Sport

Lubią pocałunki

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy po zdobyciu mistrzostwa Jagiellonia utrzyma wysoki poziom, runda jesienna dała mu wyraźną odpowiedź.

Najtrudniejsza runda w historii klubu? Dla „Jagi” to nie problem! Fot. Michał Kość/Press Focus

Za nami 18 kolejek ekstraklasy, w których białostoczanie zdobyli 35 punktów, co daje im 3. miejsce. W zeszłym sezonie na tym samym etapie mieli dwa „oczka” więcej i zajmowali fotel wicelidera.

Wbrew Probierzowi

Wtedy do najmocniejszej drużyny (Śląsk) tracili punkt, dziś tracą do Lecha trzy (poznaniacy są w takiej samej sytuacji jak wtedy wrocławianie). Ogólnie rzecz ujmując można więc powiedzieć, że Jagiellonia ustabilizowała swoją pozycję w czołówce ekstraklasy. Ba, trzeba wręcz mówić o progresie, bo w końcu „Duma Podlasia” ma za sobą najintensywniejszą rundę w historii klubu. Zadebiutowała w fazie zasadniczej europejskich pucharów, pozostaje w grze o Puchar Polski, no i walczy o mistrzostwo – chapeau bas! Jagiellonia nie pęka i idzie równym krokiem z tymi, którzy latem wydali znacznie większe pieniądze na transfery (Lech i Raków), a mimo braku dodatkowego obciążenia nie zdołali odjechać „Jadze” (oba te kluby nie grają w Europie i odpadły po pierwszym meczu w PP). 

W 2015 roku obecny selekcjoner Michał Probierz, wówczas prowadzący Jagiellonię, wypowiedział słynne słowa: że gra w pucharach to dla polskich klubów „pocałunek śmierci”. – Wcześniej zaczynamy sezon, nie jesteśmy w stanie utrzymać najlepszych piłkarzy i kolejne rozgrywki są trudniejsze. Brakuje nam jakości. Nie da się oszukać faktów – mówił wtedy Probierz. 

Jagiellonia najwyraźniej te fakty oszukała i wychodzi na to... że lubi się całować.

Najgłupsza możliwa decyzja

Trener Adrian Siemieniec pozostał wierny swojej filozofii. Początek sezonu faktycznie był dla jego drużyny nieco chwiejny, on sam mówił o potrzebie złapania rytmu znanego z poprzedniego sezonu. Pamiętamy sierpień, gdy Jagiellonia – licząc wszystkie rozgrywki – przegrała 6 kolejnych spotkań, tracąc w nich aż 19 goli! Potem przełamała się z Widzewem, by zebrać „piątkę” od Lecha. Podlascy działacze nie spanikowali jednak i nie podjęli najgłupszej decyzji - nie zwolnili trenera Siemieńca. Najmłodszy szkoleniowiec w ekstraklasie niczym stary wyjadacz wyprowadził zespół z kryzysu i ligę zamknął serią - wciąż trwającą - 10 meczów bez porażki. Co więcej, niewiele brakowało, aby na koniec roku to Jagiellonia była liderem! Przecież 4 jej ostatnie mecze zakończyły się remisami. O ile te z Rakowem i Pogonią wstydu nie przynoszą, o tyle ze Śląskiem i Puszczą były dalece niesatysfakcjonujące. Gdyby udało się pokonać walczących o utrzymanie rywali, „Jaga” miałaby 4 ekstra punkty i przodowała w tabeli.

Jest jej obojętne

Wracając jeszcze do filozofii Siemieńca, „Duma Podlasia” nadal stawia na ofensywny i otwarty futbol, co skutkuje dużą liczbą traconych bramek (aż 25 po 18 kolejkach). W górnej połowie tabeli tylko Motor i Cracovia straciły więcej, ale tylko Lech, Legia i Cracovia więcej strzeliły. To widok znany z zeszłego sezonu, lecz mimo takich wyliczanek najważniejsze są punkty, a te – co by nie mówić – białostoczanom się zgadzają. Doświadczenie zespołu widać też po tym, że już nie obawiają się wyjazdów. W poprzedniej kampanii lwią część punktów Jagiellonia zgarniała u siebie, wyraźnie gorzej grając w delegacji. Dziś miejsce rozgrywania meczu jest jej właściwie obojętne.

Piotr Tubacki