Sport

Legia zadowolona

Szczęście jednych przygnębieniem drugich. Śląskowi trudno będzie się utrzymać.

Kacper Chodyna (od lewej), Ruben Vinagre, Bartosz Kapustka i Steve Kapuadi, czyli Legia się cieszy. Fot. PAP/Leszek Szymański

Faworyt meczu był oczywisty, choćby dlatego że Śląsk w tej chwili jest mocno osadzony na dnie tabeli. Gospodarze z Łazienkowskiej od razu rzucili się do ataków, ale królem pola karnego w pierwszej połowie był wrocławski stoper Aleksander Paluszek, właściwie bezbłędny w grze głową.

Gol zaraz po golu

Legia atakowała głównie prawą stroną, Kacper Chodyna i Paweł Wszołek byli bardzo aktywni. Mniej widoczny był Ryoyu Morishita, może dlatego że już w 1 min bardzo ostro sfaulował go Baluta. Niektórzy domagali się nawet czerwonej kartki, sędzia nie zdecydował się jednak na żadną.

Śląsk nie grał wcale jak „czerwona latarnia”, potrafił neutralizować ofensywne zapędy legionistów. Wskazówki z ławki rezerwowych Inakiego Astiza (Goncalo Feio po kartce oglądał mecz z trybun) nie dawały rezultatu. „Legionistom" pomógł przeciwnik. Wrocławianie w 35 min fatalnie wyprowadzali piłkę z własnego pola karnego. Petr Schwarz przy podaniu bramkarza Rafała Leszczyńskiego „zamotał się” i piłkę przejął Ilja Szkurin, który natychmiast podał do Marca Guala. Hiszpan oddał efektowny strzał i widownia mogła fetować prowadzenie.

Śląsk zareagował jednak najlepiej jak mógł. Jose Pozo świetnie zagrał ze środka na lewą stronę. Hiszpan Arnau Ortiz zacentrował w pole karne, a Assad Al Hamlawi, szwedzki napastnik palestyńskiego pochodzenia, sprytnie wyrównał.

Warto wymyślić coś samemu

Druga połowa zaczęła się świetnie dla Legii. Piękną indywidualną akcją popisał się Ruben Vinagre, który ne oglądał się na nic, ściął do środka i oddał strzał. Błędem wrocławian było pozostawienie próbującego przeszkadzać Portugalczykowi Schwarza całkowicie bez asekuracji. „Legioniście" pomogło szczęście, a właściwie... łokieć Al Hamlawiego od którego odbiła się piłka, całkowicie myląc Leszczyńskiego.

Trener gości Ante Simundza próbował coś zmienić, po godzinie gry wprowadził trzech nowych piłkarzy. Nic to nie zmieniło. Pięknego gola zdobyła za to Legia, ale Morishita przed oddaniem strzału był jednak na spalonym. Gości dobili rezerwowi: po akcji Patryka Kuna z Wojciechem Urbańskim, ten ostatni czubkiem buta ustalił wynik.

(pacz)

OCENA MECZU ⭐

◼  Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 3:1 (1:1)

1:0 - Gual, 35 min (asysta Szkurin), 1:1 - Al Hamlawi, 36 min (asysta Ortiz), 2:1 - Vinagre, 49 min (bez asysty), 3:1 - Urbański , 87 min (asysta Kun)

LEGIA: Kovacević 6 – Wszołek 6, Jędrzejczyk 4, Kapuadi 5, Vinagre 7 (76. Kun niesklas.) – Chodyna 6, Oyedele 6 (76. Elitim niesklas.), Kapustka 7, Gual 7 (76. Urbański 1), Morishita 5 (90. Biczachczjan niesklas.) – Szkurin 5 (63. Pekhart 2). Trener Inaki ASTIZ. Rezerwowi: Tobiasz, Goncalves, Augustyniak, Barcia

ŚLĄSK: Leszczyński 5 – Macenko 4, Szota 5, Paluszek 7, Llinares 5 (90. Kurowski niesklas.) – Samiec-Talar 5 (62. Żukowski 2), Baluta 4, Schwarz 4, Jose Pozo 6 (78. Jezierski niesklas.), Ortiz 5 (62. Jasper 1) - Al. Hamlawi 5 (62. Udahl 1) . Trener Ante SIMUNDZA Rezerwowi: Loska, Petkow, Schierack, Guercio.

Sędziował Damian Kos (Wejherowo) – 6. Asystenci: Bartosz Heinig (Toruń), Dariusz Bohonos (Gdańsk). Czas gry 95 min (47+48). Widzów 24089. Żółte kartki: Jędrzejczyk (60. faul) - Macenko (59. faul), Baluta (68. faul).

Piłkarz meczu – Ruben VINAGRE


MÓWIĄ LICZBY
LEGIA ŚLĄSK
56 posiadane piłki 44
6 strzały celne 2
12 strzały niecelne 6
8 rzuty rożne 4
3 spalone 2
10 faule 14
1 żółte kartki 2