Sport

Niedosyt ze szczyptą nadziei

Na półmetku sezonu tyszanie mieli tylko punkt przewagi nad strefą spadkową.

Artur Skowronek po zastąpieniu Dariusza Banasika wygrał tylko dwa mecze. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Piłka nożna bywa sportem, w którym trudno cokolwiek przewidzieć. Kolejnym potwierdzeniem tego znanego stwierdzenia jest GKS Tychy w rundzie jesiennej sezonu 2024/25.

Na progu rozgrywek ówczesny trener Dariusz Banasik, mający w kieszeni przedłużony kontrakt wynegocjowany na początku rundy wiosennej, a obowiązujący do 30 czerwca 2026 roku, zapowiadał, że trójkolorowi będą walczyć o awans do ekstraklasy. Także kierownictwo klubu z pełniącym obowiązki prezesa, a oficjalnie członkiem zarządu Maksem Kothnym, zapewniało, że planem jest zdobycie minimum 51 punktów, co powinno zapewnić miejsce w pierwszej szóstce. W najgorszym wypadku tyska drużyna miała być gotowa do walki w barażach.

Szybko jednak okazało się, że te zapowiedzi są palcem na wodzie pisane. Wprawdzie po remisie z Miedzią Legnica na inaugurację rozgrywek nikt jeszcze nie podnosił alarmu, ale gdy w następnych 4 spotkaniach tyszanie znowu dzielili się punktami z zespołami znacznie niżej notowanymi, wśród fachowców zaczęło się robić nerwowo. Nawet wyjazdowa wygrana z Pogonią Siedlce, czyli beniaminkiem, którego awans wyraźnie przekroczył możliwości piłkarskie, niewiele zmieniła w atmosferze wokół sztabu szkoleniowego. Gdy w 7. kolejce GKS Tychy na swoim boisku przegrał 0:2 z kroczącym po zwycięskiej ścieżce Bruk-Betem Dariusz Banasik stracił posadę (nie mylić ze stratą zarobków, bo te ma zagwarantowane do końca następnego sezonu). Zostawił zespół na 9. miejscu w tabeli.

Następcą 51-letniego trenera, który w swoim CV miał awans do ekstraklasy z Radomiakiem, został 42-letni Artur Skowronek. Nowy szkoleniowiec 28 sierpnia przeprowadził pierwsze zajęcia, a 3 dni później wrócił na trenerską ławkę i po 656 dniach przerwy od pracy zanotował bezbramkowy remis z Wisłą Płock. Zdobyty na wyjeździe punkt nie okazał się jednak punktem zwrotnym, bo w kolejnym spotkaniu, na swoim boisku tyszanie przegrali 0:1 z Ruchem Chorzów i zaczęło się liczenie... fatalnych serii. Przypomnijmy, że do 17. kolejki tyszanie pod wodzą nowego sztabu szkoleniowego nie wygrali meczu. W tym czasie zaliczyli 4 porażki z rzędu, wliczając pucharową wpadkę z II-ligową Olimpią Grudziądz. W sumie Artur Skowronek uzbierał 10 pierwszoligowych potyczek z rzędu bez zwycięstwa i na półmetku rozgrywek GKS Tychy znalazł się blisko czerwonej kreski, mając tylko punkt przewagi nad Chrobrym Głogów, który otwiera strefę spadkową.

Nic więc dziwnego, że tyscy kibice byli ogromnie zawiedzeni, a w dodatku słuchając zapewnień trenera, że gra zespołu jest coraz lepsza, sugerowali zmianę szkoleniowca. Artur Skowronek pozostał jednak na swoim stanowisku i od pierwszej kolejki rundy rewanżowej zaczęła się nowa era. Najpierw 30 listopada w Legnicy GKS Tychy pierwszy raz od 21 sierpnia mógł się cieszyć ze zwycięstwa, a 7 grudnia przełamał niemoc na swoim stadionie i pierwszy raz od 27 kwietnia kibice trójkolorowych fetowali w Tychach sukces swojej drużyny.

Te dwie wygrane w ostatnich meczach osłodziły nieco ogromną gorycz tyskich kibiców, którzy w mijającym roku kalendarzowym, przeżyli smutne chwile. Nic więc dziwnego, że fani trójkolorowych z nadzieją czekają na piłkarski nowy rok i wierzą, że karta odwróciła się już na dobre, a wiosnę zaczną od dodawania kolejnych dobrych wyników. W tej chwili punktem wyjścia jest seria 6 spotkań bez porażki i 2 zwycięstwa z rzędu.

jaD