Napastnik ratowniczy
Marcel Mansfeld wszedł na boisko w 87 minucie i strzelił pierwszego gola w sezonie na wagę punktu dla Miedzi.
Radość Marcela Mansfelda po strzeleniu gola była... na wysokim poziomie. Fot. Miedź Legnica
To była niesamowita końcówka. Grający od 29 minuty w dziesiątkę i przegrywający od 77 minuty 0:1 Legniczanie w ostatnich minutach rzucili się do ataku i doprowadzili do remisu. Ojcem zdobytego punktu w meczu z Chrobrym okazał się mierzący 194 centymetry Marcel Mansfeld, który wszedł na murawę w 87 minucie, a w 6 minucie doliczonego czasu został bohaterem dnia i zapewnił Legniczanom pozycję wicelidera 1. ligi.
- Zastanawiałem się w kontekście tych ostatnich minut meczu, kogo wpuścić do gry na ostatnią zmianę – powiedział trener Miedzi Janusz Niedźwiedź. – Miałem do wyboru Julka Letniowskiego do środka, żeby lepiej zarządzać grą, lub Marcela Mansfelda na szpicę. Wybór nie był oczywisty, ale poszliśmy va banque i ściągając obrońcę Karola Noiszewskiego, zostawiliśmy trójkę z tyłu, a w ataku wprowadzając „Mansiego”, ustawiłem dwóch napastników. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę i gdybyśmy się nadziali na kontrę, pewnie byłoby po meczu.
Odwaga została nagrodzona
- Jestem jednak trenerem, który chce iść odważnie. Tym razem odwaga została nagrodzona, ale zdaję sobie sprawę, że być może ktoś kiedyś mi powie „po co tak szarżowałeś w końcówce". W meczu z Chrobrym było warto, a Mansfeld, który podczas treningów był w niezłej dyspozycji, wykorzystał swój wzrost i umiejętność gry głową. Jest bardzo mocny w powietrzu i na to liczyłem, myśląc, że może po jakimś aucie, albo wrzutce zdobędzie bramkę. Cieszę się też z tego, że po ostatnim meczu – pucharowym z Chrobrym, przegranym 0:1 – wyciągnęliśmy wnioski. Mówiliśmy o tym, które strefy mamy atakować, a czego nie robiliśmy. Tym razem wykonaliśmy to tak, jak sobie zakładaliśmy. I cieszę się, że to właśnie „Mansi” trafił, bo mam nadzieję, że to jemu też doda potrzebnej mu pewności – zakończył szkoleniowiec Miedzi.
Niesamowita radość
Teraz trochę liczb. Marcel Mansfeld w poprzednim sezonie w 28 meczach ligowych zdobył pięć bramek i dorzucił dwa trafienia w dwóch spotkaniach Pucharu Polski, ośmiokrotnie wychodząc w wyjściowej jedenastce. W obecnych rozgrywkach na inaugurację nie zmieścił się w kadrze, a od drugiej kolejki regularnie zaczyna spotkania na ławce rezerwowych. Za pierwszym razem nie dostał jednak w ogóle szansy zaprezentowania swoich umiejętności, tak samo jak w szóstej kolejce. Natomiast w pozostałych starciach o ligowe punkty w sumie uzbierał 50 minut. Swoją szansę gry od początku dostał w Pucharze Polski, ale po 67 minutach został zmieniony, a Chrobry wygrał 1:0! Nic więc dziwnego, że gol strzelony Głogowianom w takich okolicznościach - i to 3 dni po pucharowej porażce - sprawił wychowankowi Mainz 05 niesamowitą radość.
Rzutem na taśmę
- To moja pierwsza bramka w tym sezonie i do tego taka ważna – zaznaczył 25-letni napastnik. – Mecz z Chrobrym to derby, więc to ważne spotkanie dla kibiców, którzy trzy dni wcześniej musieli przełknąć gorycz porażki w Pucharze Polski. A ponieważ spotkanie o ligowe punkty nie układało się po naszej myśli, to punkt wywalczony rzutem na taśmę bardzo cieszy. Ciężko było grać w dziesiątkę ponad godzinę, ale najważniejsze, że pokazaliśmy charakter i cieszymy się. Na boisku każdy dawał z siebie wszystko i wierzyliśmy, że możemy nawet ten mecz wygrać. Tym razem się nie udało, ale podbudowani swoją grą pojedziemy do Gdańska na niedzielny mecz z Lechią -dodał niemiecki piłkarz.
Żeby zilustrować prawdziwość słów napastnika Miedzi, dodajmy jeszcze statystyki ze spotkania, w którym Legniczanie od 29 minuty grali w osłabieniu: 10:13 w strzałach, 5:4 w strzałach celnych, 1:2 w rzutach rożnych. Remis nie jest więc dziełem przypadku.
Jerzy Dusik
