Sport

Nie o takie derby chodziło

Przez fatalne wyniki z pracą pożegnał się Daniel Myśliwiec.

Widzew nie ma powodów do radości. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus

WYDARZENIE KOLEJKI

Kibice ŁKS-u i Widzewa marzą o derbach Łodzi, których w tym sezonie na boisku nie będzie. Ale przecież nie o takie „derby” im chodzi, jakie oglądaliśmy podczas minionego ligowego weekendu. W poniedziałek pracę stracili bowiem trenerzy obu drużyn: Daniel Myśliwiec z Widzewa i Jakub Dziółka z ŁKS-u. Co ciekawe, bilans ich pracy nie jest najgorszy. Myśliwiec prowadził drużynę w 56 meczach (od września 2023 roku), z których jego zespół wygrał 22, zremisował 12 i przegrał również 22 (do tego bilans bramkowy 80:80!). Dziółka pracował krócej, bo przez ostatnie 9 miesięcy, a w 24 spotkaniach też „wyszedł na remis” 9-6-9. Ich dymisje przyjęte zostały z ulgą przez kibiców, bo obaj nie cieszyli się ich sympatią, czemu po ostatnich meczach nie ma się co dziwić.

Widzew ogłosił na razie, że w tym tygodniu treningi odbywać się będą pod kierunkiem Patryka Czubaka, jednego z dotychczasowych asystentów Myśliwca. Ten 31-letni szkoleniowiec ma za sobą praktykę w sztabach trenerskich reprezentacji Polski do lat 19, Warty Poznań, Stali Rzeszów i Stomilu oraz w akademiach Lecha i Piasta. W Widzewie znalazł się we wrześniu 2023, ściągnięty do pracy przez Myśliwca. Brał udział w treningach, ale mecze oglądał z trybun, bo stamtąd niewątpliwie lepiej widać. Teraz z ławki poprowadzi piątkowy mecz Widzewa w Radomiu, ale raczej nie dostanie jeszcze drużyny jako pierwszy trener. Czubak nie ma zresztą licencji UEFA Pro i na piątek potrzebny będzie „słup” do wpisania do protokołu.

Najbliższe dni pokażą, czy zespół obejmie Jacek Magiera, od listopada ubiegłego roku (czyli od dymisji w Śląsku) trener na przedłużonym urlopie. W przeciwieństwie do Myśliwca, on na starcie na pewno będzie miał duży kredyt zaufania. Ma doświadczenie i wyniki (zanim wyleciał ze Śląska, zdobył przecież z nim wicemistrzostwo Polski), zna realia pracy w klubach i w reprezentacji, a choć większość kibiców już tego może nie pamiętać, znany jako piłkarz Rakowa i Legii miał również epizod w Widzewie wiosną 2000 roku.

Kulisy odsunięcia Daniel Myśliwca od prowadzenia zespołu (formalnie ma kontrakt do czerwca 2025 i negocjował jego przedłużenie) są nietypowe jak na polskie warunki. „Szatnia” była za nim, ale nieoficjalnie głośno było o jego konfliktach z dyrektorem sportowym Tomaszem Wichniarkiem i nawet z prezesem Michałem Rydzem. Nie był zadowolony z zawodników, jakich podsuwają prezesi, nie akceptował większości proponowanych transferów, a z drugiej strony konsekwentny był (niektórzy mówią, że wręcz uparty) w forsowaniu swoich pomysłów taktycznych. Przykład Widzewa to przyczynek do dyskusji na temat podziału obowiązków w polskich klubach. Czy trenerw naszej nomenklaturze to menedżer w rozumieniu tego słowa w angielskim znaczeniu (czyli ktoś odpowiedzialny za skład i politykę kadrową klubu), czy tylko coach, czyli ktoś, kto prowadzi zajęcia na boisku.

Faktem niepodważalnym jest, że Widzew przystąpił do rundy wiosennej pokiereszowany kontuzjami i sprzedażą zawodników. Przeciwko Pogoni drużyna zagrała jeszcze gorzej niż w przegranym meczu we Wrocławiu. Teraz doraźnym lekarstwem ma być transfer duńskiego obrońcy Petera Therkildsena z klubu Djurgarden, napastnika Lubomira Tupty, Słowaka ze Slovana Liberec, z doświadczeniem w reprezentacji swojego kraju, a także Szymona Czyża z Rakowa (chociaż ostatnim jego klubem w którym zagrał w ekstraklasie, był Górnik Zabrze). Rzecz w tym, że są to transfery na ostatnią chwilę (okno właśnie się zamknęło) i raczej „z przeceny”, bo zawodnicy o których mowa stracili właśnie miejsce w swoich zespołach.

Wojciech Filipiak