Nie ma czarnej dziury
Najważniejsze to nie spaść w rankingu, bo potem trudno się odgrzebać - mówi trener kadry szpadzistek, Bartłomiej Język.
Alicja Klasik i jej trener klubowy Artur Fajkis mają powody do zadowolenia. Fot. UM Sosnowiec/Przemysław Paśnik
Najważniejsze to nie spaść w rankingu, bo potem trudno się odgrzebać - mówi trener kadry szpadzistek, Bartłomiej Język.
Martyna Swatowska-Wenglarczyk, Renata Knapik-Miazga, Aleksandra Jarecka i Alicja Klasik po zwycięstwie z Chinami 32:21 zdobyły brązowy medal w szpadzie podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. To było spore wydarzenie, wszak szermierka zdobyła olimpijski medal po 16 latach, a jednocześnie był on 300. w olimpijskiej kolekcji Biało-czerwonych. To było miłe wydarzenie, po którym trzy pierwsze z wymienionych pań zafundowały sobie urlopy od sportu. Jedynie najmłodsza z nich, Klasik, przystąpiła do sezonu i startów Pucharze Świata. Drużyna, tak mozolnie tworzona przez kilka lat, poszła w zapomnienie.
Dojrzała młodzież
Ten sezon miał więc być nieco eksperymentalny, bo trener Bartłomiej Język został zmuszony do tworzenia nowego zespołu. I szybko okazało się, że młode i głodne sukcesu zawodniczki potrafią zaskoczyć nie tylko rywali, ale również... naszych szkoleniowców. W przedostatni weekend maja Biało-czerwone w składzie: Barbara Brych, Gloria Klughardt, Magdalena Pawłowska, Kinga Zgryźniak stanęły na najwyższym stopniu podium w Pucharze Świata w chińskim Wuxi. To była sensacja; nasze panie w drodze do najwyższego stopnia podium kolejno wygrały z Japonkami 36:32, Chinkami 45:29, Węgierkami 42:38 oraz z Włoszkami (w olimpijskim składzie!) 35:31.
- To był perfekcyjny występ, na niezwykle wysokim poziomie pod względem technicznym oraz taktycznym - uśmiecha się niezbyt skory do takich wypowiedzi trener kadry, Bartłomiej Język. - Nawet gdybym chciał się do czegoś przyczepić, to nie mogłem. Wcześniej, w Marakeszu, przegraliśmy z Chinkami do 27, ale wyciągnęliśmy wnioski i z nimi na ich terenie pewnie wygraliśmy. Wbrew pozorom, najtrudniej było w meczu z Japonkami. W sumie okazało się, że po po drużynie brązowych medalistek igrzysk nie ma czarnej dziury. Czapki z głów przed naszymi paniami, których postawą i dojrzałością jestem mocno zbudowany.
A trzeba podkreślić, że drużyna walczyła bez Klasik, obecnie szpadzistki w Polsce nr 1, która wystąpiła tylko indywidualnie.
Trudny wybór
Podczas wspomnianych urlopów trzy nasze pozostałe medalistki odrabiały zaległości rodzinno-zawodowe. To było widać podczas mistrzostw Polki w Sosnowcu. Knapik-Miazga i Jarecka zaliczyły na nich - powiedzmy sobie szczerze - epizody. Ta pierwsza wystąpiła indywidualnie, ale pożegnała się z turniejem w 2. rundzie. Obie wystąpiły w drużynie i zadowoliły się brązowymi medalami. Jednak daleko im do optymalnej formy.
- Kiedy wrócą do pełnego reżimu treningowego? - pytamy trener kadry. - To pytanie nie do mnie, nie wiem, i szczerze mówiąc nie bardzo zabiegam, by się dowiedzieć - odpowiada nieco poirytowanym głosem szkoleniowiec. Próbowaliśmy znaleźć odpowiedź na własną rękę, ale medalistki IO szybko opuściły halę.
Podkreślmy raz jeszcze: ich następczynie przebojem zawojowały reprezentację, więc o jej losy nie musimy się martwić.
- Jestem zadowolony z tego, co zobaczyłem podczas mistrzostw Polski - dodaje szkoleniowiec. - Cieszy postawa młodzieży, zresztą najlepsze juniorki już będą z nami trenowały. W sumie przed ogłoszeniem składu reprezentacji na mistrzostwa Europy będę miał problem. Mamy pięć kandydatek do zespołu na ME, a miejsca są tylko cztery; takie są przepisy. Gdy wybieram zawodniczki, nie kieruję się sympatią czy antypatią, lecz staram się stworzyć optymalny skład, który miałby szansę na podium. Nie zawsze mi się to udawało, bo przecież też popełniam błędy. Niemniej staram się wyeliminować pomyłki lub też ograniczyć je do minimum. Tak było dotychczas przez 9 lat mojej pracy z kadrą i, odpukać, w końcowym rozrachunku się nie myliłem (śmiech). Teraz też mam problem, ale przed nami jeszcze zgrupowanie w Estonii i jeszcze mam chwilę na zastanowienie. Najważniejsze, że jest szeroka grupa, która z turnieju na turniej zbiera doświadczenia i osiąga sukcesy.
Bez deklaracji
Mistrzostwa Europy (w Genui) zaczynają się już niebawem, 14 czerwca. A mniej więcej miesiąc później w Tbilisi rozegrane zostaną mistrzostwa świata. Czego możemy się spodziewać po mocno zmienionej i odmłodzonej reprezentacji szpadzistek, bo przecież ostatnim występem pucharowym narobiły nam sporego apetytu na medal?
- Nauczony doświadczeniem nie będę składał żadnych deklaracji – podkreśla trener Język. - Na igrzyska w Tokio jechaliśmy po pewnym medal, a wszyscy wiemy jak to się skończyło (6. miejsce – przyp. red.). Wolę dmuchać na zimne, bo rywalizacja w tej broni jest zupełnie nieprzewidywalna. To jest turniej, w którym wszyscy zawodnicy z pierwszej setki mają prawo myśleć o medalu. Podczas mistrzostw Europy w Bazylei byliśmy na czwartym miejscu, w Paryżu był medal i wniosek nasuwa się jeden: nie możemy obniżyć lotów. To jest nasz cel, bo gdy spadnie się w rankingu, to potem trudno się odgrzebać. Po występach pucharowych jestem dobrej myśli, ale w sporcie nic nie można prognozować i deklarować. Co nie zmienia faktu, że na zbliżające się mistrzowskie turnieje nie jedziemy przegrywać - mówi na pożegnanie trener.
Na podstawie kilku lat obserwacji dyscypliny możemy z czystym sumieniem napisać, że coś drgnęło we wszystkich broniach. Oczywiście, potrzeba cierpliwości, ale widać, że młode szpadzistki są głodne sukcesów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...
Włodzimierz Sowiński
