Manko wciąż duże
Pomimo zwycięstwa przed Śląskiem Wrocław daleka droga do wyjścia ze strefy spadkowej.
Pomocnik Śląska Tudor Baluta (z lewej) zdaje sobie sprawę, że po zwycięstwie z Widzewem muszą przyjść następne. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
Efektowna wygrana z Widzewem Łódź (3:0) wprawiła w dobry nastrój piłkarzy i kibiców wciąż aktualnego wicemistrza Polski. Ich hurraoptymizm zmąciła jednak wygrana Lechii Gdańsk w Lubinie, bo strata do przedostatniego miejsca (Puszcza Niepołomice) wynosi pięć punktów, a do strefy bezpieczeństwa aż siedem. Co gorsza, bilans bezpośrednich konfrontacji z drużyną z Trójmiasta i Radomiakiem jest niekorzystny dla wrocławian, więc manko wynosi osiem punktów.
Kość niezgody
W sobotniej potyczce z Widzewem w podstawowym składzie drużyny z Oporowskiej wyszedł prawie 26-letni pomocnik Tudor Baluta. Do tej pory rozegrał w ekstraklasie 15 meczów, ale tylko w ośmiu z nich wchodził na boisko od pierwszej minuty. Opinie na temat jego ostatniego występu też były skrajne. Klubowa strona wrocławian wychwalała go pod niebiosa. „Wczoraj rumuński pomocnik prezentował się na murawie bardzo dobrze i przyczynił się do wygranej WKS-u”. Nie podzielam tego poglądu, bo moim zdaniem Baluta zagrał przeciętnie, a momentami bardzo słabo. W mojej ocenie Rumun był najsłabszym ogniwem w drugiej linii w zespole trenera Ante Simundzy, bo o wiele lepiej od niego prezentowali się Piotr Samiec-Talar, Mateusz Żukowski, Jose Pozo i Petr Schwarz. Zresztą podobne odczucia miało wielu internautów. Oto opinia jednego z nich: „Super, że wygrali, ale poziom tych grajków woła o pomstę do nieba! Baluta sam na sam z bramkarzem, na środku pola karnego, nie potrafi nawet oddać porządnego strzału. Chwilę później w podobnej sytuacji Ortiz potyka się o własne nogi. Mogło być nawet 5:0”.
Świeże powietrze
Poniekąd wywołany do tablicy piłkarz był zadowolony z postawy swojej drużyny. – Nastawienie i otoczka w tym meczu od pierwszych minut były niesamowite – powiedział na łamach oficjalnej strony internetowej Tudor Baluta. – Każdy z nas wiedział, o co gramy oraz że jest to bardzo ważny mecz również dla naszych kibiców. Przełożyliśmy tę energię na boisko, gdzie każdy dał z siebie sto procent i to było widać. Z mojego punktu widzenia było bardzo dobrze. Pokazaliśmy w tym meczu jakość, być może nie mieliśmy piłki w posiadaniu tak często, jak byśmy tego chcieli, ale w defensywie spisaliśmy się bardzo dobrze, a z piłką przy nodze byliśmy groźni dla rywali. Podsumowując, był to bardzo udany mecz w naszym wykonaniu. Czy był to mój najlepszy mecz, odkąd trafiłem do Śląska? Nie wiem, ale czułem się komfortowo na murawie. Najbardziej cieszę się jednak ze zwycięstwa drużyny w dobrym stylu. Samemu staram się za każdym razem dawać z siebie to, co najlepsze, aby pomóc drużynie. Chciałbym takie występy powtarzać również w następnych meczach. To zwycięstwo jest jak powiew świeżego powietrza. Nie jesteśmy jednak nawet blisko wykonania naszego celu, jakim jest utrzymanie w lidze. Przed nami wiele spotkań i musimy zrobić wszystko, aby powtarzać w nich taką dyspozycję. Musimy jak najszybciej wyjść z tej trudnej sytuacji.
Wiatr w żagle
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czyste konto zachował bramkarz Śląska Rafał Leszczyński. Wielu kibiców wrocławskiej drużyny bije się z myślami i zastanawia, kiedy dokonał takiej sztuki? Sprawdziłem – w rozgrywkach ligowych udało mu się nie wyciągać futbolówki z siatki 26 października ubiegłego roku, gdy wicemistrzowie Polski na własnym boisku bezbramkowo zremisowali z Rakowem Częstochowa. – Na pewno to jest dla nas ważne, bo w tym sezonie zbyt wiele tych okazji na zero w lidze nie było i każdy taki mecz z zerem z tyłu dodatkowo buduje i fajnie, że to się udało – powiedział dla nieoficjalnej strony Śląska po końcowym gwizdku wychowanek Olimpii Warszawa. – Gdybyśmy tydzień wcześniej wygrali z Radomiakiem, pewnie bylibyśmy inną drużyną. Szkoda, że tam nie dowieźliśmy zwycięstwa, bo mielibyśmy dwa punkty więcej. Wlałoby to w nas nieco więcej optymizmu. Najważniejsze jednak, że z Widzewem udało się w końcu wygrać i mam nadzieję, że doda to nam wiatru w żagle przed meczem wyjazdowym z Koroną Kielce.
Bogdan Nather