Sport

Momenty dekoncentracji

Barcelona, strzelając cztery gole, powinna wygrać z Atletico. Tymczasem madrytczycy wrócili do domów ze stadionu olimpijskiego w stolicy Katalonii z remisem.

Wojciech Szczęsny został czterokrotnie pokonany przez piłkarzy z Madrytu. Fot. PAP/EPA

HISZPANIA

Wtorkowy mecz półfinału Pucharu Króla był futbolowym świętem. Barcelona grała z Atletico Madryt i już przed pierwszym gwizdkiem można było z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, że będzie to fantastyczne widowisko. I tak w rzeczywistości było.

Barcelona zagrała świetne spotkanie i tylko przez kilka minut grała gorzej od „Los Colchoneros”. Te chwilowe momentu zastoju były decydujące, jeżeli chodzi o wynik rywalizacji. Trudno zrozumieć, co właściwie się stało, ale najprościej stwierdzić, że „Dumie Katalonii” zabrakło koncentracji w ważnych momentach. Nie potrafiła odnaleźć się na boisku od razu po rozpoczęciu spotkania, przez co Julian Alvarez pokonał Wojciecha Szczęsnego już w 1 minucie, a Antoine Griezmann podwyższył na 2:0 pięć minut później. Następnie skupienia gospodarzom zabrakło w ostatniej fazie starcia, gdy Marcos Llorente strzelał w 84 minucie, a Alexander Sorloth w doliczonym czasie gry. Tym samym polski bramkarz „Blaugrany” cztery razy wyciągał piłkę z siatki, a i tak… Barcelona zremisowała z przyjezdnymi z Madrytu. Jak to możliwe?

Hansi Flick miał pomysł, jak rozegrać półfinałowe spotkanie i plan ten działał przez większą część meczu. Pomiędzy pierwszymi dwoma i dwoma ostatnimi golami w wykonaniu Atletico Barcelona także czterokrotnie umieściła piłkę między słupkami. Grała bardzo dobrze, dominowała, a gole – w większości – strzelali ci, na których na co dzień nie spoczywa odpowiedzialność za zdobycze bramkowe. Pedri, Pau Cubarsi i Inigo Martinez wyprowadzili Barcelonę na prowadzenie już w pierwszej połowie. Czwartego gola dla Katalończyków zdobył Robert Lewandowski, który na placu gry zameldował się dopiero w 68 minucie (gola zdobył w 74), ponieważ niemiecki szkoleniowiec dał szansę Ferranowi Torresowi, który w miniony weekend pokonał bramkarza Las Palmas w rozgrywkach ligowych. Tym razem Hiszpan nie imponował skutecznością – zanim zszedł z boiska miał dwie fenomenalne okazje na gola, ale przy obu był nieskuteczny. Być może, gdyby Lewandowski grał od początku, goli byłoby więcej. Choć podkreślmy, że gra Polaka – poza tym, że strzelił gola – także odbiegała od standardów narzuconych przez Barcelonę w tym sezonie.

- To rozczarowujące, gdy osiąga się remis po tym, jak prowadziło się 4:2 – powiedział po spotkaniu Pedri, strzelec pierwszego gola dla „Blaurgany”. W podobnym tonie wypowiadał się także Hansi Flick. – Jesteśmy zawiedzeni rezultatem, ale to był mecz, który rozegraliśmy świetnie i na tym się skupiam. Trzeba utrzymać w zawodnikach pewność siebie, którą widzieliśmy we wtorek, ale musimy też porozmawiać o straconych golach. Tak nie może być. Były one stracone zbyt łatwo – przekazał niemiecki szkoleniowiec. Dzięki temu, że od półfinałów w Pucharze Króla rozgrywane są dwumecze, Atletico i Barcelona nie musiały rozgrywać we wtorek dogrywki. Zamiast tego spotkają się ponownie 2 kwietnia podczas rewanżu na Estadio Metropolitano w stolicy Hiszpanii.

Kacper Janoszka

Półfinał Pucharu Króla

◼  Barcelona – Atletico 4:4 (3:2)

0:1 – J. Alvarez (1), 0:2 – Griezmann (6), 1:2 – Pedri (19), 2:2 – Cubarsi (21), 3:2 – I. Martinez (41), 4:2 – Lewandowski (74), 4:3 – Llorente (84), 4:4 – Sorloth (90+3)

BARCELONA: Szczęsny – Kounde, Cubarsi, I. Martinez, Balde – de Jong, Pedri (85. E. Garcia) – Yamal, Olmo, Raphinha (85. F. Lopez) – F. Torres (68. Lewandowski). Trener Hansi FLICK.

ATLETICO: Musso – Llorente, Gimenez, Lenglet, Galan (55. Reinildo) – Simeone (55. Lino), de Paul (68. Correa), Barrios, Gallagher (60. Molina) – Griezmann (68. Sorloth), J. Alvarez. Trener Diego SIMEONE.

Mecz Real Madryt - Real Sociedad zakończył się po zamknięciu numeru.