Sport

Luz, kindersztuba, szacunek

Z DRUGIEJ STRONY – Dariusz Leśnikowski

Zacznijmy całkiem od czapy. Niemal równo dziewięć lat temu piłkarską Polskę – daleko poza granicami Wielkopolski – podpalił tweet ówczesnego szefa legijnego PR-u, wykasłany przezeń po wygranej Wojskowych z Lechem dzięki bramce zdobytej w doliczonym czasie gry ze spalonego, akurat przeoczonego przez późniejszego najlepszego arbitra świata i jego asystentów.

Przypomniała mi się atmosfera tamtego incydentu, gdy w niedzielny wieczór przy Roosevelta przez niemal wyszarpane z futryny drzwi prowadzące ze stadionowych szatni do salki konferencyjnej najpierw weszło wielkie ego, a dopiero jakiś czas za nim jego nosiciel, trener z „eLką” na piersi. I to mimo „bęcek”, jakie zebrali jego podopieczni na zielonej murawie Areny Zabrze. Hasło „Jesteśmy waszą Stolicą”, bo tak brzmiał kontrowersyjny wpis, na pierwszej stronie „Sportu” i na otwarcie aplikacji naszego dziennika było wielce kuszącą perspektywą, na dodatek doskonale oddającą rozkład sił na boisku i w ligowej tabeli. Machnęliśmy jednak ręką; kopanie leżącego z fair play niewiele ma wspólnego, a okładanie się kijami to styl mocno neandertalski (nawet jeśli osobniki uprawiające ów proceder noszą tytuły naukowe...).

Dzięki tej wygranej Górnik reprezentacyjną przerwę spędzi w fotelu lidera. Zasłużenie; Michal Gasparik i jego słowacko-polski sztab – notabene sam szkoleniowiec nie kryje fascynacji ekstraklasową rzeczywistością: poziomem gry, atmosferą na trybunach, ale także... dociekliwością i profesjonalizmem dziennikarzy (ale nie mediaworkerów od klikbajtów) – do Maksym(um) wykorzystuje potencjał dotychczasowych (w większości) i nowych piłkarzy zabrzańskich. Cóż, w górniczej szatni nie brak postaci od lat dbających o etos pracy. Nie ma przypadku w tym, że jeden z najszczelniejszych bloków defensywnych tworzą zawodnicy obecni w klubie – przykładowo – 3,5 roku, 5,5 roku, 6,5 roku. Letnia rewolucja

To w ogóle jest ciekawy czas dla – rozumianego szeroko – zabrzańskiego środowiska futbolowego. Chwilo, trwaj! – chciałoby się powiedzieć, a nawet zawołać na przykład w kontekście reprezentacyjnym. Jan Urban pochodzi z Jaworzna, sukcesy trenerskie notował na ławce Lecha i Legii, ale przecież skojarzenie jego postaci z klubem jest oczywiste: to człowiek Górnika. No i jeszcze Osasuny, co ma niebagatelne znaczenie w jego trenerskiej pracy. Luz południowca na dobre wrósł w jego charakter i sposób postępowania, choć bynajmniej nie umniejszamy roli tradycyjnej górniczej kindersztuby, objawiającej się szacunkiem dla drugiego człowieka.

Nie mam jednak złudzeń – jeśli kadrowiczom w niedzielę w Kownie powinie się noga, słowo „szacunek” w wirtualnej rzeczywistości dominacji hejtu i przekonania o własnej nieomylności stanie się jedynie pustym pojęciem. Mam jednak wielką nadzieję, że ów szacunek – namacalny i wyraźnie obecny na przykład w murach katowickiego Monopolu – podczas obecnego i poprzedniego zgrupowania za kadencji Jana Urbana stanie się znakiem rozpoznawczym Biało-czerwonych nie tylko do mundialu za oceanem, ale i dużo dłużej...