Sport

Na Podlasiu trzymają fason

– To dla nas niewątpliwie ogromny sukces – podsumował sezon Jagiellonii trener Adrian Siemieniec. Białostoczanie zdobyli prawie tyle samo punktów, co w poprzednim sezonie.

Afimico Pululu dawał się we znaki nie tylko polskim defensorom. Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Mistrz z 2025 roku jest silniejszy niż mistrz z roku 2024, więc siłą rzeczy Jaga – zdobywająca nie 63, a 61 punktów – miała nieco dalej do tytułu, niż miałaby z takim dorobkiem przed rokiem. Aczkolwiek i teraz, i przed 12 miesiącami 61 „oczek” dałoby najniższy stopień podium.

Co z tym prądem?

Jak więc można oceniać ten sezon w wykonaniu Jagiellonii? Teoretycznie mogło być lepiej, bo dużo wcale nie zabrakło. Długo Duma Podlasia trwała w potrójnej walce o tytuł z Rakowem Częstochowa i Lechem Poznań, ale przez słabą końcówkę – o której wspominany w sekcji „minus” – na kilka kolejek przed końcem odpadła z wyścigu o mistrzostwo i koniec końców... musiała drżeć o udział w europejskich pucharach. Końcowe tygodnie były więc dla białostoczan słabe, by nie powiedzieć, że bardzo słabe. To zastanawiające z tego powodu, że już od jakiegoś czasu Jaga nie brała przecież udziału w innych rozgrywkach. Końcem lutego odpadła z Pucharu Polski (po wielu kontrowersjach sędziowskich, które mogły być na korzyść Legii Warszawa), a w połowie kwietnia zakończyła swój udział w Lidze Konferencji. Wszystkie siły powinna więc rzucić na ekstraklasę, by dokonać historycznej obrony tytułu – ale tak się nie stało. Czyżby białostoczanom odcięło prąd?

Poziom szczególnie wysoki

Z drugiej jednak strony ocena sezonu nie może dotyczyć tylko kilku ostatnich tygodni – choć zgodnie z powiedzeniem prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, nie zaczynają. Przez zdecydowaną większość sezonu Jagiellonia trzymała jednak fason i poza dwoma kolejkami z jesieni – gdy rozgromił ją 5:0 Lech i gdy zremisowała 1:1 z Legią – nie wypadała poza podium. Jest to istotne o tyle, że poziom trudności był dla ówczesnych mistrzów Polski wyraźnie podniesiony koniecznością gry w europejskich pucharach. Selekcjoner Michał Probierz mówił kiedyś, że dla polskich zespołów są one „pocałunkiem śmierci”, ale najwyraźniej Jaga lubi się całować, bo mimo wysokich obciążeń radziła sobie w lidze znakomicie. Jasne, w sierpniu i wrześniu złapała kryzys, w którym traciła więcej goli niż dziurawy worek ziaren pszenicy, ale każdy ma prawo do słabszego momentu. Tym bardziej że – wychodząc już poza ekstraklasę – koniec końców doprowadziło to Jagiellonię do znakomitej serii w Lidze Konferencji, która dała mnóstwo radości. Zarząd nie spanikował i nie zwolnił trenera.

Niebywała sprawa

Po zamykającym kampanię remisie z Pogonią 1:1 trener Adrian Siemieniec mówił: – To, że kończymy z brązowym medalem i drugi rok z rzędu będziemy reprezentować naszą ligę i kraj w europejskich rozgrywkach, jest dla nas niewątpliwie ogromnym sukcesem. Biorąc pod uwagę ćwierćfinał Ligi Konferencji, Superpuchar Polski oraz fakt, że to był nasz 56. mecz w sezonie, który był naszym pierwszym z takim doświadczeniem, jest to niebywała sprawa, za co drużynie niesamowicie dziękuję i gratuluję raz jeszcze. Dokonała niesamowitych rzeczy. Dziękuję całemu klubowi za tę wspólną drogę. Dziękuję całemu sztabowi szkoleniowemu. Bardzo dziękuję kibicom za to, że cały czas byli z nami, wspierali nas i wierzyli w nas do samego końca. Teraz trochę prywaty. Bardzo dziękuję żonie i rodzinie. Wiem, ile ich to kosztuje, jak mocno to przeżywają. Po końcówce widziałem, że emocje były ogromne, ale bardzo się cieszę na urlop, który będzie dla nas fantastyczny przez to, co wydarzyło się w tym sezonie. Dziękuję za to, że są ze mną, wspierają mnie i zawsze mogę na nich liczyć. Niezależnie od tego, czy jest dobry, czy słabszy moment – mówił szkoleniowiec z Czeladzi.

Spotkanie na szczycie góry

Nie można zapominać o drodze, jaką przeszła Jagiellonia, by znaleźć się tu, gdzie jest obecnie. W 2023 roku ledwo uratowała się przed spadkiem, by już rok później założyć koronę. Wykorzystała słabość reszty ligi (wicemistrzem został Śląsk, to mówi z obecnej perspektywy wiele), a teraz, gdy liga poniekąd wróciła do normy, nie odpuściła. Weszła na szczyt i choć minimalnie się osunęła, to z niego nie spadła – a to największa sztuka. – Byliśmy świadomi swojej wartości, wiemy, jaką jesteśmy drużyną. Wiedzieliśmy jak ważne dla całego klubu i dla nas osobiście jest to podium. Skupialiśmy się pojedynczo na każdym meczu i wiedzieliśmy, że nawet jeśli przyjdą niepowodzenia, to są one normalne w piłce. Byliśmy pewni, że, jak to mówi klasyk, wszyscy spotkamy się na szczycie góry – powiedział bramkarz Dumy Podlasia Sławomir Abramowicz.

Piotr Tubacki

5  RAZY na podium kończyła ekstraklasę Jagiellonia w swojej historii. W 2015 roku (3. miejsce), 2017 (2.), 2018 (2.), 2024 (1.) i 2025 (3.). Najwięcej punktów (71) zdobyła w edycji 2016/17, lecz był to wtedy format z 37 kolejkami.