Nagroda za cierpliwość
Problemy z początku sezonu w Rakowie to już raczej przeszłość. W Częstochowie myślą o gonieniu czołówki i kolejnych wygranych w Europie.
Czy Ibrahima Seck (u góry) okaże się kolejnym odkryciem Marka Papszuna? Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
W czasie, gdy inni spekulowali, kto powinien zastąpić Marka Papszuna, w Rakowie zastanawiano się tak naprawdę jedynie nad tym, co zrobić, aby trenerowi i sztabowi pomóc w sytuacji, którą można było już nazwać lekko kryzysową. Brak nerwowych ruchów i zaufanie do szkoleniowca, który jest twórcą wszystkich największych sukcesów klubu w XXI wieku, opłaciły się, ponieważ częstochowianie nie tylko wrócili na ścieżkę zwycięstw, ale pewnie pokonują kolejnych przeciwników, dominując na boisku i nie tracą przy tym goli.
Punkt zwrotny? Dwa wykluczenia
Kiedy Raków po pierwszej połowie przegrywał 0:2 w zaległym meczu z Lechem, a tak naprawdę mógł wyżej – byli tacy, którzy najchętniej Papszuna zwolniliby w przerwie. Krótko po niej grający dotąd bardzo dobrze Luis Palma brutalnie sfaulował Zorana Arsenicia. Efekt? Czerwona kartka dla gracza Kolejorza oraz poważny, wykluczający na wiele tygodni z gry uraz defensora Medalików. Od tego momentu grający liczebnej przewadze Raków zdominował rywala, odrobił straty i mógł nawet wygrać (skończyło się remisem 2:2). Dobrą grę kontynuował w kolejnych meczach. Na Widzewie Raków zagrał udaną połowę, co wystarczyło do wygranej 1:0, z Universitateą Craiova niezłe 60 minut dało bezdyskusyjne zwycięstwo 2:0, z Motorem (2:0) częstochowianie totalnie zdominowali rywala już od pierwszej do ostatniej minuty. – Ciężko jest przez 90 minut utrzymać takie samo tempo i przewagę na boisku, ale udaje nam się to w coraz większym wymiarze, co bardzo cieszy – mówił po ostatnim meczu Fran Tudor, który akurat w doliczonym czasie otrzymał niepotrzebną czerwoną kartkę.
Z Polakami jednak się da?
Raków nie stracił gola od 315 minut, nie pozwala rywalom też na kreowanie zbyt wielu sytuacji. Co równie warte odnotowania, dawno tak ważnej roli w drużynie nie odgrywało aż tylu polskich zawodników. Często zdarzało się, że z zawodników z polskim paszportem miejsce w wyjściowej jedenastce znajdował jedynie Kacper Trelowski. W meczu z Motorem oprócz tego bramkarza niemalże całą drugą linię tworzyli wyłącznie Polacy i wydaje się to w tym momencie najbardziej optymalne i najsilniejsze zestawienie częstochowian. W środku pola rządzą Oskar Repka z Karolem Struskim, na wahadle odnalazł się Michael Ameyaw, Tomasz Pieńko również dostarczył trenerowi wystarczająco dużo argumentów do tego, aby na niego stawiać. – Cieszymy się, że wróciliśmy na dobre tory, ta konsekwentna praca na pewno się opłaciła. Cały czas dążyliśmy do tego, co trener nam przekazywał. Wiemy, że idziemy w dobrym kierunku i dalej pracujemy. Teraz to się odpłaca i nam oddaje – zaznaczył Oskar Repka.
Błędy oczywiście wciąż jeszcze się zdarzają, ale Raków odzyskał kontrolę nad rywalami na boisku – zarówno w ekstraklasie, jak i w Lidze Konferencji. – Liga jest długa, a meczów sporo. Jest na czym się skupić i pracujemy dalej – dodał były gracz GKS-u Katowice.
Seck, czyli „fałszywy” obrońca
Po części z konieczności (kontuzje), a po części z trenerskiego nosa Papszun daje w tym sezonie szansę zawodnikom nieoczywistym. Takim graczem w meczu z Motorem był Ibrahima Seck, dla którego był to dopiero drugi występ w podstawowym składzie (a trzeci w ogóle w ekstraklasie, nie licząc sześciu minut w poprzednim sezonie). Po meczu szkoleniowiec przyznał, że dla zmylenia rywali ustawił go na klubowej grafice jako... lewego obrońcę. Senegalczyk powoli wchodził w spotkanie, ale finalnie jego występ można ocenić pozytywnie. – To w zasadzie dopiero drugi jego mecz, wtedy zagrał na „ósemce”, teraz na skrzydle. Nie jest to proste, szczególnie jak się długo nie gra. Bardzo nam pomógł i to jest to, o czym mówiłem już jakiś czas temu, że trzeba dbać o wszystkich zawodników w kadrze, bo nigdy nie wiadomo, kto okaże się kluczowy w danym momencie – przyznał Marek Papszun. – To jest jego nowa pozycja i odnalazł się tam bardzo dobrze. Każdy wiedział, co ma robić na boisku i naprawdę dobrze to wyglądało. Na tym się koncentrujemy i idziemy dalej – chwalił Secka i pozostałych kolegów Repka.
W Rakowie znów wszystko zaczyna się zgadzać: wyniki, dominacja nad rywalami oraz brak straconych goli. Jeśli częstochowianie utrzymają obecną formę, to dziewiąte miejsce w tabeli wkrótce również powinno ulec radykalnej poprawie. Jedyne, co może martwić sztab, to urazy, bo Papszun na razie nie może korzystać z Ariela Mosóra, Jeana Carlosa, Zorana Arsenicia, Iviego Lopeza oraz Władysława Koczerhina.
Mariusz Rajek
