Niedziela pucharami stoi
Trzeba przyzwyczaić się do tego, że najlepsze (w teorii) polskie drużyny będą grały w niedzielę. Za pierwszym razem forma z pucharów przeniosła się na ligę.
Zakwasy z czwartku trzymały legionistów jeszcze w niedzielę. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
WYDARZENIE KOLEJKI
To powszechny standard, że zespoły, które na europejskich salonach występują w czwartek, w swojej lidze grają potem w niedzielę. Chodzi o to, żeby dać im jak najwięcej czasu na odpoczynek, nieco większy niż wymagane 48 godzin. Nie jest co prawda oczywiste, że dany kraj ma w czwartek aż czterech przedstawicieli – a taka sytuacja ma miejsce w Polsce.
Podpierają się nauką
Co jest ciekawe, to że dyspozycja, jaką pokazali pucharowicze w Lidze Konferencji, przełożyła się bezpośrednio na ligę. Jagiellonia, Raków i Lech wygrały i w fazie ligowej, i w ekstraklasie. Legia... i tu, i tu przegrała. Dużo kontrowersji i dyskusji wzbudził system rotacji trenera Edwarda Iordanescu, który na mecz z Górnikiem Zabrze zmienił względem spotkania z Samsunsporem niemalże całą jedenastkę. Zarzucano mu, że olał puchary, bo walka o mistrzostwo jest ważniejsza. Chciał wygrać z Turkami rezerwowym składem, złapać dwie sroki za ogon... a sam został złapany. W Zabrzu Rumun tłumaczył jednak, że zmiany w zestawieniu były wynikiem wysokiego ryzyka odniesienia kontuzji, co udowodniły badania naukowe, które są w Legii przeprowadzane. – Przed meczem z Samsunsporem 5-6 zawodników miało czerwoną flagę, co oznaczało bardzo duże ryzyko odniesienia kontuzji. Taka sama sytuacja była z Kamilem Piątkowskim. Był zagrożony urazem i teraz widzimy, że faktycznie tak się stało. Wiem, że oczekiwania są bardzo wysokie, jak w każdym wielkim klubie. Wyzwaniem jest zbudowanie drużyny i w tym samym czasie zdobycie mistrzowskiego tytułu. Ufam całej grupie, a wszystko poparte jest wynikami badań i technologią, jaką dysponujemy – tłumaczył się Iordanescu.
Zależna od... Piasta
Legia zagrała w Zabrzu bardzo słabo, jak przeciętny zespół środka tabeli, ale w ostatnich sezonach takich występów Wojskowi mieli nadspodziewanie dużo. Nie są jednak najgorszym pucharowiczem, bo punkt mniej ma Raków Częstochowa. Aczkolwiek należy pamiętać, że Medaliki są na wyraźnej fali wznoszącej, więc nastroje pod Jasną Górą są zdecydowanie lepsze niż przy Łazienkowskiej. Tylko 3 punkty więcej ma natomiast Lech Poznań, więc całościowo Legia nie znajduje się w beznadziejnej sytuacji jako takiej. Dodatkowo ma jedno spotkanie zaległe i jeśli teraz nadrabiałaby zaległości z Piastem Gliwice, można spodziewać się, że pokonałaby zdecydowanie gorzej dysponowany zespół z Górnego Śląska. Zanim jednak dojdzie do tego spotkania, w Gliwicach pewnie będzie już nowy trener i kto wie, jak będzie się prezentował zespół z Okrzei?
Oni to potrafią
Na ten moment najlepiej puchary z ligą łączy Jagiellonia Białystok. Duma Podlasia przez chwilę była nawet liderem, ale to było tylko na kilka godzin, zanim do gry wszedł Górnik Zabrze. Tak czy siak trener Adrian Siemieniec ponownie jest chwalony za znakomicie wykonywaną robotę, tym bardziej że pod względem finansowym – wbrew temu, co by się mogło wydawać – Jaga wyraźnie odstaje od Legii i Lecha, nie może też szaleć tak jak Raków. – Nie jest łatwo zagrać dobry i intensywny mecz na poziomie ekstraklasy w takim krótkim odstępie od poprzedniego spotkania. Graliśmy z bardzo wymagającym przeciwnikiem, który jest w bardzo dobrej dyspozycji, o czym świadczą ostatnie mecze, zdobyte punkty i zajmowane miejsce w tabeli – powiedział po pokonaniu Korony Kielce szkoleniowiec z Czeladzi. W jego przypadku trudno mówić o... przypadku, bo przecież z podobnym wyzwaniem mierzył się w Białymstoku już przed rokiem i poradził sobie znakomicie. Kto, jak kto, ale akurat Jagiellonia pod wodzą Siemieńca potrafi łączyć ligę z pucharami. A jak będzie z resztą?
Piotr Tubacki
