Sport

Mocna odpowiedź

Remis w wielkim finale. Tym razem Oklahoma była lepsza od Indiany.

Mecz numer dwa nie układał się po myśli Indiany, a trener Rick Carlisle miał sporo zastrzeżeń do arbitrów. Fot. PAP/EPA

NBA

Mecz numer dwa miał podobny przebieg do pierwszego, z tym jednak wyjątkiem, że w ostatniej kwarcie gospodarze nie dali sobie odebrać prowadzenia i do końca kontrolowali przebieg wydarzeń. Thunder wygrali 3 z 4 części, ale decydująca była kwarta druga, w której dominacja miejscowych była przytłaczająca. Oklahoma wygrała ten fragment 33:21 i od tej pory trzymała rywali na dystans. W tej części Oklahoma zaliczyła serię 19:2, a najwyższe prowadzenie wynosiło 23 punkty. Indiana wygrała czwartą kwartę trzema „oczkami", ale to nie zmieniło obrazu spotkania. - Zagraliśmy kiepską pierwszą połowę. W drugiej było lepiej, ale to za mało - komentował trener Pacers Rick Carlisle.

Najlepszym zawodnikiem meczu ponownie był Shai Gilgeous-Alexander, który zdobył 34 punkty (w pierwszym meczu 38), miał też 5 zbiórek, 8 asyst i 4 przechwyty. - W przypadku spotkań z Indianą kluczowa jest defensywa. To przeciwnik o niesamowitej sile ataku, gra szybko i zdobywa mnóstwo punktów - tłumaczył po meczu Gilgeous-Alexander. - Każdy sezon to wzloty i upadki. Seria to także wzloty i upadki. Drużyna, która potrafi zachować spokój i wyciągać wnioski z doświadczeń, wyjdzie z tego zwycięsko - dodał. W Oklahoma City dobry mecz zagrali także Chet Holmgren (15 pkt, 6 zbiórek), Alex Caruso (20 pkt) oraz Jalen Williams (19 pkt, 5 zbiórek, 5 asyst).

Gospodarze byli tego wieczoru lepsi w zbiórkach (43-35), mieli lepszą skuteczność rzutów z gry (49-45) oraz na linii osobistych (88-73). To pierwsza finałowa wygrana Thunder od rywalizacji z Miami w 2012 roku.

Teraz rywalizacja przenosi się do Indianapolis. Najpierw mecz w środę, a potem w piątek.

Finał

◼  Oklahoma City - Indiana 123:107, stan rywalizacji 1-1

(p)