Sport

Muszą grać!

W miniony weekend oficjalnie potwierdzono transfery dwóch reprezentantów Polski. Kacper Urbański zostaje we Włoszech, Mateusz Bogusz podpisał kontrakt w Meksyku.

Mateusz Bogusz po dwóch latach spedzonych w USA, chce podbić ligę meksykańską. Fot. Cruz Azul

Zimowe okno transferowe jest okazją dla reprezentantów Polski do tego, żeby zmienić barwy klubowe. Z takiego założenia wyszedł Kacper Urbański. Pomocnik od czerwca 2024 roku, kiedy to zadebiutował w meczu z Ukrainą, zagrał w każdym spotkaniu kadry narodowej. Zagrał tym samym w trzech meczach grupowych na mistrzostwach Europy w Niemczech oraz w sześciu starciach Ligi Narodów jesienią.

W poszukiwaniu minut

Urbański regularnie w Serie A zaczął grać w poprzednim sezonie pod okiem Thiago Motty. W sezonie 2023/24 zagrał w sumie w 22 spotkaniach, przebywając na włoskich boiskach przez 920 minut. Sytuacja polskiego pomocnika uległa drastycznej zmianie, gdy trener zdecydował się na przenosiny do Juventusu, a boloński zespół przejął Vincenzo Italiano. Ten 47-letni trener nie widział Urbańskiego w kadrze, przez co w rundzie jesiennej zawodnik zagrał tylko w siedmiu meczach ligowych (244 minuty).

Dla Urbańskiego było to za mało, więc razem z klubem podjął decyzję o przeprowadzce. W ramach wypożyczenia spędzi najbliższe pół roku w Monzy. Czy to dobry ruch 20-latka? Wydaje się, że podjął najlepszą możliwą decyzję. W końcu nadal będzie miał szansę występować w Serie A. Tyle że trafił do znacznie słabszego zespołu, który walczy o utrzymanie (znajduje się na ostatniej lokacie), więc konkurencja jest w nim mniejsza. Urbański ma pomóc drużynie w wydostaniu się ze strefy spadkowej, choć zadanie nie będzie łatwe. Trener Monzy jednak się nie poddaje. - Jestem szczęśliwy, bo transfer Urbańskiego jest sygnałem zaufania od władz klubu - powiedział Salvatore Bocchetti, który szkoleniowcem Monzy jest od 23 grudnia 2024 roku. Od tego momentu rozegrał cztery spotkania, w których trzykrotnie przegrał i odniósł jedno zwycięstwo - w meczu z Fiorentiną.

Wybrał Meksyk

Na transfer zdecydował się także Mateusz Bogusz. Dzięki temu, że w zespole Los Angeles FC w 2024 roku prezentował się bardzo dobrze (36 meczów w MLS, 16 bramek, 8 asyst), zainteresował się nim selekcjoner Michał Probierz. Dzięki temu otrzymywał zaproszenie na jesienne zgrupowania. Zagrał w dwóch spotkaniach - przeciwko Chorwacji (0:1) oraz Portugalii (1:5). Pomimo że w MLS radził sobie wyśmienicie, postanowił spróbować sił w lidze meksykańskiej. O tym transferze dyskutowano od kilku tygodni, aż w końcu klub Cruz Azul oficjalnie przedstawił Bogusza jako swojego nowego piłkarza. Cruz Azul zapłaciło za niego prawie 9 milionów euro, a były zawodnik Ruchu zasłużył także na szczególną prezentację w formie wideo. Na nagraniu przedstawiciele klubu ze stolicy udali się do polskiej restauracji w Meksyku. Gdy kelnerzy zapytali się „co podać?”, odpowiedzieli, że potrzebują młodego ofensywnego pomocnika, umiejącego grać jako napastnik, który ma doświadczenie z gry w Europie i w reprezentacji. Wtedy ich oczom okazał się Bogusz. Nadzieje wśród kibiców zostały więc odpowiednio rozbudzone.

Oby był pożytek

Najważniejsze przy obu transferach jest to, żeby polska reprezentacja miała z tych zawodników pożytek. W sytuacji Urbańskiego można liczyć na poprawę regularności występów, na czym Michałowi Probierzowi najbardziej zależy. Reprezentanci muszą grać na co dzień w swoich klubach. Natomiast Bogusz może swoją pozycję… tylko pogorszyć. Nie trafił do topowej ligi i żeby nadal otrzymywać powołania, musi prezentować co najmniej taki sam poziom jak w MLS. Michał Probierz, według Łukasza Olkowicza z „Przeglądu Sportowego”, nie ma problemu z tym, że Bogusz wybrał nieco egzotyczny kierunek. Selekcjoner nie ma zamiaru z góry rezygnować z jego usług, bo najważniejsze jest to, żeby grał regularnie i był w dobrej dyspozycji.

Możliwe, że na tym ruchy kadrowiczów tej zimy się nie zakończą, bo na Półwyspie Apenińskim coraz głośniej jest o potencjalnych przenosinach Nicoli Zalewskiego, który łączony jest z Como oraz Olympique Marsylia.

Kacper Janoszka