Sport

Luka

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Nie chodzi tym razem o Lukę Modricia, ani nawet o Lucę Toniego. Raczej o... lukę regulaminową w eliminacjach do najbliższych mistrzostw świata. Tak kuriozalną, że zwróciła na nią uwagę nawet argentyńska gazeta La Nacion, choć dotyczy rozgrywek u nas, na Starym Kontynencie. Otóż okazuje się, że jedna z najgorszych drużyn świata, zajmująca zresztą ostatnie miejsce w grupie, ciągle ma szansę na awans do europejskich baraży - właśnie dzięki osobliwemu regulaminowi. Chodzi o San Marino, które zajmuje obecnie ostatnie miejsce w rankingu FIFA (210.). W całej historii to małe państwo z łydki na apenińskim bucie wygrało ledwie trzy z 219 oficjalnych meczów, wszystkie zresztą z tym samym przeciwnikiem, Liechtensteinem. Teraz uwaga! Wbrew wszelkiej logice - może zwiększyć szanse na awans do najbliższego mundialu jeśli... poniesie klęskę w meczu eliminacyjnym. Tak, wiem, że w dalszym ciągu awans iluzoryczny, ale przynajmniej San Marino może polizać cukierka już tylko przez jedną szybę, a nie przez dwie. 

O co chodzi? Sytuacja wygląda następująco - nowy format kwalifikacji przewiduje 16 miejsc na mundialu dla Europy. 12 drużyn, które wygrają grupy, awansuje bezpośrednio. Pozostałą czwórkę reprezentantów Starego Kontynentu wyłonią baraże, w których weźmie udział 16 drużyn. W ich skład wejdzie 12 wicemistrzów każdej z grup oraz cztery drużyny, które zwyciężyły w grupach ostatniej edycji Ligi Narodów; oczywiście chodzi jedynie o te z największą ilością punktów spośród tych, które nie zajęły już dwóch pierwszych miejsc w grupach. W tym miejscu zaczyna się absurd: zapis otwiera drzwi San Marino na dystansie ledwie dwóch meczów do amerykańskich finałów! Wszystko dlatego, że w ostatniej edycji Ligi Narodów (2024/25) ekipa trenera Roberto Cevoliego osiągnęła największy sukces w dziejach: dwukrotnie pokonała Liechtenstein oraz zremisowała z Gibraltarem, a to zapewniło jej pierwsze miejsce w grupie Ligi D, czyli czwartej i zdecydowanie najsłabszej dywizji kontynentalnej. Jednak właśnie dzięki temu wyczynowi San Marino znalazło się na liście potencjalnych kandydatów do gry w mundialu. W efekcie - z punktu widzenia Sanmarińczyków - jest mniej ważne, że w grupie eliminacyjnej znajdują się na ostatnim miejscu z zerowym dorobkiem punktowym, siedmioma porażkami i jednym zdobytym golem przy 32 straconych. Nadal mają szanse na mundial - tyle, że MUSZĄ dać szansę Rumunii, z którą, akurat tak się składa, rywalizuje w tej samej grupie! Dlaczego? Otóż Rumunia również jest zwycięzcą Ligi Narodów, tyle że wygrała w grupie poziom wyżej. Miałaby więc pierwszeństwo udziału w barażach z tej puli, a chodzi o to - z punktu widzenia interesu San Marino - żeby zwolniła to miejsce. Musi więc teraz zająć drugie miejsce w grupie eliminacyjnej i wejść do baraży tą ścieżką. Obecnie na drugim miejscu znajduje się jednak Bośnia i Hercegowina z trzema punktami przewagi i bilansem bramkowym +8. Rumuni są pozycję niżej z bilansem bramkowym +5. Najpierw obie drużyny stoczą kluczowy pojedynek 15 listopada w Bośni, a jeśli Rumunia go wygra, oba zespoły będą miały po 13 punktów na jedną kolejkę przed końcem. W tym momencie w interesie San Marino jest przegrać w ostatnim meczu, właśnie z Rumunią, jak najwyżej. Własna klęska może wywindować rywala na drugie miejsce, a im większa - tym lepiej. Autorzy regulaminu ewidentnie nie przewidzieli takiej sytuacji. To jest właśnie tytułowa luka.