Marsz w górę
Tyscy obrońcy zostali uwolnieni przez trenera Artura Skowronka od strzelania goli
Tyszanie gotowi do inauguracji. W akcji Austriak Julian Keiblinger i Joel Valencia (nr 17) z Zagłębia Sosnowiec. Fot. Łukasz Sobala/Pressfocus.pl
Przed tyszanami pierwszy mecz rundy wiosennej. Wprawdzie zespół Artura Skowronka jest tylko cztery punkty nad strefą spadkową, ale nikt z kibiców trójkolorowych nie ma wątpliwości, że po nieudanej pierwszej rundzie nadszedł czas na marsz w górę.
Tajna broń
Przypomnijmy, że po przekroczeniu półmetka sezonu tyszanie jeszcze na finiszu ubiegłorocznych rozgrywek wygrali 3:1 w Legnicy z Miedzią i pokonali u siebie 4:0 Kotwicę Kołobrzeg. W ten sposób drużyna, która w poprzednich 17 spotkaniach strzeliła w sumie 10 goli i była najgorszą pod względem skuteczności na zapleczu ekstraklasy, rozbiła bank. Pozostaje jednak pytanie: czy zimą napastnicy, do których dołączył Maksymilian Stangert, ustawili celowniki?
- Uważam, że problemem naszego zespołu nie jest brak strzelającego napastnika – powiedział trener tyszan. - Problemem było finalizowanie akcji przez całą grupę ludzi, którzy znajdowali się w polu karnym rywali. Sytuacji stwarzaliśmy jednak coraz więcej z tygodnia na tydzień i nie obarczałbym winą Bartka Śpiączki czy Daniela Rumina, albo któregokolwiek piłkarza, który grał na pozycji numer 9. Tak naprawdę nie mieli oni tylu stuprocentowych okazji, żeby powiedzieć, że zawalili i przez nich nie dopisaliśmy punktów do tabeli. Atakować i strzelać mogą wszyscy o czym świadczy fakt, że naszym najskuteczniejszym zawodnikiem jest stoper Jakub Budnicki. Pozostali obrońcy też zostali „uwolnieni” i również mogą to robić więc liczę na skuteczność zespołu.
Skuteczność to jeden problem, nad którym tyszanie pracowali zimą, ale w oczy kibiców uważnie obserwujących sparingi rzuciły się też błędy bramkarza w rozpoczynaniu akcji. Dwukrotnie po prezentach Marcela Łubika rywale z łatwością trafiali do pustej bramki. Trzeba też jednak dodać, że młodzieżowy golkiper posiada wyjątkowy atut dokładnego podania nawet na 90 metrów.
- Jeżeli możemy jednym podaniem przedostać się z naszego pola karnego pod bramkę rywali i mieć stuprocentową sytuację, to jasne, że tego chcemy – dodał szkoleniowiec GKS-u Tychy. - Trochę też z tego powodu skorygowaliśmy nasze ustawienie, żeby kibice więcej widzieli tego rodzaju długich zagrań otwierających drogę do celu. Piłkarze sami czują, że czasami pod presją niepotrzebne jest dalsze rozgrywanie piłki na krótko na swojej połowie, tylko warto uruchomić strukturę, którą mamy i korzystać z tego częściej. Oczywiście, jeżeli ma się potencjał w bramce taki jaki my mamy to uważam, że byłoby grzechem tego nie robić. Uważam, że rywalowi jest bardzo ciężko założyć pressing gdy my wykorzystujemy opcję gry z przewagą bramkarza, ale musi to być też odpowiedzialne i w odpowiednim timingu. Po to były sparingi, żeby nasi zawodnicy to wyczuli. To ma być efektywne, a nie „sztuka dla sztuki”, bo chcemy rozwijać zawodników.
Przygotowani do inauguracji
Ostatniego sparingu kibice jednak nie zobaczyli i na głowę Artura Skowronka posypało się sporo złośliwych uwag na temat zamykania i utajniania próby generalnej przed rundą wiosenną.
- Nie będę się tłumaczył, ale powiem tylko tyle, że dopasowałem się do sytuacji - wyjaśnił opiekun trójkolorowych. - Inicjatywa nie była z naszej strony. Po prostu zgodziliśmy się na prośbę ŁKS-u, bo ja, w naszej sytuacji, nie mam nic przeciwko oglądaniu naszych spotkań sparingowych. Ze wszystkich, z wyjątkiem tego ostatniego, mieliśmy transmisje. Jesteśmy powtarzalni więc tak naprawdę nie mieliśmy co ukrywać. Szanuję kibiców, bo dla niech się gra. Natomiast nie byliśmy jedyni, bo nasz najbliższy rywal Warta Poznań też zamknęła sparing z Chojniczanką i nawet swoim rywalom nie pozwoliła nagrywać tego spotkania. Kiedy dron sztabu zespołu z Chojnic poleciał w górę, to trener poznanian Piotr Klepczarek przerwał grę. My jesteśmy normalni i po prostu zaakceptowałem prośbę trenera Jakuba Dziółki, dlatego nasz mecz w Łodzi z ŁKS-em pozostał tajny. Nie ukrywam jednak, że mieliśmy w nim sporo okazji bramkowych, a Julius Ertlthaler nie wykorzystał rzutu karnego. W meczu w Grodzisku Wielkopolskim musimy więc do gry zaprezentowanej w Łodzi dodać „tylko” celniejsze strzały, żeby sięgnąć po punkty, bo chcemy zacząć rundę od zwycięstwa z zespołem, który w tabeli jest tuż za nami i ma jeden punkt mniej.
Jerzy Dusik