Sport

Nerwy ich zjadły

Manchester United pożegnał się z krajowym pucharem po serii rzutów karnych.

Joshua Zirkzee zawiódł przy „jedenastkach". Fot. Craig Thomas/News Images/SIPA USA/PressFocus

ANGLIA

Zakończył się piękny sen Plymouth Argyle w FA Cup. Drużyna, w której od zimy występuje Tymoteusz Puchacz, w poprzedniej rundzie zmagań była w stanie wyeliminować Liverpool. Po tym zwycięstwie (1:0) los nie był łaskawy dla piłkarzy z południowego zachodu Anglii, bo znów trafili na rywali z Premier League, tym razem na Manchester City. „Obywatele” może nie są w najlepszej formie (niedawno odpadli z Ligi Mistrzów), ale to nadal drużyna, która potrafi zaskoczyć. Szczególnie, gdy gra z o wiele słabszym przeciwnikiem z Plymouth, który na co dzień występuje w Championship.

Wysoki, strzelający

Tymczasem zawodnicy Mirona Muslicia byli w stanie sprawić chwilową niespodziankę. W 38 min wyszli na prowadzenie i rozbudzili nadzieje swoich kibiców. Trafienie podrażniło jednak zespół z błękitnej części Manchesteru. Podopieczni Pepa Guardioli wzięli się do roboty i jeszcze przed zakończeniem pierwszej połowy doprowadzili do wyrównania dzięki trafieniu Nico O’Reilly’ego. To zresztą ten 19-letni piłkarz był gwiazdą spotkania, bo po zmianie stron, w 76 min, po raz drugi wpisał się na listę strzelców. W obu przypadkach wykorzystał swoje warunki fizyczne i zdobył bramki po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów – najpierw po rzucie wolnym, później po kornerze. – Nie jest to typowy piłkarz z naszej akademii. Wielu z nich jest utalentowanych, ale niskich. On natomiast jest wielki i zaznacza to podczas meczów – powiedział po spotkaniu hiszpański szkoleniowiec „The Citizens”. O’Reilly powoli przebija się do pierwszej drużyny Manchesteru City. Do tej pory najwięcej szans dostawał w FA Cup (3 mecze, 3 gole), ale zdążył też zagrać w Premier League. Zadebiutował 19 stycznia w meczu z Ipswich (18 minut na boisku), a później wszedł na murawę w lutowym starciu z Newcastle United (3 minuty). Zagrał też 9 minut w Lidze Mistrzów przeciwko Sparcie Praga w październiku 2024 roku. Widać na pierwszy rzut oka, że Manchester City wychował wielki talent.

Zawodników Plymouth Argyle dobił w 90 min Kevin de Bruyne, ustalając wynik na 3:1. Tymoteusz Puchacz nie miał zbyt wiele do powiedzenia podczas starcia z „Obywatelami”. Rozpoczął na ławce rezerwowych i na murawie pojawił się dopiero w 71 min (wówczas był jeszcze remis). Na boisku nie zdążył zachwycić. Do rezerwowej roli Puchacza w angielskim klubie nie należy się jednak przyzwyczajać. Cieszy się on zaufaniem trenera Muslicia, który stawia na niego w każdym spotkaniu w Championship. Na razie drużyna z Plymouth zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, wyprzedzając jedynie Derby County.

Gol i kartka

Nieprawdopodobnie dużo działo się w meczu Bournemouth – Wolverhampton. Gospodarze wyszli na prowadzenie w 30 min, gdy do siatki trafił Evanilson. Na odpowiedź „Wilków” trzeba było czekać do 60 min. Wtedy nie zawiódł Matheus Cunha. Brazylijczyk wziął sprawy w swoje ręce i pokonał golkipera ekipy z Bournemouth potężnym strzałem z dystansu. I choć Wolverhampton nie radzi sobie fenomenalnie w lidze (17. miejsce), jego kibice nie mogą narzekać na formę 25-latka, który w sobotę zdobył 15. gola w sezonie (we wszystkich rozgrywkach). Doprowadzając do wyrównania, zwiększył szanse swojej drużyny na awans do kolejnej rundy FA Cup. Na boisku na południu Anglii musiała się odbyć dogrywka, podczas której nie zobaczyliśmy więcej bramek. Cunha z kolei zobaczył czerwoną kartkę w 120 min. Nie mógł więc wziąć udziału w serii rzutów karnych, w której lepsi okazali się piłkarze „The Cherries”. Zawodnicy Bournemouth nie byli nieomylni (nie trafił Dean Huijsen), ale Wolverhampton stracił nadzieję na sukces po pudłach Boubacara Traore i Matta Doherty’ego.

Mały kryzys

Równie wiele działo się też w starciu Manchesteru United z Fulham. Tam po 120 min również utrzymał się remis - 1:1 po bramkach Calvina Basseya i Bruno Fernandesa. Trener „Czerwonych Diabłów” Ruben Amorim wierzył, że jego zespół osiągnie dobry wynik, bo w ostatnim czasie nie miał zbyt wielu powodów do radości (w czterech meczach w lidze tylko jedno zwycięstwo). Cóż jednak mu pozostało z nadziei, skoro jego piłkarze nie wytrzymali presji i popełnili błędy w serii rzutów karnych. Z 11 metrów bramkarza Bernda Leno nie pokonali Victor Lindelof oraz Joshua Zirkzee. Fulham z kolei było bezbłędne i awansowało do kolejnej rundy Pucharu FA. Tym samym portugalski szkoleniowiec United nie polepszył sobie humoru. Wręcz przeciwnie – jego pozycja w klubie może ulec znacznemu pogorszeniu, choć przecież do Manchesteru przeniósł się stosunkowo niedawno, w listopadzie 2024 roku.

Zwycięstwa odniosły też drużyny Aston Villi, Crystal Palace, Preston North End oraz Brighton. Dziś o 20.30 rozpocznie się mecz, po zakończeniu którego dowiemy się, czy do tego grona dołączy Nottingham Forest, czy może Ipswich Town.


PIATA RUNDA FA CUP

◾  Aston Villa – Cardiff City 2:0 (0:0)

1:0 – Asensio (68), 2:0 – Asensio (80)

◾  Crystal Palace – Millwall 3:1 (2:1)

1:0 – Tanganga (33, samobójcza), 2:0 – Munoz (40), 2:1 – Harding (45+13), 3:1 – Nketiah (81)

◾  Preston North End – Burnley 3:0 (2:0)

1:0 – Brady (31), 2:0 – Osmajić (44), 3:0 – Keane (73)

◾  Borunemouth – Wolverhampton 1:1 (1:0, 1:1), w karnych 5-4

1:0 – Evanilson (30), 1:1 – Cunha (60)

◾  Manchester City – Plymouth Argyle 3:1 (1:1)

0:1 – Tałowierow (38), 1:1 – O’Reilly (45+1), 2:1 – O’Reilly (76), 3:1 – de Bruyne (90)

◾  Manchester United – Fulham 1:1 (0:1, 1:1), w karnych 3-4

0:1 – Bassey (45+1), 1:1 – Fernandes (71)

Kacper Janoszka