Sport

Kto numerem jeden?

Martin Turk czy Jakub Bielecki? Taki niespodziewany dylemat pojawił się w Ruchu w trakcie zimowej przerwy w rozgrywkach.

Martin Turk nie może czuć się pewny swojej pozycji w wyjściowej jedenastce „Niebieskich”. Fot. Dawid Figura / Press Focus

RUCH CHORZÓW

Sezon w ekstraklasie był dla „Niebieskich” bramkarskim pomieszaniem z poplątaniem. W 34 kolejkach występy dzieliło między siebie aż czterech golkiperów, a piąty – młody Marcel Potoczny – kilka razy usiadł na ławce rezerwowych. Najczęściej (wiosną) grał Dante Stipica (14 meczów), po osiem spotkań zaliczyli Michał Buchalik i Krzysztof Kamiński, a najmniej, bo tylko cztery razy wystąpił Jakub Bielecki. Na pewno nie wpływało to dobrze na zespół i stabilizację jego obrony, szczególnie w porównaniu z klubami, które od lat mają zamurowane miejsce między słupkami (by zerknąć chociażby na pobliskie Gliwice).

Czekali na błąd

Bramkarskie ustabilizowanie było jednym z kluczowych aspektów w trakcie letniego okienka po spadku z elity. Początkowo do bramki wszedł eksrezerwowy Widzewa Jakub Szymański, ale w Ruchu oficjalne podkreślano, że pion sportowy szykuje coś wielkiego. Owym sekretem okazał się Martin Turk, kapitan młodzieżowej reprezentacji Słowenii, mający na swoim koncie epizody we włoskiej Serie A, w tym mecz z Juventusem. Jak na I ligę był to transfer z gatunki tych „wow”, tym bardziej że „Niebiescy” wysupłali z kieszeni około 150 tys. euro, co było raczej promocyjną ceną, do której Parma została przekonana wysokim procentem od kolejnego transferu. Turk początkowo usiadł na ławce, ale wszyscy byli świadomi wyczekiwania, aż dający pretekst do zmiany błąd popełni Szymański. Takowe pojawiły się w meczu z Wisłą Kraków i wtedy do składu wskoczył Słoweniec i... w starciu z Bruk-Betem nie popisał się przy jedynej bramce lidera z Niecieczy. Zresztą podobnych sytuacji 21-latek miał jesienią kilka – nie zawsze odpowiednio funkcjonowała gra nogami i w ramach sygnału ostrzegawczego trafił na ławkę w spotkaniu ze Stalą Stalowa Wola. Mecz ten stał się jednak symbolem tego, czego Ruch grać nie chce, kompromitującą porażką. Od następnej kolejki wrócono do poprzedniego bramkarskiego stanu, który utrzymał się do końca rundy.

Sprytny plan

Turk nie jest złym bramkarzem, ale w tym momencie na pewno nie należy pierwszoligowej czołówki. Ma jeszcze (ponoć) nieodkryty potencjał, na którego ukazanie liczą w Chorzowie. Nie przewidywano, aby zimą Ruch inwestował w nową „jedynkę”, ale w sprytny sposób postanowił podkręcić rywalizację wśród golkiperów, witając z powrotem Jakuba Bieleckiego. Opcja tania i pod ręką. W dodatku pochodzący z Bytomia zawodnik mocno pracował nad sobą przez ostatnie pół roku i – jak sam podkreśla – jest lepszym bramkarzem, niż gdy odchodził z Cichej. Po powrocie ma szanse być zarówno numerem trzy, jak i... jeden. Na ten moment wydaje się, że prześcignął przeciętnie dysponowanego w zimowych sparingach Szymańskiego, a i Turk nie może być pewny swojej pozycji. Szczególnie po dobrym w wykonaniu „Biela” meczu towarzyskim z Odrą Opole, gdy – w swoim stylu, można powiedzieć – efektownie obronił karnego, a przez moment miał nawet kapitańską opaskę. Czy „syn marnotrawny” prześcignie człowieka, który mierzył się z Juventusem?

Piotr Tubacki

Zaprezentowani

Za nami prezentacja drużyny Ruchu przed rundą wiosenną. Zorganizowano ją tam, gdzie zwykle, czyli w hali MORiS-u, ale zmianie uległ format całej imprezy. Odbyła się w sposób bardziej nowoczesny, marketingowy, rozrywkowy, co nie wszystkim kibicom przypadło do gustu. Prócz trybun fani mogli także znaleźć się na (zabezpieczonym) parkiecie, by w szpalerze powitać wbiegających na halę członków sztabu i piłkarzy. Oprócz piłkarskiego Ruchu zaprezentowany został także Ruch futsalowy.