Na wyjeździe, czyli... u siebie
Rozmowa Jarosławem Skrobaczem, trenerem Odry Opole
W sierpniu w Tychach GKS zremisował z Odrą 0:0. Rewanż też zostanie rozegrany na tyskim stadionie. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
- Szukamy punktów w każdym spotkaniu i te nasze dwa pierwsze mecze w tym roku to potwierdziły. Następne występy też chcemy traktować w ten sam sposób, ale do dobrej gry dodać zwycięstwa. Są nam bardzo potrzebne, co udowadnia... nasz najbliższy przeciwnik. Jeszcze dwa tygodnie temu GKS Tychy znajdował się w podobnej sytuacji jak my, ale dzięki fajnej serii, którą tyszanie złapali, są już w bardzo dobrych nastrojach. W tabeli nadal są blisko nas, ale w klasyfikacji rundy rewanżowej, czyli w 4 ostatnich spotkaniach są zdecydowanie na 1. miejscu. Widać też, że gra zespołu Artura Skowronka ewoluuje i nam to także nie umknęło. To drużyna dobrze przygotowana fizycznie i mająca swoje zasady na boisku, więc myślę, że będą się starali to realizować na swoim boisku, choć grać będą na nim w roli gości.
Jak wyglądał mikrocykl przed meczem z GKS-em Tychy?
- Wróciliśmy z Płocka w poniedziałek późno w nocy, więc ten pierwszy dzień mikrocyklu był mocno okrojony. Oczywiście na naszym nowym stadionie są kapitalne warunki do odnowy, więc jeżeli ktoś chciał skorzystać, to mógł to zrobić indywidualnie, a od wtorku rozpoczęliśmy już normalne treningi. We wtorek i w środę analizowaliśmy też naszą grę, a w czwartek podglądaliśmy naszego najbliższego rywala, ale praktycznie każdy trening w tym tygodniu był podporządkowany taktyce na mecz w Tychach, a więc na wyjeździe, czyli u siebie.
Wyjazd do Tychów zaplanowaliście na sobotę?
- Nie. Po piątkowym popołudniowym treningu wyjechaliśmy w kierunku Tychów, bo w sytuacji, w której sam dojazd trwa dwie godziny ze skulonymi nogami, a do tego dodamy całą organizację - pakowanie, posiłek i przyjazd 2 godziny przed meczem - to wychodzi nam, że trzeba byłoby wyjechać z Opola rano. Podchodzimy do wszystkich szczegółów ze wszech miar bardzo poważnie, bo wiemy o co gramy i nie chcemy zaniedbać żadnego szczegółu.
Czy Mateusz Czyżycki w jakiś specjalny sposób przygotowuje się do powrotu na „stare śmieci”?
- Myślę, że dla niego będzie to podróż sentymentalna, bo spędził tu dobre miesiące, a po sezonie 2022/23, w którym rozegrał tu 31 spotkań i strzelił 9 goli, awansował do ekstraklasy, przechodząc do Korony. Wiemy też, że w Kielcach przez problemy zdrowotne miał długą przerwę, a dodatkowo po przejściu do Odry miał pecha, bo w styczniu uciekło mu półtora tygodnia z okresu przygotowawczego, gdyż borykał się z przeziębieniem. Wierzę, że Mateusz, choć już teraz jesteśmy z niego zadowoleni, szczyt formy ma jeszcze przed sobą.
Czy kartkowe pauzy Jirziego Pirocha i Szymona Szklińskiego skomplikowały panu formowanie składu na mecz w Tychach?
- Jesienią nieobecność jednego czy dwóch zawodników była wielkim problemem, który spędzał mi sen z powiek. Teraz natomiast jest zdrowa rywalizacja, a ponieważ do gry po pauzie w Niecieczy wracają Adrian Purzycki i Piotr Żemło, od przybytku głowa nie boli. Na obsadzenie środka obrony mamy czterech kandydatów, bo są Chrzanowski, Żemło, Kamiński, Błyszko, a nawet Pochcioł, który też może tam zagrać i wierzę, że ten przyjemny ból głowy będziemy mieli także od przybytku punktów.
Rozmawiał Jerzy Dusik
Fot. Krzysztof Porębski/Pressfocus.pl