Sport

Kwaśne wiśnie

Od listopada nikt nie pokonał Bournemouth, które zamiast walczyć o środek tabeli, ma realne perspektywy na debiut w europejskich pucharach.

Justin Kluivert cieszy się z gola przeciwko Nottingham Forest. Fot. Jeremy Landey/Focus Images/MB Media / Press Focus

ANGLIA

Historia AFC Bournemouth trwa już 126 lat, ale w szerszej świadomości kibiców klub ten pojawił się dopiero dekadę temu, kiedy wywalczył pierwszy awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. W Premier League nie było mu łatwo. Po pięciu sezonach spadł do Championship, skąd awansował dopiero za drugim razem (za pierwszym poległ w barażach). Po powrocie „Wisienki” były 15., potem 12. i w edycji 2024/25 miały grać o podobne cele – a walczą o dużo więcej!

Krok za Ligą Mistrzów

Ślepo kierować się wycenami portalu Transfermarkt nie ma co, jednakże dla oddania pewnej skali warto zaznaczyć, że obecny skład Bournemouth pod względem wyceny jest na 13.-15. miejscu (zależy, jakie przyjąć kryteria). W tabeli jednak jest na miejscu siódmym, mając tyle samo punktów i taki sam bilans bramek jak szósta Chelsea. Tylko „oczko” więcej ma z kolei Manchester City, będący na czwartej pozycji, czyli ostatniej, która daje możliwość występów w Lidze Mistrzów. Drużyna z południowej Anglii, mająca rzut beretem do Southampton czy Portsmouth, ma więc okazję na dokonanie rzeczy wielkich, a już co najmniej na pobicie swojego najlepszego dotychczas miejsca w Premier League, czyli dziewiątego, które osiągnęła w 2017 roku. Bournemouth zaczęło ten sezon średnio i gdy 23 listopada uległo u siebie Brighton, nikt nie przypuszczał, że w 12 kolejnych spotkaniach nie ugnie się ani razu! Właściwie to można mówić nawet o 13, bo 11 stycznia pokonało też drugoligowy West Bromwich w Pucharze Anglii. Za sobą „Wisienki” mają wygrane z Arsenalem, oboma Manchesterami czy Tottenhamem. W minionej kolejce rozbiły 5:0 Nottingham Forest, zajmujące niespodziewane trzecie miejsce.

Szokujące zwolnienie

Gdzie leży tajemnica sukcesy Bournemouth? Jak to w takich przypadkach bywa, oczy zwracają się na trenera. Baskijski szkoleniowiec Andoni Iraola nie był oczywistym wyborem na to stanowisko. Objął zespół na początku sezonu 2023/24, zastępując Gary'ego O'Neila, który utrzymał drużynę w Premier League, co było jego głównym celem. Działacze postanowili go jednak... zwolnić, szokując wszystkich. Po kilku miesiącach pracy mówiło się, że Iraola musi drżeć o posadę, lecz szefostwo nie podjęło nerwowych ruchów w kryzysie. Ściągnęło go nie bez powodu, mimo że w CV miał „tylko” Rayo Vallecano, Mirandes i Larnakę. 42-latek preferuje ofensywny futbol, szybki, z wysokim pressingiem i dużą swobodą w rozwiązywaniu akcji – redbullowski, można rzec. Wpływ na jego filozofię mają słynne „dziesiątki”, takie jak chociażby Michael Laudrup. – Piłkarze mają swobodę w podejmowaniu ryzyka w dryblingach. Musimy przygotować pewne ramy i schematy, ale nie stawiamy ich na pierwszym miejscu. Widząc, że z przodu nie ma kolegi, zapomnij o systemie, weź piłkę i stwórz coś – tłumaczył niedawno Iraola.

Kreatywni, nieskuteczni

Jego słowa mają przełożenie na boisko, piłkarze doskonale wdrażają myśl szkoleniowca. Bournemouth słynie z odbiorów w tercjach ofensywnej (pod polem karnym rywala) i środkowej. Idzie ostro, agresywnie, wielokrotnie faulując, co robi zresztą najczęściej w Premier League. Ten styl powoduje, że „Wisienki” kreują mnóstwo zagrożenia, choć mają problem... z finalizacją. W statystyce goli oczekiwanych (xG) mają trzeci wynik (49,09), ustępując tylko Liverpoolowi oraz – minimalnie – Chelsea. Strzeliły jednak „tylko” 41 goli, czyli o osiem mniej niż powinny (bardziej nieskuteczne – 11 goli mniej – są tylko Crystal Palace i Southampton). Bournemouth brakuje napastnika z prawdziwego zdarzenia, a dodatkowo na początku roku nogę złamał najlepszy z nich, Evanilson. Dlatego najskuteczniejsi są skrzydłowi – Justin Kluivert (syn Patricka, 11 bramek), Antoine Semenyo (7) i Dango Ouattara (6, ostatnio z hat trickiem). Granie z „Wisienkami” potrafi być dla rywali kwaśne i na uwadze musi to mieć... lider z Liverpoolu, który w następnej kolejce uda się właśnie do Bournemouth.

Piotr Tubacki

CZY WIESZ, ŻE...

Vitality Stadium, na którym swoje mecze rozgrywa Bournemouth, może pomieścić tylko 11 307 kibiców, co czyni go najmniejszym obiektem w Premier League. Biorąc pod uwagę wszystkie stadiony, jakie znajdują się w Anglii, większych od niego jest aż... 66 aren!