Sport

Nafciarski pokaz mocy

W spotkaniu 4. serii Champions League mistrzowie Polski byli zdecydowanymi faworytami i znakomicie wywiązali się z tej roli.

Francuz Melvyn Richardson był wczoraj nie do zatrzymania. Fot. Szymon Łabiński/PAP

LIGA MISTRZÓW

Pierwsza część pierwszej połowy nie była najlepsza w wykonaniu Nafciarzy; więcej spodziewaliśmy się po grze mistrzów Polski. Jeśli w ofensywie radzili sobie w miarę przyzwoicie, to obrona nie stanowiła monolitu, nie była betonowa, co wykorzystywali goście, którzy kilkakrotnie obejmowali prowadzenie.

Wróbel już w garści

Generalnie do 20 minuty mecz był bardzo wyrównany, ale wtedy wiślacy przyspieszyli, co od razu znalazło odbicie na tablicy rezultatów. Zaczął się wynikowy odjazd gospodarzy. W 22 minucie w bramce na rzut karny pojawił się Mirko Alilović, odbił piłkę po rzucie niemylącego się do tej pory z 7 metrów Dejana Manaskova i Chorwat (obronił trzy „siódemki” w meczu!) na stałe został na parkiecie. Trener Arenas Garabaya próbował wybić z uderzenia płocczan minutowymi przerwami, ale Niebiesko-biało-niebiescy już mieli „wróbla” w garści. Przy ogłuszającym dopingu swoich fanów wyrobili sobie w miarę bezpieczną, zasłużoną, 4-bramkową przewagę, a mający 100-procentową skuteczność Melvyn Richardson po 30 minutach miał już 6 bramek w dorobku.

Spokojna Orlen Arena

Orlen Arena była więc spokojna, że na koniec ich ulubieńcy zaksięgują trzecie zwycięstwo w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Nam też się wydawało, że przewaga w umiejętnościach na korzyść Orlen Wisły jest zbyt duża, by Macedończycy mogli żywić jakiekolwiek nadzieje nawet na remis. W 34 minucie świetnie czujący zawody duńscy sędziowie wsparli się systemem VAR, po czym z boiskiem pożegnał się Nik Henigman, który dopuścił się ataku na twarz. W 40 minucie wiślacy mieli już 7 goli na plusie, a goście - z reprezentantem Polski Andrzejem Widomskim w składzie - coraz większe problemy w ataku. W 42 minucie o ostatni time out poprosił hiszpański szkoleniowiec Eurofarmu, ale Leon Szusznja, Gergo Fazekas, Lovro Mihić, czy przede wszystkim harujący w ataku, w obronie, słowem będący w znakomitej dyspozycji Richardson byli już nie do zatrzymania.

Czekając na „Sypę”

W ostatnim kwadransie obaj Hiszpanie dawali pograć wszystkim swoim zawodnikom, bo kwestia zwycięstwa była już przesądzona. Orlen Arena mogła więc świętować, a mistrzowie Polski myśleć o przyszłotygodniowej wizycie jednego z najsilniejszych europejskich teamów, Paris Saint Germain,z najlepszym polskim obrotowym, wychowankiem Wisły Płock, Kamilem Syprzakiem w składzie.

Zbigniew Cieńciała

◼  Orlen Wisła Płock – HC Eurofarm Palister Bitola 36:25 (18:14)

PŁOCK: Bergerud, Alilović - Daszek 2, Janc 2, Serdio 5, Szusznja 1, Samoiła, Richardson 8/3, Zarabec 3, Fazekas 3, Krajewski, Dawydzik 1, Mihić 4, Ilić 3, Szita 1, Kosorotow 3. Kary: 2 min. Trener Xavier SABATE.

BITOLA: Mitrevski, Macankovski - Manaskov 7/1, Widomski, Hackbarth 3, Tajnik 1, Ezzeldin, Henigman 3 (CZK, 34 min - atak na twarz), Radivojević, Kuzmanovski 2, Abutović, Kalajdjieski 1, Petar Atanasijevikj, Peszevski 3, Hosni 1, Pavle Atanasijevikj 4. Kary: 8 min. Trener Arenas GARABAYA.

Sędziowali: Mads Hansen i Jesper Madsen (obaj Dania). Widzów 5467.

Przebieg meczu: 1:0 (2.), 1:1 (3.), 4:3 (8.), 4:5 (11), 7:5 (14.), 7:8 (16), 11:9 (20.), 14:10 (23.), 17:12 (27.), 18:14 (30.), 18:15 (31.), 23:16 (39.), 25:18 (41.), 30:20 (48.), 33:22 (54.), 36:25 (30.).