Sport

Nadzieja umiera ostatnia

Wicemistrzom Polski widmo degradacji coraz głębiej zagląda w oczy.

Piłkarze Śląska po porażce w Kielcach z Koroną są na krawędzi przepaści. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

ŚLĄSK WROCŁAW

Wciąż urzędujący wicemistrzowie Polski matematycznie oczywiście mają jeszcze szanse na pozostanie w PKO BP Ekstraklasie, ale po pierwsze - przegrywając z Koroną Kielce sami sobie nie pomogli, a po drugie - wyniki zdecydowanie nie ułożyły się „pod nich”. Mam na myśli zwycięstwa Radomiaka, Puszczy Niepołomice i wspomnianej wcześniej Korony. Zwykło się mówić, że nadzieja umiera ostatnia, ale jak tu być optymistą, skoro drużyna trenera Ante Szimundży w 22. potyczkach ligowych odniosła tylko dwa zwycięstwa i aż 12 razy schodziła z boiska pokonana!

Brutalna prawda

- W meczu z Koroną nie zasługiwaliśmy na zdobycie choćby punktu - nie ukrywał irytacji szkoleniowiec wrocławian. - Korona zainwestowała wiele energii w ten mecz, więc zasłużenie zwyciężyła. W naszym przypadku, skoro graliśmy tylko przez 45 minut, to nie zasłużyliśmy na nic. Jeżeli chcemy osiągnąć sukces w życiu, czy w piłce nożnej, to musimy konsekwentnie pracować. Jeżeli gra się raz lepiej, raz gorzej, to trudno coś osiągnąć. Nie wydaje mi się, że to jest problem w głowach piłkarzy. Musimy grać na najwyższym poziomie za każdym razem. Dlaczego w Kielcach drużyna zaczęła grać lepiej dopiero po utracie drugiego gola? To jest zagadka również dla mnie. Jeżeli włożylibyśmy w cały mecz tyle sił, co w drugiej połowie, wynik byłby inny. W drugiej części Korona nie stworzyła żadnej sytuacji, rzut karny dla rywali był decyzją sędziego. Dominowaliśmy, ale 45 minut gry nie było wystarczające.

Personalne dylematy

Dla wielu obecność w podstawowej jedenastce Śląska Sebastiana Musiolika była zaskoczeniem. Słoweniec wyjaśnił powody takiej decyzji. - Sebastian Musiolik rozpoczął mecz w pierwszym składzie, ponieważ Assad Al Hamlawi nie trenował przez cały tydzień - powiedział 53-letni szkoleniowiec. - Miał drobny uraz i odbył tylko jeden trening z drużyną. To był powód gry Sebastiana od początku. Z kolei Serafin Szota, dzięki swojej postawie, zasługiwał, żeby zagrać. To jednak nie znaczy, że Jehor Macenko nie zasłużył na wyjście w pierwszym składzie. Plan był taki, że jeżeli coś pójdzie nie tak, wówczas Jehor pojawi się na murawie.

Czego trener Szimundża oczekuje od swoich zawodników w tym tygodniu? - Oczekuję reakcji na treningach - powiedział Słoweniec. - Piłkarze muszą poprawić swoją jakość na następny mecz. Jakie są szanse Śląska na utrzymanie w ekstraklasie? Wciąż wierzę, że osiągniemy ten cel. Jeżeli nie będziemy myśleć w ten sposób, jakimi będziemy sportowcami? Czy sytuacja wyraźnie poprawiłaby się, gdybyśmy wygrali z Koroną? Nie. Dalej musimy być konsekwentni, pracować i wygrywać mecze.

Nie wszystko stracone?

29-letni Hiszpan Jose Pozo jest zawiedziony brakiem punktów w ostatnim spotkaniu. - To był trudny mecz - przyznał pomocnik. - W pierwszej połowie graliśmy nieźle, ale bramka stracona „do szatni” sporo nam utrudniła. Rozkręcaliśmy się od początku spotkania, mieliśmy swój moment pod koniec pierwszej połowy, ale to Korona strzeliła gola, a nie my. W drugiej połowie chcieliśmy odwrócić losy meczu, było dużo rzutów rożnych, autów, rzutów wolnych, ale Korona dobrze się broniła. Zasługiwaliśmy na więcej, ale niestety „jedenastka” dla rywali nas dobiła. Jednak nie wszystko jest stracone, musimy walczyć i w następnym meczu z Legią Warszawa wygrać.

Bogdan Nather