Sport

Nie tak miało być

Zagłębie podało pomocną dłoń Lechii i już niewiele brakuje, żeby samo znalazło się na jej miejscu.

Trener Marcin Włodarski z jedną z bardziej optymistycznych min podczas meczu z Lechią. Fot. PAP / Przemysław Karolczuk

ZAGŁĘBIE LUBIN

W Lubinie alarm. Po ostatnim nieszczęsnym meczu z Lechią Zagłębie od strefy spadkowej dzieli dziś ledwie punkt. Z Radomiakiem gdańszczanie już zrównali się punktami, a do „Miedziowych” tracą już naprawdę niewiele, bo tylko jedno „oczko”. W obecnej sytuacji lubinianom nie pomoże już samo szczęście, żeby się utrzymać. Trzeba zdobywać punkty, a w obecnej dyspozycji może być o nie trudno. Mecz z Lechią, który tak naprawdę był o sześć punktów”, nie przyniósł gospodarzom optymistycznych wniosków. A przecież już w następnej kolejce zagrają z liderującym Lechem w Poznaniu, od którego kibice żądają, żeby wrócił na zwycięski kurs. Gdzie więc szukać punktów?

Cierpienie Zagłębia Lubin

Przykra konstatacja: trener lubinian Marcin Włodarski po meczu z Lechią nie może być zadowolony właściwie z niczego. Snu z powiek nie spędza mu bowiem zapewne jedynie forma bramkarza. Dominik Hładun w poniedziałek spisywał się bardzo dobrze, uchronił zespół przed porażką w znacznie wyższym stosunku, a przy straconych bramkach nie miał nic do powiedzenia i nie można było żądać, żeby zachował się lepiej.

Znów okazało się, że większe posiadanie piłki od rywala nie jest żadnym wyznacznikiem. Lubinianie przy futbolówce byli częściej niż Lechia, ale nie tyle nawet nic z tego nie wynikło, co w ogóle nie było tego widać. Przebieg meczu nie dał gospodarzom jakiejkolwiek nadziei na to, że można było uszczknąć choćby punkt. Trener Włodarski przyznał po meczu, że nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. – Nie tego oczekiwaliśmy po inauguracji na własnym stadionie. Szczególnie że początek meczu nie wskazywał na to, co się później wydarzyło – stwierdził. Nie wskazywał, bo przez pierwsze pół godziny Hładun nie przepuścił żadnej piłki, a przecież mógł.

– Popełnialiśmy bardzo proste błędy, po których rywal zdobywał gole. Wiedzieliśmy, że nie możemy tracić piłki, będąc nisko, w tak łatwy sposób, bo to napędza przeciwnika – przyznał trener Włodarski, ale z tej wiedzy nic nie wynikło. Kiksy, jakie popełniali piłkarze gospodarzy w defensywie, wołały o pomstę do nieba. I niebo, a... właściwie Lechia się zemściła. Po meczu obrońcy Zagłębia podkreślali, że tracone bramki to tylko i wyłącznie ich wina. Symbolem tych słów niech jest błąd Jarosława Jacha, który wyjątkowo nieporadnie wybijał piłkę, czego następstwem była trzecia stracona bramka już po przerwie.

Rozkład gier nie sprzyja

„Lechia nas nie zaskoczyła, po prostu wykorzystała nasze błędy” – mówili po meczu piłkarze Zagłębia. To i tak nie jest powód do optymizmu. Wiedzieli w przerwie, że muszą gonić. Ale co tego? Nic z tej wiedzy nie wynikło. Ktoś powie, że Zagłębie potrafiło przynajmniej stwarzać sytuacje bramkowe, jednak skuteczność była przygnębiająca, jedyny gol padł w końcówce już na otarcie łez, kiedy wynik był właściwie rozstrzygnięty. – Mamy sporo sytuacji, ale nie potrafimy ich zamieniać na gole – wyartykułował Włodarski to, co wszyscy widzieli. W meczu nie był tak aktywny choćby Dawid Kurminowski, który strzelił potrzebne gole w poprzednim meczu z Puszczą Niepołomice.

Najbliższe mecze? Łatwo nie będzie już do końca rozgrywek. Na pierwszy ogień Lech Poznań, a potem dwa śląskie zespoły, które w trzech wiosennych meczach dwa razy wygrały i zremisowały tylko między sobą. Chodzi oczywiście o Piasta Gliwice i GKS Katowice. – Nieważne, z kim przyjdzie nam teraz grać, w każdym meczu liczą się tylko trzy punkty, niezależnie od tego, czy to będzie Lech Poznań, czy drużyna z dołu tabeli. Wszyscy dobrze wiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji – zarzeka się obrońca Damian Michalski. W Lubinie mają nadzieję, że ta wiedza może tylko pomóc...

(pacz)