Sport

Najlepszy w historii

Ion Nicolaescu to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych mołdawskich piłkarzy od 1991 roku, gdy kraj stał się niepodległy.

Tak z gola przeciwko Polsce w październiku 2023 roku cieszył się Ion Nicolaescu. Fot. Andrew Surma/SIPA USA/PressFocus

Doskonale pamiętamy 2023 rok i dwie potyczki Biało-czerwonych z Mołdawią podczas eliminacji mistrzostw Europy 2024 roku. Trudno wyrzucić z pamięci chwile, które wiązały się z ogromnym wstydem, jaki czuli nie tylko piłkarze, ale także kibice. W czerwcu przegraliśmy z Mołdawianami 2:3. Selekcjonerem kadry był wówczas Fernando Santos, dla którego porażka była jednym z kroków na drodze do zwolnienia z pełnionej funkcji. Po porażce z Mołdawią prezes PZPN Cezary Kulesza napisał na portalu X: „Rozmawiałem z trenerem Santosem, obaj jesteśmy bardzo rozczarowani wynikiem. Mamy świadomość ciężkiej sytuacji w grupie eliminacyjnej, ale obaj wierzymy, że stać nas na zwycięstwa jesienią i bezpośredni awans na EURO 2024. W historii polskiej piłki były już trudne momenty, ale zawsze działając razem wychodziliśmy z tych kryzysów”. Ledwie trzy miesiące później Santos pożegnał się z Polską po przegranej z Albanią 0:2, a w jego miejsce zatrudniony został Michał Probierz. Już podczas pierwszego, październikowego zgrupowania zmierzył się z Mołdawią i tylko zremisował 1:1. Zagraliśmy bez Roberta Lewandowskiego, w mocno zmienionym składzie, z Patrykiem Pedą, Pawłem Wszołkiem, Patrykiem Dziczkiem i Arkadiuszem Milikiem na boisku. Rotacje w kadrze mogły być pewnym wytłumaczeniem, ale mimo wszystko remis był traktowany dokładnie tak samo, jak porażka 2:3 w pierwszym meczu.

Przez Białoruś do Izraela

Co zostało nam w pamięci po tych spotkaniach? Wielu z nas z pewnością na długo nie zapomni nazwiska Iona Nicolaescu. To właśnie on zdobywał bramki dla Mołdawii w obu spotkaniach. W pierwszym zaliczył dublet, a w drugim dał swej drużynie prowadzenie, trafiając w 26 minucie. Kim jest ten piłkarz, który dla Polaków wydawał się całkowitym anonimem? Gdy przegraliśmy z Mołdawią za kadencji Santosa, napastnik był związany z Beitarem Jerozolima. To właśnie w tym klubie się rozwinął. Wcześniej próbował sił nie tylko w Mołdawii, ale przede wszystkim na Białorusi. Trafił do Szachciora Soligorsk, skąd był wypożyczany do FK Vitebsk. W sezonie 2020 zdobył nawet 9 bramek dla ekipy z Witebska, dzięki czemu trafił na Słowację, a konkretnie do DAC Dunajska Streda. Tam jednak nie zachwycił. Przez dwa lata zdobył zaledwie kilka bramek, więc został wypożyczony do Maccabi Petah Tikwa, po raz pierwszy prezentując się w izraelskich rozgrywkach. Grał w nich przez pół roku, zdobył 5 bramek i gdy wrócił do Dunajskiej Stredy, nie byli już zainteresowani jego usługami. W Izraelu zauważył go jednak Beitar. Zapłacił Słowakom „zawrotną” kwotę 90 tysięcy euro i niespodziewanie zyskał napastnika, który poprowadził go do zwycięstwa w Pucharze Izraela. Nicolaescu w finale z Maccabi Netanya (3:0) zdobył nawet gola. To był właśnie moment w jego karierze, w którym dwukrotnie pokonywał Wojciecha Szczęsnego.

Wyprowadzka na zachód

Dobry sezon w ekipie z Jerozolimy poskutkował tym, że zainteresowały się nim kluby zachodnie. Gdy występował przeciwko Polakom w październiku 2023 roku, był już zawodnikiem Heerenveen, które zapłaciło za niego Beitarowi 1,2 miliona euro. Błyskawicznie po transferze do Eredivisie stał się piłkarzem pierwszego składu. W ligowym debiucie wpisał się na listę strzelców, ale później znacząco zwolnił. Co więcej, w premierowym w Holandii sezonie 2023/24 zdobył 5 goli, czyli zaliczył tylko 2 trafienia więcej niż w tym samym okresie w barwach reprezentacji Mołdawii! Pokonywał nie tylko bramkarza z Polski, ale także ze Szwecji oraz Kajmanów. Nie był to więc dla niego fenomenalny czas w klubowym futbolu, ale z pewnością przełomowy, bo zaczął grać w lidze na wysokim, europejskim poziomie. Z czasem zresztą zaczął radzić sobie lepiej w Holandii. W minionych rozgrywkach 8 razy pokonywał golkiperów. Skuteczny był też w krajowym pucharze, w którym we wszystkich trzech meczach (Heerenveen odpadło w 1/8 finału) wpisywał się na listę strzelców. Starał się też pomóc zespołowi w awansie do europejskich pucharów. W Eredivisie rozegrano play off o miejsce w Lidze Konferencji. W półfinale Heerenveen zagrało z AZ Alkmaar i przegrało 1:4, a rezerwowy Nicolaescu zdobył jedyną bramkę dla De Superfriezen.

Żywa legenda

Jasne dla wszystkich jest to, że nie jest to zawodnik światowego formatu. Ma 26 lat i jest przeciętnym snajperem w Holandii, jednak od 2023 roku się rozwinął. A skoro już dwa lata temu był niezwykle groźny dla polskiej defensywy, strach pomyśleć, jak trudnym rywalem będzie w piątek, gdy zmierzymy się z Mołdawianami na Stadionie Śląskim. Zresztą wyniki Nicolaescu w klubie przestają mieć znaczenie w momencie, gdy zakłada trykot drużyny narodowej. Przez lata najlepszym strzelcem w historii mołdawskiej kadry pozostawał Serghei Clascenco. Na przełomie wieków był bardzo ważną częścią reprezentacji. Jego najlepszy okres w karierze przypadł na lata 1999-2003, gdy - tak jak Nicolaescu - rozwijał się w Izraelu, w Maccabi Hajfa oraz Hapoelu Tel Awiw. W kadrze Clascenco zdobył 11 goli przez 15 lat gry. Z kolei Nicolaescu, który w reprezentacji zadebiutował w 2018 roku, ma już 17 bramek w 51 spotkaniach międzypaństwowych. Jest bezkonkurencyjny w klasyfikacji najlepszych mołdawskich strzelców w historii i jeśli któregokolwiek z rywali możemy się obawiać w piątkowym starciu, to jest nim właśnie napastnik Heerenveen.

Kacper Janoszka