Sport

Nie było nas na boisku

Rozmowa z Szymonem Szymańskim, obrońcą Ruchu Chorzów

Mina Szymona Szymańskiego po meczu z Wisłą mówi sama za siebie. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Można racjonalnie wytłumaczyć, co właściwie stało się z Ruchem, wytłumaczyć kibicom tę klęskę?

- Trudno mi teraz, zaraz po meczu, powiedzieć cokolwiek mądrego... Z pewnością zagraliśmy dużo poniżej oczekiwań - zarówno własnych, jak i - przede wszystkim - naszych kibiców. Można powiedzieć, że na boisku właściwie nas nie było. Nie wiem, co było tego przyczyną, że zagraliśmy bardzo słaby mecz. Generalnie gra się nam nie kleiła. Przegrywaliśmy pojedynki, byliśmy cały czas spóźnieni...

Początek drugiej połowy w waszym wykonaniu dawał odrobinę nadziei. Gdyby piłka po strzałach Barańskiego i Mezghraniego wpadła do bramki, mogło potem być inaczej...

- Można tak gdybać... Te 5 minut po przerwie było w naszym wykonaniu w miarę dobre, rzeczywiście mieliśmy dwie dogodne sytuacje, żeby złapać kontakt. Może gdyby wpadło, to spotkanie potoczyłoby się inaczej. Ale trzeba po tym meczu szczerze powiedzieć: nie przystoi nam tak grać.

Wielu kibiców Ruchu uważało, że zwyczajnie nie udźwignęliście ciężaru tego spotkania. Otoczka meczu, niezwykła frekwencja, zbudowały wielkie oczekiwania.

- Przegraliśmy 0:5, więc faktycznie ktoś może tak pomyśleć… My, piłkarze, musimy jednak pamiętać, że gramy w Ruchu Chorzów. Nie wyobrażam więc sobie, że ktoś z nas nie jest w stanie dźwignąć presji kibiców i mógłby sobie z tym nie radzić.

Okazja do rehabilitacji pojawia się bardzo szybko, bo już we wtorek gracie pucharowy mecz z Koroną. To dobrze, czy źle, że tak szybko?

- Bardzo dobrze! Wychodźmy znów na boisko, bo o meczu z Wisłą trzeba jak najszybciej zapomnieć i zrobić swoje w spotkaniu z Koroną. Jeżeli da się w jakikolwiek sposób zmazać plamę, to tylko wygrywając.

Rozmawiał Paweł Czado