Sport

Normalność

Z DRUGIEJ STRONY - Kacper Janoszka

Reprezentacja Polski wraca na właściwe tory. Jasne, nie można szczególnie zachwycać się wygraną z Litwą, Finlandią czy Nową Zelandią. Nie można też wyciągać pochopnych, zbyt optymistycznych wniosków. Chodzi jednak o to, że selekcjoner Jan Urban wprowadza swoim zachowaniem spokój, potrafi tak przemawiać do ludzi, że przestajemy przejmować się losem reprezentacji. Na chwilę zapominamy o tym, że jeszcze w czerwcu kadra pod wodzą jego poprzednika przegrała z Finami, przez co teraz nasze szanse na bezpośredni awans do mistrzostw świata są minimalne. Widzimy jednak po poczynaniach kadry pod wodzą nowego opiekuna, że dzieje się coś dobrego, nastąpiła przemiana, przede wszystkim mentalna. Pojawił się uśmiech, pojawiły się żarty, pojawili się fanatyczni kibice na stadionie w Kownie, którzy zdzierali gardła, żeby wspierać Biało-czerwonych. To taka piłkarska normalność, od której mogliśmy... odwyknąć.

Wystarczy spojrzeć na dowolną konferencję prasową z udziałem Jana Urbana, żeby dostrzec, jaką aurę roztacza wokół siebie i wokół zespołu. Jest spokojny, cierpliwie odpowiada na pytania, nierzadko się uśmiechając. Sprawia wrażenie, że nie ma żadnych tajemnic. Jest szczery, miły, życzliwy i po prostu zależy mu na tym, żeby reprezentacja grała dobrze, żeby zdobywała punkty, żeby zagrała na mundialu. Tak to wygląda z perspektywy obserwatora. 

Kadrę można polubić na nowo. Znów chce się obserwować, kto jak sobie radzi w zagranicznym klubie, znów czeka się na kolejne zgrupowanie, znów myśli się o tym, kto powinien, a kto nie powinien otrzymać powołania.

Po październikowych meczach reprezentacji wiemy, że jesteśmy bardzo blisko baraży. Tylko katastrofa mogłaby sprawić, że w nich nie zagramy. Z drugiej strony wiemy, że niemal niewykonalny jest awans z pierwszego miejsca. I choć możemy zamartwiać się tym, czy w barażach uda nam się wygrać, czy na pewno pojedziemy na mundial do Ameryki Północnej, to atmosfera wokół futbolowej reprezentacji jest tak dobra, że nie ma miejsca na smutki. Czekamy ze zniecierpliwieniem na ostatnią kolejkę fazy eliminacji i wydaje się, że z ekscytacją przyjmiemy informację o tym, z kim zmierzymy się w półfinale baraży, niezależnie od tego, która z reprezentacji będzie naszym rywalem.

Mecz w Kownie pokazał przy okazji, że mamy ekipę ludzi z potencjałem, który dotychczas nieszczególnie często był widoczny, gdy grali w narodowych barwach. Najlepszy przykład to Sebastian Szymański, który grał znakomicie, przynajmniej z Litwinami w ważnej grze o punkty. Ale ciekawie też wygląda nowa rola – ustawionego obok Roberta Lewandowskiego – Jakuba Kamińskiego. Po meczu z Litwinami opowiadał o tym, jak powinna działać jego współpraca z kapitanem kadry i rzeczywiście przynosi ona korzyści. Bo choć Kamiński nie wpisał się na listę strzelców w niedzielnym meczu, to miał kilka okazji, żeby pokonać litewskiego bramkarza. Podstawy są więc dobre, połowa sukcesu osiągnięta, teraz potrzebna jest skuteczność, więcej szczęścia, lepszy dzień. Ponadto zadowoleni możemy być z postawy naszych defensorów. Już na pierwszy rzut oka widać, że Janowi Bednarkowi i Jakubowi Kiwiorowi służy codzienna gra obok siebie w Porto. Mamy więc fundamenty piłkarskie do tego, żeby czuć optymizm. I oby towarzyszył nam jak najdłużej!