Sport

Nie do ugryzienia

Chris Gotterup jeszcze w marcu błąkał się gdzieś w trzeciej setce rankingu światowego. Teraz wygrał Genesis Scottish Open, gdzie zatrzymał wracającego do formy giganta golfa.

Chris Gotterup z największym zwycięstwem w swojej karierze. Fot. Facebook Genesis Scottish Open

Nie tak wielu spodziewało się w szkockim The Renaissance Club takiego obrotu spraw. Na prowadzeniu super prestiżowego turnieju Rolex Series znajdowało się dwóch zawodników – zaledwie szósty w historii zdobywca golfowego Wielkiego Szlema – Rory McIlroy i wydawało się skazany na pożarcie, raczej nikomu nieznany, Chris Gotterup. 11 lat starszy Irlandczyk z Ulsteru ma na swoim koncie 44 profesjonalne triumfy, siedem razy reprezentował Europę w Ryder Cup, pięć razy wygrał w turniejach wielkoszlemowych, po prostu tytan golfa. 25-letni Amerykanin dopiero od trzech lat jest profesjonalistą, z jednym zwycięstwem PGA Tour na koncie, w dodatku alternatywnym, wywalczonym w maju ubiegłego roku w turnieju Myrtle Beach Classic. Turniej ten przeznaczony był dla słabszych zawodników, którzy nie załapali się do rozgrywanego w tym samym czasie flagowego Wells Fargo Championship, na marginesie – wygranego wtedy przez McIlroya już po raz czwarty. Przewidywania co do starcia w Szkocji mogły być więc dość jednoznaczne. „Rors”, zwykle grający świetnie w niedzielę, zapewne schrupie na lunch swojego młodszego kolegę. Chris na pewno nie wytrzyma presji, zostanie przygnieciony ciężarem potężnej szansy, jaka niespodziewanie przed nim się pojawiła i może nawet zniknie gdzieś w odmętach klasyfikacji.

Tymczasem nic takiego nie miało miejsca! Pochodzący z kilkunastotysięcznego miasteczka Easton w stanie Maryland pretendent do tytułu mistrzowskiego radził sobie zadziwiająco dobrze. Szczerze mówiąc był jak skała.

Stuprocentowa skuteczność

Wcześniej tylko raz był liderem po 54. dołkach turnieju PGA Tour. I też wygrał! W dodatku dość przekonująco, z sześcioma uderzeniami przewagi nad Alistairem Dochertym i Davisem Thompsonem. Były zawodnik University of Oklahoma triumfował po raz pierwszy w swoim 27. starcie w lidze, kończąc z wynikiem 22 poniżej par. Mając cztery uderzenia przewagi przed rozpoczęciem rundy finałowej na polu The Dunes, zaliczył bogeya na pierwszych dwóch dołkach. Szybko jednak odrobił straty, wjeżdżając birdie-eagle-birdie na kolejnych trzech dołkach i kończąc dzień imponującą rundą 67. „Niezależnie od turnieju i od tego, jak będzie wyglądała moja gra, będę walczył do upadłego” – powiedział wtedy mistrz Myrtle Beach Classic. „Zawsze tak robiłem”.

Od tego czasu przeżywał dość ciężkie chwile. To, co uważał za przełom w swojej karierze, stało się jedynym jasnym punktem w rozczarowującym sezonie. Niektórzy wręcz mówili o farcie, o jednorazowym błysku formy. Do końca roku nie udało mu się załapać do pierwszej dwudziestki, a poza tym wyłączony był na trzy miesiące z gry z powodu kontuzji ręki. Trudności przeniosły się również na aktualny sezon. Zaczął od miejsca pod koniec klasyfikacji w hawajskim turnieju mistrzów - The Sentry, a później nie przeszedł cuta w ośmiu z kolejnych jedenastu turniejów. Fortuna w końcu zaczęła się do niego uśmiechać, kiedy zmienił caddiego, wybierając w połowie sezonu byłego zawodowca, Brady'ego Stocktona. W ośmiu z ostatnich dziewięciu startów plasował się w pierwszej trzydziestce, w tym cztery razy z rzędu w pierwszej dwudziestce i osiągnął najlepszy w karierze wynik w turnieju wielkoszlemowym, przytulając sympatyczne 23. miejsce w Oakmont Country Club. „Ma świetny temperament” – tłumaczył skromnie jego nowy caddy . „Nie sądzę, żebym to ja zrobił coś wyjątkowego. Myślę, że po prostu w końcu czuje się tu komfortowo i nadszedł jego czas”.

Gra driverem to jego żywioł. W drugiej połowie sezonu była ona lepsza niż kiedykolwiek, plasując go w najlepszej dziesiątce w rankingu zyskanych uderzeń z tee. Mocy też mu nie brakuje. Pod tym względem może równać się prawie z każdym, również McIlroyem. „Ma niesamowitą moc” – tłumaczył Jacob Bridgeman, jeden z najbliższych przyjaciół Chrisa na PGA Tour. „Nawet w temperaturze 18 stopni Celsjusza, potrafi osiągać 190 prędkości piłki i uderzać bez końca”.

Na luzie

Niedzielne 66 Chrisa było o całe dwa uderzenia lepsze od wyniku Rory’ego. Bez większych dramatów, przez cały dzień zaliczył dwa bogeye, na pierwszym i piętnastym dołku, dorzucając do tego sześć skwierczących birdie. Rory dla odmiany wypstrykał się ze wszystkich swoich birdie już na pierwszych ośmiu dołkach. Trafił ich tylko trzy, z bogeyem na trójce. Od tamtej pory zanotował 10 parów z rzędu, niespecjalnie rozumiejąc się ze swoim putterem. Na podium oprócz „Rorsa” załapał się jeszcze Anglik Marco Penge, również z rundą 66. Kiedy było już po wszystkim Gotterup był tak wzruszony, że ledwo mógł wydusić z siebie słowo. Chwilę przecierał oczy, zanim powiedział: „Do wszystkich w domu… to jest niesamowite. Nie dam rady się pozbierać”.

„Chris rozegrał świetną rundę. Był niesamowicie solidny” – chwalił swojego rywala McIlroy. „Zrobił bogeya na piętnastce, ale odrobił straty i zaliczył naprawdę ładne birdie na szesnastce. Po tym, jak wyszedł na prowadzenie z dwoma uderzeniami, nie zdołałem już tego odrobić”.

Genesis Scottish Open tradycyjnie był jednym z najmocniej obsadzonych turniejów w roku. Gotterup, wyszarpał tam najwyższą w karierze 49. pozycję w rankingu światowym oraz miejsce w przyszłorocznym Masters. Przede wszystkim zdobył też jeden z trzech ostatnich biletów na rozpoczynający się już w najbliższy czwartek ostatni turniej wielkoszlemowy roku – The Open Championship, obok finiszującego na czwartym miejscu Duńczyka Nicolaia Hojgaarda i siedemnastego Niemca Mattiego Schmida.

No.1 - Scottie Scheffler ostatniego dnia co prawda zaatakował, awansując siedem miejsc w klasyfikacji, jednak tym razem wystarczyło to na tylko ósme miejsce w turnieju, dzielone z Xanderem Schauffele i Ludvigiem Abergiem.

The Open!

Przed nami święto golfa – 153. edycja najstarszego i najzacniejszego turnieju golfowego na naszej planecie. Tym razem The Open rozegrany zostanie w irlandzkim Royal Portrush, wracając do tej lokalizacji po raz pierwszy od 2019 roku, a po raz drugi od 1951. Ostatnio w Irlandii Północnej zwyciężał Irlandczyk Shane Lowry. Obrońcą tytułu będzie Xander Schauffele, który rok temu w angielskim Royal Troon pokonał dwoma uderzeniami Amerykanina Billy’ego Horschela i reprezentanta gospodarzy Justina Rose’a. W Irlandii nie wystąpi Adrian Meronk, który mimo kilku prób nie zdołał w tym roku się tam zakwalifikować. Turniej transmitowany będzie na antenach Polsatu Sport Premium, od rana do późnych godzin wieczornych. Pierwsza transmisja w czwartek od 7.30. Komentuje rodzinny duet w składzie: Jacek Person i Andrzej Person.

To będzie prawdziwa uczta golfowa.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Rory jednak nie pożarł młodszego rywala. Fot. Facebook Genesis Scottish Open

Royal Portrush gotowy na wielkie emocje. Fot. Facebook The Open