonio Noriega i dyrektor sportowy Hector Lara. Kiedy kilka minut później Hiszpan pojawił się na stadionie klubu, witano go jak Cezara. Jego przybycie fetowały dziesiątki tysięcy kibiców. A wiecie – Meksykanie potrafią fetować…

– Próbowaliśmy zakontraktować tego piłkarza od zeszłego lata, ale wtedy nie doszliśmy do porozumienia i spróbowaliśmy ponownie w tym nowym okienku transferowym. Zespół go potrzebuje, ma jakość, ogromne doświadczenie, wielką osobowość i jest niekwestionowanym liderem – powiedział prezes Noriega.

Prawda jest taka, że chociaż Sergio Ramos strzelił 117 goli na poziomie klubowym i 23 w reprezentacji Hiszpanii, przychodzi do Rayados przede wszystkim, żeby zostać liderem obrony i uszczelnić tyły, bo to obecnie rzeczywiście słaby punkt zespołu. W bieżącym turnieju Clausura zajmuje ledwie 13. miejsce w ligowej tabeli z jednym zwycięstwem i 10 bramkami straconymi w sześciu meczach.

Wiadomo, że przy takich okazjach muszą padać duże słowa. I padają. „Podpisanie kontraktu z Sergio Ramosem jest jednym z najważniejszych w historii meksykańskiego futbolu. Grali tu wcześniej Portugalczyk Eusebio, Brazylijczycy Bebeto, Dani Alves i Ronaldihno czy Hiszpanie Emilio Butragueno i Pep Guardiola” – piszą z emfazą meksykańskie gazety, zapominając, że w ich kraju występował także król strzelców mistrzostw świata z 1974 roku, Grzegorz Lato.

Praca na pierwszym miejscu

Dlaczego temu piłkarzowi poświęcamy w „Sporcie” aż tyle miejsca? Cóż, Sergio Ramos to przecież mistrz świata z Hiszpanią w 2010 roku oraz mistrz Europy w 2008 i 2012 roku. Ramos zdobył pięć tytułów mistrza ligi hiszpańskiej i cztery Ligi Mistrzów w Realu – klubie, w którym grał przez 16 sezonów. W 2021 roku podpisał kontrakt z Paris Saint-Germain, gdzie spędził kilka lat, zanim w zeszłym sezonie wrócił do Sevilli na w założeniach  pożegnalny sezon.

Żeby nie było: jest też i minusik. Okazało się, że w Meksyku Ramos będzie… bez rodziny, a wielokrotnie w ciągu kariery mówił o przywiązaniu do niej. Małżonka Pilar Rubio przekazała ponoć zawodnikowi, że woli pozostać w Hiszpanii. Z nią pozostanie czwórka dzieci. Poinformowało o tym uwielbiające takie tematy „Daily Mail”. Dziennikarkę telewizyjną Pilar Rubio zobowiązania zawodowe trzymają w Madrycie. Ona, podobnie jak piłkarz, stawia swoją karierę zawodową na pierwszym miejscu. Niemniej Pilar i dzieci pojechały z piłkarzem do Meksyku, aby być obecnym na jego prezentacji.

Puchar... sam wyskoczył

Sergio Ramos w ciągu długiej kariery przeżył wiele historii, także kuriozalnych. W 2014 roku, po 18 latach od ostatniego triumfu w rozgrywkach, Real Madryt zdobył Puchar Króla. Podczas fety na ulicach Madrytu „Królewscy” pozdrawiali kibiców z piętrowego autobusu. Ramos tak szalał, że postawił sobie puchar na głowie. Ciesząc się ze zwycięstwa, upuścił trofeum. Puchar znalazł się pod kołami autobusu, a ponieważ kierowca nie zdążył zahamować na czas, to trofeum zostało poważnie uszkodzone. Piłkarz obrócił to jednak w żart. Na swoim koncie na platformie X (dawnym Twitterze) napisał wtedy: „To, co stało się z pucharem, było nieporozumieniem. Ja go nie upuściłem. On sam wyskoczył, gdy zobaczył podekscytowanych fanów w Madrycie”.

Paweł Czado

Związki Monterrey z polskim futbolem

Są oczywiste. Właśnie tam reprezentacja Polski rozegrała mecze podczas mistrzostw świata w 1986 roku. Miasto to jako jedyne z tych, gdzie odbywały się mistrzostwa, nie było położone na dużej wysokości. Leżało jednak na północy kraju, gdzie latem doskwierają upały i wysoka wilgotność. Polacy przebywali w oddalonym o 40 km od miasta ośrodku Bahia Escondida, w trakcie ich pobytu temperatura osiągała 40 stopni. Ośrodek, w którym przebywali nasi piłkarze, był pilnowany przez policję. Zawodnicy nie mogli wyjść na miasto, bo w Monterrey akurat zamknięto hutę i zwolniono 10 tysięcy ludzi. Trwały zamieszki, mundial zszedł tam na dalszy plan. Polacy w Monterrey rozegrali trzy mecze – z Marokiem (0:0), Portugalią (1:0) i Anglią (0:3).

(pacz)