Sport

Legia bardzo mocno przybita

Kiedy zerknąłem po ostatnim meczu przez półotwarte drzwi szatni Legii, panowała w niej kompletna cisza.

Te flagi Legii powiewały w Gliwicach jakoś tak wyjątkowo smętnie... Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus

LEGIA WARSZAWA

Czasem są chwile, gdy odechciewa się wszystkiego. Coś takiego ogarnęło chyba Legię po nieszczęsnym dla niej meczu z Piastem.

Szatnia jak szafot

Czy w piłce nożnej można posiadać inicjatywę, stworzyć pięć stuprocentowej okazji, siedzieć agresywnie na rywalu i... przegrać do zera? Ależ oczywiście.

Udowodniła to w sobotę Legia, która w polu rozegrała spotkanie z gatunku "bardzo przyzwoitych", ale futbol to nie opera - liczy się wynik. Nic dziwnego, że legioniści schodzili do szatni, jakby wchodzili na szafot - w milczeniu, z powagą, zrezygnowani. - Monsieur Kapuadi! - moja prośba przebiła się przez stukot korków o posadzkę: - Czy możemy chwilę pogadać o meczu? - zapytałem. - Później, jak będę wychodził do autokaru - odparł przybity Francuz. Ale nie wyszedł przez czterdzieści minut, więc ostatecznie odpuściłem.

Warszawiacy byli tak przybici, że zrobiło mi się ich autentycznie żal, również ich trenera Goncalo Feio. Portugalski brodacz - jak wszyscy z Warszawy - wyglądał na wyjątkowo zmartwionego, ale po meczu potrafił zachować się z klasą; podszedł do każdego dziennikarza i podał mu rękę. - Ludziom z Gliwic gratuluję, ludziom z Warszawy - współczuję - stwierdził, zanim usiadł przy stole konferencyjnym.

Kot powinien być łowny, a mężczyzna - mowny

Zastanawiałem się w tym momencie, jak tłumaczyłbym tę porażkę na jego miejscu i uznałem, że... jednak zabrakłoby mi języka w gębie. A Feio nie zabrakło! Tłumaczył, co się stało, znakomitą wręcz polszczyzną, prawidłowo deklinując i używając momentami wyszukanych słów. Oczywiście - to w futbolu nie jest najważniejsze, ale jednak w myśl starego powiedzonka - "kot powinien być łowny, a mężczyzna - mowny". I taki jest Goncalo Feio.

Raz tylko trochę się podpalił (przyznam, liczyłem na to, nie lubię sztampowych konferencji prasowych), kiedy jeden z warszawskich dziennikarzy spytał trochę złośliwie, jak to miało na boisku w wykonaniu Legii właściwie wyglądać... Złośliwie, bo w mojej ocenie zabrakło jej w sobotę jedynie skuteczności, ale wiadomo, że po zakończonym meczu rozlicza się łatwo. Głos Feio stwardniał w ripoście, ale Portugalczyk zdał sobie chyba sprawę, że nie może tracić panowania nad sobą, bo wszyscy przecież na to czekają i... zarzucił dyskutanta szczegółową analizą.

Paweł Czado

Piłkarz radiowcem

Ciekawostką był fakt, że wśród warszawskich dziennikarzy na pomeczowej konferencji prasowej siedział Tomasz Sokołowski, który pracuje w radiu RDC. Jako zawodnik Legii debiutował w meczu Ligi Mistrzów przeciw Panathinaikosowi Ateny. Z warszawskim zespołem zdobył mistrzostwo Polski w 2002 roku, w reprezentacji zagrał 12 razy i strzelił jedną bramkę. Na konferencji prasowej zadawał pytania trenerowi Aleksandarowi Vukoviciovi, kiedy Serb go zobaczył - uśmiechnął się, a na końcu serdecznie uściskał. Trudno się dziwić: grali razem w Legii. Przyznać trzeba, że Sokołowski ma głęboki, radiowy głos, który przykuwa uwagę. Kiedy grał jeszcze w piłkę, tego nie zauważyłem.

(pacz)

8 lutego 2019 roku zadebiutował jako prowadzący "Magazyn Sportowy RDC". W każdy piątek współprowadzi audycję wraz z Arkadiuszem Błaszczykiem. Karierę piłkarską zaczynał w Pruszczu Gdańskim, gdzie w latach 80. trafił do miejscowej drużyny MOSiR-u. Sześć lat później przeszedł do Legii Warszawa ze Stomilu Olsztyn. Jako zawodnik warszawskiej drużyny debiutował w meczu Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny. Z zespołem zdobył mistrzostwo Polski w 2002 roku, Puchar Polski w 1997 roku oraz Superpuchar w 1997 roku. W reprezentacji rozegrał 12 spotkań, w których zdobył jedną bramkę.
Więcej na RDC: https://www.rdc.pl/ludzie-radia