Lewa strona zamknięta
Długo mówiło się o nowym lewonożnym obrońcy, i gdy już się wydawało, że nic z tego nie będzie, takowy się pojawił.
Dominik Preisler podpisał z Ruchem 1,5-roczny kontrakt z opcją przedłużenia. Fot. ksruch.com
Gdy jasne stało się, że w zespole „Niebieskich" nie ma miejsca dla Łukasza Góry, do preferujących prawą nogę stoperów Andreja Lukicia i Szymona Szymańskiego, a także lewonożnego Macieja Sadloka, miał dołączyć ktoś jeszcze. Tym bardziej że ten ostatni był też ustawiany przez trenera Dawida Szulczka jako skrajnie lewy obrońca, sadzając zresztą na ławkę Szymona Karasińskiego, który ostatni raz od początku zagrał 4 października z Kotwicą Kołobrzeg, a na poniedziałkowe spotkanie do Siedlec nawet nie pojechał. Można też przypomnieć, że w trakcie zimowych przygotowań Szulczek testował „Karasia” na środku obrony.
Najlepsza opcja?
„Niebieską” obronę zasilił w tym okienku Jehor Cykało, nominalny stoper, który jest prawonożny i może występować również na obu bokach defensywy, a nawet jako cofnięty środkowy pomocnik (tzw. szóstka). W sparingach nieźle się prezentował, a pierwszą połowę z Kisvardą zagrał właśnie jako lewy defensor. Szulczek ewidentnie szukał kogoś stałego na tę pozycję, nie będąc w pełni zadowolony z posiadanych opcji. Nie było tam pewniaka takiego, jakim po drugiej stronie jest „niewygryzalny” Martin Konczkowski. Zarówno w sparingach, jak i w kilku poprzednich spotkaniach ligowych (również w Siedlcach) jako lewy obrońca występował ulubieniec Szulczka, Mo Mezghrani, który – jak żartował swego czasu szkoleniowiec – może zagrać na każdej pozycji poza bramką i środkiem obrony (a to tylko ze względu na niekorzystny wzrost). Tak po prawdzie... do tej pory nie wiadomo, na jakiej pozycji ma być w Ruchu ustawiany Belg o algierskich korzeniach, ale znając sympatię, jaką darzy go Szulczek, na pewno zawsze się jakaś znajdzie.
Okienko zamknięte
Możliwe że wkrótce chorzowska lewa obrona będzie miała nowego „pewniaka”. Klub zakontraktował bowiem urodzonego w 1995 r. Dominika Preislera, oferując mu 1,5-roczną umowę z ulubioną przez „Niebieskich” opcją przedłużenia o kolejny sezon. – To ogniwo, którego w naszej układance brakowało. Pozyskujemy zawodnika doświadczonego, ogranego na poziomie czeskiej ekstraklasy. To lewy obrońca, w przeszłości grający również na wahadle oraz jako półlewy stoper. Na jego przyjściu zyska też nasza gra ofensywna z lewej strony. Tym ruchem zamykamy zimowe okienko – zaznaczył zdecydowanie dyrektor sportowy Ruchu, Tomasz Foszmańczyk. Preisler w ostatnich sezonach występował w Slovanie Liberec, z którym zajmował miejsca w środku tabeli czeskiej ekstraklasy. Grał tam regularnie, choć nie zawsze od początku, ale jeszcze w niedzielę zaliczył 85 minut w wygranym 3:1 meczu z Mladą Boleslav, czyli klubem, z którym w Lidze Konferencji mierzyła się Jagiellonia Białystok. Jest więc gotowy do rywalizacji.
Rekomendacja od Vlkanovy
– Całe dotychczasowe życie grałem w Czechach i teraz chciałem spróbować czegoś nowego. Rozmawiałem o Polsce ze znajomym zawodnikami – Adamem Vlkanovą (grał w Ruchu zeszłej wiosny - przyp. red.), Markiem Haonuskiem czy Ivanem Krajcirikiem. Powtarzali, że to dobre miejsce, a Ruch ma niesamowitych kibiców. Chcę grać na dużych stadionach, przy dużej publice. Wiem, że jestem na to gotowy – powiedział urodzony w Pradze Dominik Preisler, który zaznaczył, że przyjeżdża na Górny Śląsk w odpowiedniej dyspozycji. – Mam za sobą dobry okres przygotowawczy i jestem gotowy na to wyzwanie. Miałem dobre ostatnie sezony, ale wciąż może być lepiej. To, że tu trafiłem, jest dobre dla mnie i dla klubu. Zobaczymy, co się wydarzy – dodał czeski defensor, którego charakteryzuje ofensywny ciąg na bramkę. W Libercu mieli mieszane uczucia co do jego odejścia. Niektórzy machnęli na to ręką, niektórzy chcieli, aby został. Prezes klubu, Jan Nezmar, przyznał, że szykujący przebudowę składu Slovan nie zaoferował mu nowego kontraktu. Gdyby Preisler został w Libercu, grałby normalnie, ale po sezonie odszedłby za darmo. W Czechach nie doświadczyłby jednak meczu z ponad 50 tysiącami kibiców na trybunach.
Piotr Tubacki