Muszę zaangażować bardzo duże środki
Rozmowa z Bartłomiejem Januszką, nowym właścicielem Włókniarza Częstochowa
Kibice Włókniarza wiążą z nowym rozdaniem bardzo duże nadzieje. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
Zacznijmy sportowo. Jack Holder ponoć jest bardzo blisko Włókniarza. To prawda?
– Teraz nie mogę tego ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Zostało nam bardzo mało czasu na transfery i ubolewam nad tym faktem. Rozmawiamy z wieloma zawodnikami, bo chcielibyśmy się utrzymać w ekstralidze, a do tego będą potrzebni liderzy. Mam nadzieję, że mimo tak późnego okresu uda się doprowadzić do pozytywnego finału kilka rozmów i pozyskamy dobrych fachowców do jazdy na wysokim poziomie. To kwestia tygodnia, może dwóch, kiedy ogłosimy w mediach pierwsze nazwiska.
Na konferencji padły słowa, że rozmowy o przejęciu Włókniarza rozpoczęły się stosunkowo niedawno – półtora, dwa miesiące temu. Wcześniej nie myślał pan, aby wejść w częstochowski żużel już nie tylko jako główny sponsor (Krono-Plast to firma Januszki – przyp. red.), ale właściciel?
– Miałem propozycję wcześniej, ale do końca nie byłem przekonany, aby to robić. Jak już doszło do poważniejszych rozmów, to chciałem mieć kontrolę nad wszystkim, czyli również stowarzyszeniem. Jeśli miałem w to wejść, to w stu procentach, bo trudno byłoby mi z kimś dzielić władzę. Nie jest to proste, ale wówczas odpowiedzialność spada tylko na mnie.
Rozwiejmy spekulacje o długach Włókniarza powstałych za prezesury Michała Świącika. Mówi się, że to kilkanaście milionów złotych. Jak naprawdę wygląda sytuacja?
– Faktycznie dużo się o tym w mediach mówiło, ale co do kwot nie będę zdradzał szczegółów. Faktem jest, że klub przejmuję za złotówkę, ale też nie ukrywam, że muszę bardzo dużo środków prywatnych i firmowych zaangażować w dalsze prowadzenie Włókniarza. Tylko tyle mogę teraz powiedzieć.
Wcześniej był pan kibicem żużla czy ta miłość do dyscypliny zrodziła się w czasie zaangażowania sponsorskiego?
– Nie ukrywam, że od dziecka chodziłem na Włókniarza, tata mnie zabierał. Muszę też przyznać, że będąc sponsorem, gdy zacząłem poznawać tę dyscyplinę bardziej od strony garażu, moje wyobrażenie o żużlu radykalnie się zmieniło. Dopiero teraz dostrzegam, ile jest aspektów, które trzeba spełnić, od ludzkich po sprzętowe. Dopiero widząc żużel od środka, otwierają się oczy na ten sport.
Jak duże zmiany zajdą w klubie od strony organizacyjnej i personalnej? Bardziej należy spodziewać się rewolucji czy raczej ewolucji?
– Nie da się wywrócić do góry nogami czegoś, co personalnie funkcjonuje dobrze. Na górze zmieni się zarząd, ale resztę zamierzam podtrzymać. Dokapitalizować klub osobowo, bo pewne braki są. Patrząc całościowo na klub, to jest on dobrze rozwinięty.
Obecny na konferencji był również prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. Czy gwarancje ze strony miasta były kluczowe, aby zaangażował się pan w ten projekt?
– Owszem, od tych rozmów wszystko było uwarunkowane. Klub stanął przed wymogiem licencyjnym, którego de facto sam nie mógłby spełnić, bo delikatnie trzeba zainwestować w obiekt. Miasto odniosło się do tego w sposób właściwy, na zasadzie, że skoro chcemy mieć w Częstochowie żużel, to zadeklarujemy pomoc. Miasto nie jest w najłatwiejszym położeniu, bo w Częstochowie są trzy kluby w najwyższej klasie rozgrywkowej. My bierzemy funkcjonowanie klubu na siebie, a zadaniem miasta będzie poprawa infrastruktury.
Kim będzie nowy prezes? To osoba ze środowiska żużlowego czy bardziej biznesmen, który jest kibicem?
– W ciągu tygodnia wszystko powinno być jasne i ogłosimy to oficjalnie. Jest to osoba, która łączy obie te cechy.
Kiedy możemy spodziewać się informacji dotyczących składu oraz funkcjonowania klubu?
– Teraz celem było jedynie przekazanie opinii publicznej, że zmienia się właściciel, a wszystkie inne aspekty będą dopiero poruszane. Myślę, że będzie tego sporo, ale dawkujmy informacje krok po kroku.
Rozmawiał Mariusz Rajek
