Nóż w plecy
Prezydent Szymon Michałek porozumiał się z PiS-em. – Rykoszetem tej politycznej synergii ciosy otrzymała żeńska piłka ręczna w Chorzowie – mówią działacze „Niebieskich”.
Ech, płakać się chce... Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Kropla w morzu potrzeb
– To jeden z najgorszych dni w historii klubu – nie może uwierzyć prezes Krzysztof Zioło. – To, co się dzisiaj wydarzyło, stawia pod znakiem zapytania nie tylko przyszły sezon, a przecież już powinniśmy rozmawiać z zawodniczkami o nowych kontraktach, ale także obecny. Przyznanie nam 200 tysięcy złotych na cały rok jest kroplą w morzu potrzeb.
To połowa mniej niż rok temu, a w latach 2017-21 KPR mógł liczyć na około 700 tys. zł wsparcia celowego z miasta. W tym roku będzie jeszcze mniej, a przecież koszty rosną, nie maleją. Regulamin gry w Orlen Superlidze wymaga wykazania się gwarantowanym budżetem w wysokości minimum 1,2 mln złotych netto, nadto trzeba posiadać uregulowane zobowiązania wobec zawodniczek, trenerów, pracowników klubu i administracji państwowej (ZUS, Urząd Skarbowy) oraz dysponować odpowiednią halą. Dla porównania podajmy, że KPR Gminy Kobierzyce dostaje 3 mln rocznie, a rywalizujące o „szóstkę” z Ruchem Młyny Stoisław Koszalin czy Energa Szczypiorno Kalisz – 1,2 miliona złotych. Ruch dostał 200 tysięcy złotych w dwóch transzach, dlatego w czwartek „Niebieskie” – zamiast myśleć o sobotnim spotkaniu z MKS-em FanFloor Lublin – udały się do ratusza, gdzie rozdawały radnym ulotki z prośbą o wsparcie. Potem usiadły na balkonie, czekając pięć godzin, aż ich sprawa stanie na miejskiej „wokandzie”.
To nie są kwoty z księżyca
– Dotacja celowa to środki z miasta w 90 procentach idące na wypłaty dla zawodniczek, kadry szkoleniowej, środki transportu – kontynuuje prezes Zioło. – Obecnie wymagany budżet z tytułu licencji na grę w Orlen Superlidze to 1,2 mln złotych, a mówi się, że od przyszłego sezonu będzie to 1,5 miliona. Wszystkie kluby w kobiecej ekstraklasie otrzymują wsparcie z miast lub firm zarządzanych czy działających w mieście. Ostatnie lata przy pomocy władz miasta dotacja celowa plus wsparcie firm gwarantowało nam osiągnięcie minimalnego budżetu. Resztę wypracowywaliśmy sami, załatwiając z różnych pozamiejskich firm dotacje w wysokości 30-40 procent ogólnego budżetu. Na dziś dla dalszej działalności, przy bardzo dobrym zarządzaniu i maksymalnych oszczędnościach, potrzebujemy 200 tysięcy złotych miesięcznie. Dlatego nasza prośba do miasta o dotację celową w tych wysokościach nie jest kwotą z księżyca, ale potrzebą, aby mieć pieniądze na rzetelne przygotowanie się do kolejnych meczów i godne reprezentowanie miasta na krajowych arenach.
Ktoś się jednak wyłamał
– Dyskusja trwała długo, ale ostatecznie została negatywnie przegłosowana stosunkiem 12:11 na nie. Ciekawostka jest taka, że wszystkie wcześniejsze głosowania kończyły się wynikiem 13:10 (opcja prezydenta Michałka posiada 9 głosów, 4 głosy należą do PiS-u – przyp. red.) – opowiada dalej prezes Zioło. – Do tej pory zawsze we wrześniu siadaliśmy z miastem do stołu i ustalaliśmy bezpieczną kwotę na naszą działalność, rozmawialiśmy o zabezpieczeniu tych kwot, dowiadywaliśmy się, czego miasto od nas oczekuje. Po wyborach z prezydentem spotkałem się tylko raz. Przedstawiłem mu naszą sytuację, powiedziałem, jakimi budżetami dysponują inne kluby. Jesteśmy bardzo transparentni. Jest bardzo łatwe do sprawdzenia, że nasza sytuacja jest stabilna. Chcemy dalej grać w elicie handballu, rozwijać się, wzmocnić zespół, szkolić młodzież. Awansując do Superligi, w celu uzyskania licencji musieliśmy poszerzyć dział marketingu, medialny, itd. Do obsługi naszego biura mamy tylko pięć osób, chyba najmniej w Polsce. Seniorki to 22 zawodniczki, trzy osoby to sztab szkoleniowy. Mniej się już nie da.
Ograniczony kontakt
Generalnie kontakt z miastem jest bardzo ograniczony. Chorzów, który do tej pory wspierał Ruch, grał z „Niebieskimi” w tym samym zespole, postawił dalszą współpracę pod dużym znakiem zapytania. – Dyskusja bardzo długo trwała – to jeszcze raz prezes Zioło. – Zarzut, że nie jesteśmy transparentni, jest absurdalny. Przecież w poprzednich latach nie mogliśmy dostać nawet złotówki, bo każda dotacja była sprawdzana, rozliczana i dopiero wtedy uruchamiano kolejne transze. Prezydent zarzucił nam, że nie wie, ile zarabiają zawodniczki. A to jest tajemnica kontraktowa. Czy prezydent upublicznia, ile zarabiają jego pracownicy w ratuszu? Rozlicza nas Wydział Kultury i Sportu. Rozliczając, ma wgląd w zarobki zawodniczek. Co trzy miesiące monitoruje nas Superliga. Sprawdza wszystkie papiery, dokumenty i czy nie mamy zaległości.
Pobiegli razem i co?
– Uczestniczyliśmy ostatnio całym zespołem w biegu organizowanym przez prezydenta! Było sympatycznie, dużo uśmiechów, prezydent ogrzał się w naszym blasku, media społecznościowe relacjonowały serwisem zdjęciowym nasze spotkanie. Wydawało się dziewczętom, że nawiązały dobry kontakt z prezydentem... Dzięki transmisji w Polsacie, portalom społecznościowym i innym mediom z naszych meczów Chorzów na promocji osiąga pół miliona złotych miesięcznie ekwiwalentu medialnego, co w skali roku daje 6 milionów – wylicza prezes Zioło. – To chyba godna kwota. Nie wiem, dlaczego prezydentowi podobno o niebieskim sercu nie zależy na niebieskim Ruchu. Wiem natomiast, że po raz pierwszy w historii prezydent Chorzowa głosował przeciwko chorzowskiemu klubowi, przeciwko klubowi, który ma „eRkę” w herbie. Czeka mnie teraz spotkanie z zespołem i szczere poinformowanie, jak się sprawy mają. W kolejce czekają opłaty do ZUS-u i Urzędu Skarbowego. Rysują się przed nami czarne scenariusze, jednak mam nadzieję, że jutro przyniesie opamiętanie wszystkich naszych oponentów z prezydentem Szymonem Michałkiem na czele.
Zbigniew Cieńciała
Z bębniarza do grabarza piłki ręcznej?
Rozmowa z Klaudiuszem Sevkoviciem, honorowym prezesem KPR-u Ruch ChorzówRada Miasta zadecydowała jednym głosem, że nie dostaniecie dotacji w wysokości gwarantującej dalsze funkcjonowanie klubu. Czuje się pan przegrany?
– Z przykrością muszę stwierdzić, że prezydent Chorzowa nie dorósł do funkcji, jaką piastuje. Swoimi fanaberiami i wymysłami chce zniszczyć 80-letnią historię piłki ręcznej w Chorzowie i Polsce. KPR Ruch Chorzów od 80 lat jest wiodącym klubem w Polsce i dzięki pracy chorzowskich działaczy wykreował dziesiątki reprezentantek kraju. Był i nadal jest wylęgarnią talentów. Obecnie jesteśmy jedynym klubem miasta, który występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obecny prezydent przez politykę chce zniszczyć i zostawić spaloną ziemię w chorzowskim sporcie. Tym bardziej jestem zdziwiony jego zachowaniem, ponieważ wielokrotnie na naszych meczach kibicował, grając na bębnie.
Ostro przedstawia pan relacje z prezydentem Szymonem Michałkiem...
– Nie możemy mówić o relacjach, których nie ma. Od miesięcy klub stara się spotkać i porozmawiać z prezydentem. Niestety, nie udaje się to. Dziwi mnie również, że jako wielki kibic Ruchu, pomimo wielu zaproszeń, nie pojawił się na ani jednym ligowym meczu „Niebieskich”. Nie było go również na Wigilii klubowej, mimo zaproszenia z naszej strony i jego zapewnienia, że na pewno będzie.
Problemem wyciągniętym przez prezydenta jest brak transparentności klubu.
– I tu kolejny raz prezydent się ośmiesza, ponieważ musimy być krystalicznie czyści. Aby grać w Superlidze i dostać licencję, musimy przedstawiać co kwartał spółce wszystkie kontrakty, płatności, wydatki klubu oraz co kwartał wysyłać potwierdzenia o niezaleganiu z wypłatami dla zawodniczek. Tak samo jest z dotacjami celowymi z miasta, które rozliczamy bez zarzutu od ponad 20 lat.
To o co chodzi, że prezydent nie chce grać z wami w jednej drużynie?
– Problemem może być to, że nie skorzystałem z dwukrotnego zaproszenia Szymona Michałka i startowałem do Rady Miasta z list Koalicji Obywatelskiej. Może ma o to żal i nie rozumie, że nie robi mi na złość, niszcząc klub, tylko dla „eRki”, którą tak rzekomo kocha i bardzo się z nią identyfikuje.
Podobno musieliście zlikwidować rezerwy, które w tamtym roku awansowały do I ligi?
– Zgadza się. Od maja klub nie otrzymał obiecanej premii za awans do I ligi i Superligi. Premie, jakie mieliśmy dostać, miały pójść w całości na wydatki związane z udziałem naszych rezerw w I lidze. Niestety, marzenia młodych zawodniczek, naszych wychowanek, zostały pogrzebane przez pana Szymona Michałka. Nie mając obiecanej premii i środków, musieliśmy drużynę wycofać z rozgrywek. Teraz ten sam scenariusz może spotkać pierwszą drużynę.
Czy w takim razie jest jeszcze w Chorzowie klimat na podanie sobie rąk z prezydentem Michałkiem?
– Oczywiście, bardzo chętnie się spotkamy i odpowiemy sobie na wszystkie pytania. Mam nadzieję, że rozwiejemy wszystkie wątpliwości, jakie targają prezydentem. Nasza działalność służy miastu Chorzów i Ruchowi od 23 lat! Może prezydent ma złych doradców, więc pora na spojrzenie prawdzie w oczy. Mam nadzieję, że prezydent Szymon Michałek nie chce się zapisać jako grabarz chorzowskiej piłki ręcznej w 80-letniej historii klubu.