Mętna Wisła
Człowiek wiedział, a jednak się łudził – mogli narzekać po drugiej porażce ze Zniczem kibice „Białej gwiazdy”.
Piłkarze Znicza nie pozwolili na wiele także gwieździe Wisły Angelowi Rodado. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Wyżej notowani rywale stracili po dwa punkty? Wisła nie wykorzystała takiej sytuacji nie po raz pierwszy, co więcej – po drugiej porażce ze Zniczem jej strata jeszcze wzrosła. Nie dziwi, że po takiej grze gospodarzy żegnały gwizdy. Część kibiców, z zajmowanego przez ultrasów sektora za bramką, wyzywała także byłego zawodnika i działacza Wisły Zdzisława Kapkę, który od kilku lat jest dyrektorem sportowym Wieczystej. „Gniazdowy” przekazał im, że medalista MŚ z 1974 roku ma blokować inwestycję Wojciecha Kwietnia w 13-krotnego mistrza Polski.
Wykorzystali jedną z dwóch
Dobę przed meczem trener gospodarzy mówił, że widzi u piłkarzy głód gry, świeżość i ekscytację, jednak do przerwy wyglądali, jakby chcieli udowodnić, że jest odwrotnie. Grali statycznie i schematycznie, więc przekłamaniem byłaby relacja, że bili głową w mur nisko ustawionego zespołu z Mazowsza. Wisła nawet nie potrafiła zbliżyć się do tego muru, stworzyć sytuacji. Piotr Misztal musiał przerzucać piłkę nad poprzeczkę po główce ustawionego tyłem do bramki Łukasza Zwolińskiego, ale to spryt obstawionego przez dwóch obrońców napastnika, a nie składna akcja drużyny spowodowała to zagrożenie. Znicz miał dwie świetne okazje i jedną wykorzystał. Gospodarze pogubili się na prawej stronie i po chwili z pola karnego pod poprzeczkę huknął Paweł Moskwik, któremu podawał Bartłomiej Ciepiela. Nie popisał się Dawid Szot, z asekuracją nie zdążyli koledzy. Raczej nie utrzyma on miejsca w wyjściowym składzie na prawej obronie, które wywalczył zimą. Po zmianie Bartosz Jaroch prezentował się lepiej w ataku i obronie.
Zwoliński w słupek
Po wyjściu z szatni na II połowę krakowianie zaczęli nieco żwawiej wymieniać między sobą piłkę, mniej było oznak, że może ktoś podmienił zawodowców z oldbojami „Białej gwiazdy”. Po godzinie z pierwszej piłki uderzył James Igbekeme, ale dobrze grający na przedpolu Misztal nie miał też problemów z rzuceniem się w stronę prawego słupka i odbił piłkę na rzut rożny. W Wiśle często w parze z niemocą pojawia się pech. Tak też było w sobotę. Miał go Zwoliński, najlepszy z wiślaków, choć gdzieś zgubił skuteczność ze sparingów, który po dośrodkowaniu Frederica Duarte główkował w słupek, a próbujący dobijać Tamas Kiss pośliznął się i przewrócił. Goście groźnie kontrowali. Pod koniec na boku łatwo dał się ograć Alan Uryga i obejrzał ósmą kartkę w sezonie, czym wykluczył się z udziału w spotkaniu z Ruchem Chorzów na Stadionie Śląskim. W drugiej połowie na boisko wszedł obchodzący 15 lutego 18. urodziny Filip Baniowski, dla którego był to debiut w 1. lidze.
– Zdecydowanie nie jest to start, który chcielibyśmy mieć na początek rundy, natomiast ona jest długa i dużo meczów przed nami. Pierwsze połowa zdecydowanie była poniżej naszych możliwości, w drugiej było trochę lepiej. Oby to był po prostu zły początek dobrego startu. Pomysł Znicza był taki, jakiego się spodziewaliśmy, do tego bardzo dobre wykonanie – trudno było nam się przebić przez obronę, a kontrataki rywalibyły dość niebezpieczne – skomentował Jarosław Królewski, prezes Wisły.
Michał Knura
OCENA MECZU ⭐ ⭐
◼ Wisła Kraków – Znicz Pruszków 0:1 (0:1)
0:1 – Moskwik, 27 min
WISŁA: Letkiewicz – Szot (58. Jaroch), Uryga, Biedrzycki, Mikulec – Duda (75. Baniowski), Igbekeme – Baena (66. Kiss), Rodado (66. Sukiennicki), Alfaro (59. Duarte) – Zwoliński. Trener Mariusz JOP.
ZNICZ: Misztal – Ochrończuk, Kendzia, Koprowski – Plewka – Sokół (90. Proczek), Nowak, Majewski (71. Tabara), Ciepiela (71. Borecki), Moskwik (71. Góra) – Stanclik (75. Kazimierczak). Trener Grzegorz SZOKA.
Sędziował Mateusz Piszczelok (Katowice). Widzów 15115. Żółte kartki: Sukiennicki, Uryga – Ochrończuk, Góra.
Piłkarz meczu – Piotr MISZTAL
GŁOS TRENERÓW
Grzegorz SZOKA: - Czy wynik jest sensacją? Nie wiem. Wygraliśmy mecz z Wisłą w tamtej rundzie, wygrywaliśmy też z innymi drużynami, które walczą o to, aby awansować czy wejść do baraży. Po prostu taka jest specyfika ligi. Nie wiem do końca, z czego to wynika – czy to jest jakość zawodników, czy to jest organizacja gry, ale to nie jest od dzisiaj. W 1. lidze od lat były niespodzianki. Zawsze się mówi, że to jest wyrównana liga, że każdy może wygrać z każdym. Jakbyśmy mówili, że to sensacja, to tych sensacji w każdej kolejce byśmy kilka znaleźli.
Mariusz JOP: - Pierwsza połowa była zdecydowanie nieudana. Byliśmy mało agresywni z piłką, za mało pracowaliśmy też bez piłki. Za mało było ruchów, które rozrywałyby tę skomasowaną obronę przeciwnika. W drugiej połowie byliśmy na pewno stroną przeważającą. Rywal bronił się nisko, bronił się szczęśliwie. Czasami są takie spotkania, że przeciwnik oddaje jeden celny strzał i ją zdobywa, a my według statystyk mieliśmy chyba 29 stworzonych sytuacji bramkowych, z czego żadna nie zakończyła się golem. Na pewno jest rozczarowanie, ogromny niedosyt, bo liczyliśmy na to, że zdobędziemy 3 punkty.