Mądrość koroną starości
Powrót do korzeni, cotygodniowy felieton Michała Listkiewicza
Tytułowe credo zapożyczyłem od wybitnych intelektualistów, którzy sami byli przykładami jego prawdziwości. Sentencji związanych z płynącą z doświadczenia mądrością jest wiele, do mnie najbardziej przemawia ta wygłoszona przez Rama Dassa „starość to czas, kiedy możesz spojrzeć wstecz i zobaczyć, jak wszystko co wydawało się chaotyczne i przypadkowe, tworzyło piękny wzór”. Bardziej obcesowo wyrażała się moja ciocia Kazia, do krytykujących jej wiek młodszych znajomych zwracała się w te słowa: „jeśli nie chcesz kiedyś być stary, to musisz się za młodu powiesić”. PESEL to tylko zbiór cyfr, wszystko zależy od podejścia do życia. Optymiści aktywni, niezależnie od wieku,żyją dłużej i zdrowiej, zrzędzący na wszystko tetrycy wprost przeciwnie.
Dlaczego piszę o tym w sportowej gazecie? Ponieważ nie ma lepszego leku na starzenie się mądrze niż kontakt ze sportem właśnie, a doświadczeni trenerzy i ludzie zarządzający instytucjami sportowymi radzą sobie lepiej niż za młodu. Sir Alex Ferguson miał w Manchesterze bardzo kiepskie początki, na szczęście jego mocodawcy okazali się cierpliwi, z dekady na dekadę zbierali coraz większe plony swoich decyzji. Na koniec Ferguson okazał się jednym z najwybitniejszych magów zawodu trenerskiego w dziejach.
Polskim odpowiednikiem Sir Alexa był oczywiście Kazimierz Górski, choć do stosowania słynnej suszarki, czyli wydzierania się na piłkarza z odległości kilku centymetrów, się nie posuwał. Sentencje Górskiego uczą i bawią do dziś, niektóre przeszły do historii, wykorzystywane są w teleturniejach i krzyżówkach. „Im dłużej my jesteśmy przy piłce, tym krócej przeciwnik” jest wciąż aktualne i takim pozostanie. Drugi na podium genialnych polskich trenerów Antoni Piechniczek nie używał tak zabawnego języka jak Górski, wszak jest Ślązakiem i wykładowcą akademickim, ale mądrość to jego znak szczególny. Szczególnie cenny teraz gdy młodzi trenerzy bajdurzą bez ładu i składu. Jacek Zieliński matuzalemem jeszcze nie jest, ale najstarszym trenerem w Ekstraklasie już tak. Dziś pracuje w Koronie, jego solidność i profesjonalizm pamiętają w Piaście, Lechu, Bełchatowie, Polonii Warszawa, Ruchu, Cracovii, Termalice i oczywiście macierzystej Siarce Tarnobrzeg. Nie ma parcia na szkło i nie wygłasza mądrości o wyższości dziewiątki fałszywej nad prawdziwą lub odwrotnie.
Siwe włosy zdominowały założycielskie posiedzenie Kapituły Prezesów Honorowych Polskiego Sportu. Inicjatorem powstania tej jakże potrzebnej organizacji jest Apoloniusz Tajner, człowiek- orkiestra nie tylko polskiego narciarstwa, ale całego naszego sportu. Zawodnik, trener, prezes, komentator - w każdej z tych ról był profesjonalny i skuteczny.
Polityka to chyba nie jego bajka, ale w przeciwieństwie do większości posłów on nie musi, a chce działać w parlamencie. W nowej roli szefa wspomnianej Kapituły na pewno będzie skuteczny. W prawie 40- milionowym kraju mamy 41 prezesów honorowych sportowych federacji. To ścisła elita, dla mnie przebywanie z takimi legendami jak Grzegorz Lato, Ryszard Stadniuk, Henryk Olszewski, Andrzej Supron czy Tadeusz Wróblewski pod batutą wspomnianego Tajnera to wielki zaszczyt. Kto zna historię polskiego sportu, ten przyzna mi rację.
Wspomniany Ryszard Stadniuk przez wiele lat ciągnął polskie wioślarstwo ku niebotycznym sukcesom jako zawodnik, prezes i producent światowej klasy łodzi. Teraz pałeczkę przejął Adam Korol, mistrz olimpijski, minister sportu, wybitny samorządowiec. Sama nazwa PZTW (Polski Związek Towarzystw Wioślarskich) budzi respekt. To jest towarzystwo złożone z wybitnych zawodników i trenerów. Złoty medal zakończonych niedawno mistrzostw świata wywalczony przez Mateusza Biskupa i Mirosława Ziętarskiego dowodzi, że polskie wiosła mają się świetnie, o przyszłość nie musimy się martwić.
Wystartowały ligi koszykówki. Fani basketu oczywiście zastanawiają się, czy Legia obroni mistrzostwo, czy może odzyska je Trefl, Anwil albo King, a może objawi się ktoś nowy? Koszykówkę kocham od dzieciństwa, nawet trochę trenowałem z Włodkiem Szaranowiczem i Karolem Strasburgerem, byłem kierownikiem drużyny „Czarnych koszul” gdy wywalczyła wicemistrzostwo Polski, przyjaźniłem się z legendami dyscypliny - Andrzejem Pstrokońskim, Jerzym Piskunem, Andrzejem „Bilem” Nowakiem, a słynni trenerzy Ludwik Miętta- Mikołajewicz i Andrzej Kuchar to życzliwi recenzenci moich felietonów od lat. Będąc przez kilkanaście lat dziennikarzem „Sportu”, pisałem głównie o baskecie.
Zdominowana przez zagranicznych trenerów i zawodników ekstraklasa już mnie tak nie kręci jak kiedyś, teraz jestem fanem drugoligowych Rysiów Sochaczew, ulubieńców miasta nad Bzurą. Bilety na mecze w Socho Arena sprzedają się jak świeże bułeczki, a zdominowane dotychczas przez rugbystów miasto ma nową sportową atrakcję. Futbol nie ma szans, Orkan i Bzura grają w B klasie, czyli niżej już się nie da.
Pod żeńskim koszem absolutnym nowicjuszem jest drużyna Isands Wichoś z Jeleniej Góry. Nazwa pochodzi od nazwiska Janusza Wichowskiego, legendy polskiego basketu, wicemistrza Europy, wicekróla strzelców igrzysk olimpijskich. Zaczynał karierę w Budowlanych Jelenia Góra, skąd wypłynął na szerokie koszykarskie wody. Młodziutki zespół spod Karkonoszy zaczął od porażki w Warszawie, ale zapał i entuzjazm następczyń Wichosia imponuje. Pięknie zachowali się licznie zgromadzeni w wilanowskiej hali kibice (obiekt Polonii to skansen, co w Warszawie nie dziwi). Sympatycy gospodarzy skandowali nazwisko Janusza Wichowskiego (grał też w Polonii w czasach jej świetności), a fani gości odpowiadali zdrobnieniem idola jednych i drugich.
Czy Izrael powinien być zawieszony w międzynarodowej rywalizacji sportowej? Słowa Prezydenta FIFA o nieangażowaniu się tej organizacji w geopolitykę brzmią niedorzecznie po mundialach w Rosji i Katarze, ale life is brutal. Nie znoszę politykierstwa, ale zdaję sobie sprawę, że nawet gdy uciekasz przed polityką, to ona i tak cię dogoni. Aresztowanie manifestujących poparcie dla Palestyny rzymian pod pretekstem walki z terroryzmem to absurd, a miejsce izraelskiego premiera o myląco miłym przydomku „Bibi” jest na ławie oskarżonych w Hadze, a nie na światowych salonach. Ostatnio na targu w Marrakeszu kupiłem koszulkę chilijskiego klubu FC Palestino z napisem „free Palestine” na plecach. Czy chodząc w niej po polskich ulicach nie narażam się na aresztowanie? Co prawda żaden ze mnie terrorysta, ale... kto wie.
Od ponad miesiąca czekamy na reakcję UEFA w sprawie haniebnego baneru eksponowanego przez izraelskich kibiców na meczu z Rakowem. Pewnie poprawni politycznie panowie w Nyon liczą na krótką pamięć Polaków. Nie z nami takie numery.
Jacek Zieliński matuzalemem jeszcze nie jest, ale najstarszym trenerem w ekstraklasie już tak. Nie ma parcia na szkło i nie wygłasza mądrości o wyższości dziewiątki fałszywej nad prawdziwą lub odwrotnie… Fot. Michał Kość/PressFocus
