Nie da się zapomnieć
Spotkanie z Odrą Opole z ostatniej kolejki sezonu 1991/92 w historii tyskiego klubu zapisane zostało złotymi zgłoskami.
Albin Wira - legenda Ruchu Chorzów i GKS-u Tychy. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
GKS TYCHY
Inaugurujący rundę wiosenną w Tychach mecz GKS-u z Chrobrym Głogów był okazją do uhonorowania przez działaczy klubu z trójkolorowym trójkątem w herbie trenera Albina Wiry.
To były jego pomysły
Wprawdzie urodzony 19 grudnia 1953 roku chorzowianin najbardziej w piłkarskim świecie zasłynął jako zawodnik Ruchu, z którym 4-krotnie sięgnął po mistrzostwo Polski, ale po zakończeniu kariery zamieszkał w mieście znanym z produkcji piwa i samochodów. Tu także 3-krotnie prowadził futbolowy zespół, z którym w 1992 roku wywalczył awans na zaplecze ekstraklasy.
- Jak wyliczyli tyscy statystycy, bo ja nie jestem typem kronikarza, prowadziłem GKS w 133 spotkaniach i jest to podobno klubowy rekord wśród szkoleniowców - mówi Albin Wira. - Miło mi było stanąć na murawie stadionu, który w 2015 roku został oddany do użytku, a mogę powiedzieć, że to jest „moje dziecko”, bo byłem wtedy kierownikiem piłkarskich obiektów tyskiego MOSiR-u. Starsi kibice pewnie pamiętają, jak na starym stadionie z walącymi się trybunami skandowali: „Stadion ruina, to wszystko wina Albina”. Nikt nie dopisał jednak kolejnych zwrotek o tym, że pierwsza w Polsce sztuczna podgrzewana murawa, która powstała właśnie w Tychach i to, że ten nowoczesny stadion oddany 10 lat temu, to były moje pomysły. Dodam nawet, że plany, nie projekt, bo to robili architekci, ale właśnie plany, gdzie mają być szatnie, pomieszczenia gospodarcze i biurowe też wyszły ode mnie, bo byłem w komitecie budowy stadionu. Pojechałem oglądać obiekt w Paderborn, gdzie grałem w latach 1982-86 i choć na jego wzór zbudowano stadion w Gliwicach, to mnie ta konstrukcja jako całość nie przypadła do gustu. Wybrałem jednak to, co w niej podobało mi się najbardziej i szukając dalej, szczególnie podglądając stadion West Ham United, podpowiadałem architektom. Na koniec wątku stadionowego powiem jeszcze, że pomysł z rywalem na mecz otwarcia, czyli starcie z 1.FC Koeln, też był mój. O tym jednak nikt też w Tychach nie zaśpiewał (śmiech). A może teraz nie ma już tak utalentowanych tekściarzy...
Pokonana Odra i awans
Zdjęcie wyróżnionego 71-latka zajęło co prawda miejsce w „Klubie Zasłużonych”, czyli w galerii sław tyskiej piłki, ale to nie znaczy, że Albin Wira jest już tylko „eksponatem”. Od 1992 roku, bo wtedy została założona drużyna oldbojów, można go w każdą środę i sobotę oglądać na treningach „starszych panów”, którzy grają także swoje okazjonalne mecze pokazowe. Zdrowie dopisuje, humor też, a umiejętności piłkarskie nadal są wysokie, więc futbolowe anegdoty i wspomnienia nadal są świeże. - Z tych moich 133 spotkań na ławce trenerskiej na pewno najmilsze wspomnienia mam związane z Odrą Opole - opowiada trener na emeryturze. - Na finiszu sezonu 1991/92, w którym nasza drużyna, naszpikowana młodymi tyszanami, walczyła o awans na zaplecze ekstraklasy. W przedostatniej kolejce przegraliśmy z Ruchem Radzionków i straciliśmy pozycję lidera. Radzionkowianie swój ostatni mecz grali w Niedobczycach z Rymerem, a my podejmowaliśmy właśnie opolan. Wydawało się, że już nic w tabeli nie może się zmienić, ale my walczyliśmy do końca i choć szybko straciliśmy gola, to wygraliśmy 6:1. Kibice opuścili jednak stadion zawiedzeni, bo myśleli, że to zwycięstwo nic nam nie dało. Zawodnicy też po ostatnim gwizdku siedzieli w szatni ze spuszczonymi głowami, ale nagle okazało się, że Ruch przegrał i to my jesteśmy na 1. miejscu. Z przygotowanej „stypy” na zakończenie sezonu nagle zrobiła się feta z okazji awansu, bo kibice - gdy się dowiedzieli o awansie - wrócili na stadion, więc bawiliśmy się długo i radośnie.
Stawiać na młodziana!
Przed GKS-em Tychy, jak wyliczyli klubowi statystycy, 32. mecz z Odrą Opole. Czy on także okaże się przełomowy? Drużyna Artura Skowronka, mogąca się poszczycić serią czterech zwycięstw, chcą sięgnąć po kolejny komplet punktów, tym bardziej że jako goście grają na swoim stadionie.
- Nie wiem czy wybiorę się mecz, a wszystko przez „Messiego” - dodaje Albin Wira. - Nasz pies choruje, więc pewnie moja sobotnia aktywność piłkarska zakończy się na porannym graniu z oldbojami, a później zasiądę w domu przed telewizorem i będę oglądał mecz za meczem. Spotkanie Odra - GKS Tychy też mi więc nie umknie. Spodziewam się, że jeżeli tyszanie zagrają tak jak z Chrobrym 6 dni temu, to mogą przedłużyć serię zwycięstw. Nawet grając godzinę w dziesiątkę dawali sobie bowiem radę z kompletem głogowian, a to znaczy, że mają potencjał. Odra też w dobrym stylu zaczęła rundę wiosenną, bo remis w Niecieczy z liderem i porażka 1:2 z Wisłą w Płocku poparte były ciekawą grą. Najbardziej jestem ciekaw, jak zaprezentuje się Natan Dzięgielewski, bo młody tyszanin zaczął wiosnę strzelająco. Wszedł na końcówkę meczu z Wartą Poznań i postawił pieczęć na zwycięstwie 3:1, a z Chrobrym, grając od początku, trafił 2 razy. Wprawdzie trener ma też do dyspozycji trzech innych piłkarzy na tę pozycję, bo Julius Ertlthaler wyleczył przeziębienie, Tobiasz Kubik odpokutował karę za kartki, a sprowadzony 10 dni temu Noel Niemann zadomowił się w zespole, ale każdy szkoleniowiec wie, że jak zawodnikowi „żre”, to trzeba go wystawiać do gry. No chyba że w tych nowoczesnych książkach trenerskich są nowe wytyczne... W każdym razie ja nie miałbym wątpliwości i liczę, że Dzięgielewski tak jak i cały zespół podtrzyma dobrą wiosenną passę.
Jerzy Dusik