Sport

Marzenia zostawmy kibicom

Rozmowa z Radosławem Gilewiczem, byłym reprezentacyjnym napastnikiem

Musimy ciężko pracować, a nie liczyć na łut szczęścia w losowaniu. Fot. Paweł Bejnarowicz/PressFocus

Jak to się stało, że pojawił się pan na pogrzebie Jana Furtoka w poczcie sztandarowym Polskiego Związku Piłki Nożnej?

To była inicjatywa PZPN. Już na pogrzebie trenera Franciszka Smudy w poczcie sztandarowym szli znani zawodnicy lub byli reprezentanci Polski. Dlatego, gdy otrzymałem telefon z taką propozycją, oczywiście natychmiast się zgodziłem. To dla mnie duże wyróżnienie, abstrahując od faktu, że i tak byłbym na pogrzebie Janka. Przez wiele lat graliśmy razem w reprezentacji Śląska oldbojów, której miałem przyjemność być kapitanem. Pożegnaliśmy Janka z honorem. To był wielki piłkarz i wspaniały kolega. Oby tylko jak najmniej było okazji do takich spotkań w naszym środowisku.

To przejdźmy do najważniejszego wydarzenia reprezentacyjnego, jakie czeka nas u końca roku - piątkowego losowania grup eliminacyjnych mistrzostw świata 2026. Ma pan swoją grupę marzeń i grupę, której by pan nie życzył Biało-czerwonym?

- Niezależnie od tego, czy to są mistrzostwa świata, czy Europy, to kibiców losowania najbardziej ekscytują. Im zostawmy rozważania teoretyczne, z kim mamy szanse lub nie, bo zbyt dobrze wiem, że boisko jest zdecydowanie inne. Na papierze możemy rozrysowywać szanse, a przypominam sobie ostatnie mistrzostwa Europy, gdy ostrzegałem przed Austrią, także na łamach „Sportu”, ale nie byłem brany na poważnie. „Z kim, jak nie z Austrią” - mówiono i dopisywano sobie z góry trzy punkty. Musimy podnieść rękawicę niezależnie od rywala. A czy losowanie jest dobre, czy złe, czy mamy szanse, czy nie... zostawmy tę zabawę kibicom. Najważniejsze, żeby chłopcy mieli świadomość, że kogokolwiek nie wylosują, to będzie czekała ich trudna przeprawa.

Będziemy losowani z drugiego koszyka, więc na pewno trafimy na jednego z tuzów europejskiego futbolu z koszyka numer jeden. Ale idąc w temat zabawy kibiców, także części dziennikarzy, to z drużyn najwyżej rozstawionych w gronie marzeń wymienia się wspomnianą już Austrię, także Szwajcarię czy Chorwację.

- Oglądam szczegółowo mecze Austriaków. Oni naprawdę są znakomici. I jeżeli miałbym kogoś nie wylosować, to właśnie Austrii. Szwajcarzy, podobnie jak my, spadli z dywizji A Ligi Narodów, więc być może przechodzą jakiś kryzys. Natomiast to zawsze byli niewygodni przeciwnicy. A Chorwacja? Na jakiej podstawie może być w naszej sferze marzeń? Jedno fajne spotkanie z nimi zagraliśmy u siebie, ale to nie znaczy, że w kolejnych spotkaniach z nimi będzie równie przyjemnie. Ta kadra ma bardzo dużo jakości, więc byłbym ostrożny w dobieraniu sobie rywali. Wstrzymywałbym euforię i optymistyczne zapędy oparte na tzw. szczęściu w losowaniu. Owszem, powinniśmy znać swoją wartość i uważam, że taką nadal mamy, pomimo spadku do dywizji B Ligi Narodów. Natomiast pokora jest najważniejsza. Zapewne wiele zespołów chce na nas trafić, bo wiedzą, że jesteśmy reprezentacją w przebudowie lub w budowie.

Mówiąc o pokorze, warto ją odnieść także do trzeciego koszyka, gdzie też są zespoły, z którymi na pewno nie będzie łatwo. Przykładowo Szkocja wyrzuciła nas w końcu z elitarnego grona Ligi Narodów. Mocna też wydaje się Słowenia

- Widziałem mecz Austria - Słowenia, gdzie Austriacy potrzebowali zwycięstwa i mając kontrolę nad tym spotkaniem, prowadzili do 88 minuty 1:0... I co się stało? Nic nie grający Słoweńcy w ostatniej akcji wyprowadzili kontratak i spowodowali, że Austriacy nie awansowali bezpośrednio do dywizji A, tylko zagrają baraż z Serbią. Na własne życzenie. Dlatego każdego przeciwnika musimy bardzo poważnie potraktować, bo jeżeli sobie dopiszemy punkty już przed meczem, to się to nie sprawdzi. Dlatego cała kadra, sztab szkoleniowy, federacja, wszyscy powinniśmy bardzo poważnie podejść do przeciwników, jakich da nam los w eliminacjach.

To na koniec zapytam o pana działkę - co z się dzieje z napastnikami, których kiedyś było zatrzęsienie, a teraz mamy ich jak na lekarstwo?

- Napastników mieliśmy i mamy. Jeśli są zdrowi, to strzelają, jednak skupianie się tylko na tej formacji, jest ułatwianiem sobie zadania. Nie chcę dokładnie analizować, ale uważam, że ta reprezentacja ma trochę więcej kłopotów na innych pozycjach. Jeżeli więc chodzi o samych napastników, to nie widzę większego problemu, choć fakty pokazują, że pod względem skuteczności akurat ostatnio nie za dobrze wyglądaliśmy.

Ale w ekstraklasie, zresztą w kadrach młodzieżowych, jest duża posucha pośród klasycznych „dziewiątek”.

- Co drugi zawodnik w Polsce to obcokrajowiec. W tym gronie jest po prostu dużo słabych piłkarzy, za to dobrze wynagradzanych. Nie spełniają tego, do czego obligują ich zarabianebardzo duże pieniądze. To jest tendencja od dłuższego czasu pojawiająca się w polskiej lidze. Lepiej znaleźć zawodnika za granicą, niż wyszkolić napastnika. Kolejnym problemem są wyjazdy w świat po strzeleniu kilku bramek. Większość młodych chłopaków szuka szczęścia poza Polską. To bardzo niepokojąca tendencja, nie wiem w jakim kierunku ona dojdzie. Czy odbijemy się od ściany i będziemy mieli problem, jak reprezentacja Niemiec? W ostatnich latach po Mirku Klose, a także Lukasie Podolskim i Mario Gomezie pojawili się Niclas Fuellkrug, gdy miał 29 lat (teraz ma już 31 lat), czy 29-letni Tim Kleindienst z Borussii Moenchengladbach. Oni dopiero teraz zaistnieli w piłce reprezentacyjnej. Długo ich nie było, sześć, siedem lat pokonywali długą drogę by zaistnieć.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała

Fot. Łukasz Sobala/PressFocus