Sport

Nic nie dzieje się z dnia na dzień

Rozmowa z Adrianem Błądem, piłkarzem GKS-u Katowice

Adrian Błąd w tym sezonie zdobył dwa gole. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus

Za wami niezwykle emocjonujący mecz z Rakowem. Wygrana 2:1 przyszła po dobrze przepracowanych 90 minutach…

- W pełni zasłużyliśmy na trzy punkty. Było mnóstwo sytuacji z jednej i z drugiej strony boiska. W kilku momentach musieliśmy cierpieć na boisku, bo byliśmy zmuszeni do obrony pola karnego. Bardzo dobrze grali nasi obrońcy oraz bramkarz Dawid Kudła. Wybroniliśmy się. Z kolei z przodu zrobiliśmy sporo dobrego i goli mogło być jeszcze więcej. Okazji było sporo.

Co pan czuje w takich momentach, gdy po siedmiu latach w GKS-ie awansuje do ekstraklasy, a teraz wygrywa z jedną z najlepszych drużyn w lidze?

- Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że przyjedziemy na teren niedawnego mistrza Polski i wygramy, popukałbym się w głowę. W sobotę się to wydarzyło! Robimy swoje, pracujemy z meczu na mecz. Dobrze, że wyciągnęliśmy wnioski po meczu ze Stalą Mielec, co było widoczne w starciu z Rakowem. Widać było jeszcze więcej pozytywów w porównaniu do pierwszego spotkania na wiosnę (GKS wygrał z mielczanami 1:0 – red.).

Mimo wszystko w starciu z częstochowianami w drugiej połowie był moment, o którym pan wspomniał, gdy GieKSa została zmuszona do cofnięcia się do defensywy.

- Nie zawsze da się grać przez 90 minut na najwyższym możliwym poziomie. Nawet najlepsze kluby na świecie mają chwile słabości. Jednak nawet wtedy bez zarzutu realizowaliśmy nasze zadania. To cieszy, bo im mniej błędów się popełnia w ekstraklasie, tym jest się lepszym. Ten mecz to udowodnił. Raków nie miał wielu okazji bramkowych. Próbował dośrodkowań z bocznych sektorów, ale odpowiednio na to reagowaliśmy.

Okoliczności zwycięstwa były wyjątkowe, bo przecież przy wyniku 1:1 Arkadiusz Jędrych nie trafił z 11 metrów…

- Niestrzelony rzut karny nie miał dużego znaczenia. Po „jedenastce” mieliśmy sytuacje sam na sam, strzeliliśmy gola. Brak bramki z rzutu karnego… To się zdarza. Trzeba podkreślić, że bramkarz rywala był bardzo dobrze dysponowany.

Starcie z Rakowem było kolejnym po awansie, w którym prezentowaliście się świetnie. W wielu meczach nie wyglądacie jak beniaminek, a jak drużyna ograna w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z czego to wynika?

- To nie stało się z dnia na dzień. Od mniej więcej czterech lat szlifujemy nasz system gry. Trener Marek Papszun powiedział, że jesteśmy bratem bliźniakiem Rakowa i pewnie jest w tym trochę racji. Ten model gry nam bardzo odpowiada, a nasz sztab cały czas go udoskonala. Co więcej, wielu zawodników się rozwija, na przykład Mateusz Kowalczyk, który do nas dołączył latem. Robi super postępy, podobnie jak Antek Kozubal w 1. lidze (grał w GKS-ie od wiosny sezonu 2022/23 do końca rozgrywek 2023/24 – red.). Nasza kadra jest zbilansowana. Mamy zawodników, którzy mają doświadczenie w ekstraklasie. Ponadto po awansie nasza drużyna nie „przepadła”, nie zmieniła się znacząco, a cały czas się rozwija i to może jest powód tego, że nasze mecze się dobrze ogląda.

Do tej pory w ekstraklasie GKS nie wygrał więcej niż dwóch meczów z rzędu. Czy to się zmieni i w najbliższy weekend wygracie trzecie spotkanie w 2025 roku?

- Gramy u siebie z Piastem i zrobimy wszystko, żeby to spotkanie wygrać. Dzieje się wiele dobrego, koledzy, którzy są po urazach, wracają do nas. Grzegorz Rogala i Lukas Klemenz trenują z zespołem i dzięki temu poziom wzrasta. To nas raduje, bo z pewnością będzie to miało przełożenie na naszą dyspozycję w meczach.

Rozmawiał Kacper Janoszka