Nie ma między nami złej krwi
Rozmowa z Adrianem Piekarskim, obrońcą Puszczy Niepołomice, który awansował z Polonią Bytom do I ligi
Adrian Piekarski jeszcze wiosną zakładał „polonijną” koszulkę niebiesko-czerwoną, w sobotę zagra w Bytomiu już w innych barwach. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Cieszy się pan na powrót na dobrze znany sobie obiekt przy Piłkarskiej?
- Bardzo fajnie, że szybko przypomnę się bytomskim kibicom, mam nadzieję, że dobrze mnie zapamiętali i przyjmą ciepło. Przyjeżdżamy jednak do Bytomia po trzy punkty, nie mamy się czego obawiać. Samopoczucie w ekipie jest dobre, bo zaczęliśmy ostatnio mocniej punktować, a nasza gra wygląda coraz lepiej.
Rozmawiał pan z trenerem Tomaszem Tułaczem, jak zaskoczyć bytomian?
- Trochę pogadaliśmy. Wiadomo, dziś wszystkie mecze można zobaczyć, ale grałem dwa lata w Polonii, znam słabsze i lepsze strony zespołu, co nieco podpowiadałem trenerowi.
Raczej wiadomo czego możecie się spodziewać ze strony gospodarzy na sztucznej murawie - wysoki pressing, intensywne granie. Na to się nastawiacie?
- Od początku sezonu Polonia wygląda dobrze, kontynuuje styl wypracowany jeszcze w rozgrywkach II ligi, które wygrała. Teraz doszło jeszcze więcej jakości do składu, trener Tomczyk pracuje z zespołem ponad dwa lata, jest w jego grze dużo powtarzalności, no i są indywidualności, jak Konrad Andrzejczak, Jakub Arak czy Kamil Wojtyra.
Ten ostatni - najlepszy strzelec w poprzednim sezonie - akurat wypadł z podstawowego składu, wygryzł go Arak…
- I to właśnie pokazuje, ile Polonia ma atutów w swoich szeregach. Kadra jest szeroka, trener ma z kogo wybierać. Kamil i tak generalnie nie zawodzi, w minionym tygodniu przecież strzelił gola na wagę awansu w Pucharze Polski z Wartą Poznań.
A propos jakości w Bytomiu - dla niektórych kibiców i obserwatorów nieco zaskakujące było pana letnie pożegnanie z Polonią po awansie. Może pan zdradzić, jak do tego doszło?
- Nie ma co ukrywać, dostałem sygnał od trenera, że po awansie nie będę pierwszym wyborem na pozycji środkowego obrońcy. Zacząłem więc rozglądać się za nowym klubem. Pojawiła się oferta Puszczy i doszliśmy z działaczami Polonii do wspólnego wniosku, że lepiej będzie się rozstać. Nie ma między mną a klubem złej krwi - pobyt w Bytomiu wspominam bardzo dobrze i wszystkim polecam: jeśli się rozchodzić, to tylko w takim stylu, jak ja z Polonią. Zrobiliśmy awans, a ja przy okazji wypromowałem swoje nazwisko.
Jeszcze pół roku temu obie drużyny dzieliły dwie klasy rozgrywkowe - na korzyść Puszczy, teraz Polonia jest znacząco wyżej w tabeli - myśli o barażach, wy o wyjściu spod kreski oznaczającej spadek. Różnice aż tak się zachwiały na korzyść bytomian?
- Aż tak na pewno nie. Nam też nie podoba się, że jesteśmy w strefie spadkowej, kilka punktów nam uciekło. Ostatnio z Odrą mieliśmy dużo sytuacji; gdybyśmy wykorzystali jeszcze jedną, już byśmy byli nad kreską. W większości meczów zakończonych remisami wyglądaliśmy lepiej od rywali, ale brakowało nam szczęścia i skuteczności. Mamy praktycznie nową drużynę, m.in. przyszliśmy tu z Bytomia razem z Norbertem Barczakiem, z ekstraklasowej Puszczy zostało tylko paru piłkarzy. I zgrywamy się z każdym meczem, próbujemy odnaleźć swój styl. A Polonia budowana jest konsekwentnie od kilku lat, są tam jeszcze piłkarze, którzy pamiętają trzecią ligę. Ale i u nas idzie ku lepszemu.
Przypuszczam, że warsztat trenera Tomasza Tułacza w Puszczy różni się od stylu trenera Tomczyka…?
- Na pewno, choćby taka analiza przeciwnika - w Bytomiu nieco inaczej to wyglądało... W Polonii każdy wie, co ma robić na boisku, my mamy trochę inny system gry, ale też mamy sporą jakość piłkarską. I też chcemy grać w piłkę, rozgrywać akcje do przodu, choć kiedyś zdobywaliśmy teren dłuższą piłką. Na pewno jednak to różne drużyny.
Jest ktoś w Polonii z kim spotkania nie może się pan doczekać?
- Utrzymuję kontakt z wieloma polonistami, z Konradem Andrzejczakiem, Tomkiem Gajdą, Kamilem Wojtyrą. Na pewno będzie okazja powspominać, pośmiać się. Jestem też bardzo ciekawy nowych szatni na górnym piętrze, bo po oddaniu całego budynku przy Piłkarskiej jeszcze w nim nie byłem. Widać, że Polonia krok po kroku idzie w górę.
Rozmawiał Tomasz Mucha
Sympatia dwóch panów na T
36-letni opiekun Polonii Łukasz Tomczyk i szkoleniowiec Puszczy Tomasz Tułacz to przedstawiciele dwóch różnych generacji polskich trenerów. Dzieli ich 19 lat, ale dwaj panowie na T zapałali do siebie sympatią, o czym wspomniał przed rokiem na łamach „Sportu” trener Niebiesko-czerwonych.
- Nie oceniam, kto jest lepszym trenerem, kto gorszym, każdy ma swoją drogę. Jako początkujący trener wiele nauczyłem się od Rafała Góraka w Katowicach, inspirują mnie inni szkoleniowcy z tej - umownie - starszej generacji. Czasem do nich zadzwonię, jak mam jakieś wątpliwości. Z trenerem Tułaczem złapaliśmy fajny „flow” na sparingach. I jak przegrałem z Polonią pierwszy mecz w sezonie (w II lidze - przyp. red.), zadzwoniłem po poradę. Dał mi wtedy dwie fajne podpowiedzi, skorzystałem z tych wskazówek. Wiem, że niektórzy podważają jego warsztat i styl gry Puszczy, ale to, co osiągnął z tym klubem, to coś absolutnie unikalnego, niesamowity sukces. Bo w końcu to skuteczność jest miarą twojej prawdy - mówił wówczas Łukasz Tomczyk.
