Kto jest głupiutki, czyli jak psychologia przerabia Igę

MUCHA NIE SIADA - felieton Tomasza Muchy

Pamiętamy to dobrze z filmów o Indianach: o najważniejszych sprawach dla plemienia decydowała rada starszych, czyli grupa najczęściej mężczyzn – choć kobiety też się w niej zdarzały – najbardziej doświadczonych i wiekowych, nawet jeżeli Apacze nie wiedzieli jeszcze, co to PESEL. Z wiekiem po prostu zyskuje się mądrość, co jest gwarancją najlepszych decyzji i słów.

No, być może te sto parę lat z górą zmieniło coś w tej materii, choć od niepamiętnych czasów popularnością cieszy się maksyma, według której człowiek rodzi się głupi i głupi umiera. W gruncie rzeczy ze śmiercią niewiele ma ona wspólnego, a wręcz bardziej z życiem jej do twarzy. A że nie jest szczególnie budująca? Cóż – umówmy się, parafrazując pewnego filozofa (który zresztą na koniec postradał zmysły), że rzadko która wiedza jest radosna. Doprowadzając rzecz do absurdu: na starość zwyczajnie człowiek nie mądrzeje, lecz głupieje.

Tak mi się filozoficznie nasunęło po internetowej burzy, którą wywołały słowa Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej o Idze Świątek. Woydyłło to osoba powszechnie ceniona w swoim fachu, psycholog, terapeutka uzależnień, doktor nauk, autorka psychologicznych książek i poradników, tłumaczka, odznaczona państwowymi orderami. Lat 87. Czyli przyjmijmy, że osoba mądra, a nawet bardzo.

No cóż, ta mądrość okazała się trochę przereklamowana, bo pani Ewa w podcaście Lecha Sidora bez ogródek i jakiejkolwiek empatii zmieszała z błotem dorosłą przecież kobietę.

Na dowód przytoczymy tu kilka sformułowań z tej – jak niektórzy chcą - sportowej rozmowy roku, tym bardziej że podcast po tym, jak spotkał się z falą krytyki, szybko został usunięty. Psycholożka mówiła więc, że tenisistka „wykreowała się na rozumną, dojrzałą i mądrą dziewczynę”, ale jest „prawdopodobnie głupiutka, wystraszona” i „sama nie rozumie tego, co się dzieje”. Padła też sugestia, że Iga wypaliła się sportowo i zatrzymała emocjonalnie na poziomie dziecka, a psycholożka Daria Abramowicz „nic nie robi” i pozostaje przy tenisistce tylko dlatego, że dobrze zarabia. Dostało się też liderce rankingu, czyli „ruskiej babie” Arynie Sabalence, no ale na marginesie – więc my też tam ją zostawmy.

Ale i tak pojechała baba... pardon! – pani doktor. Dostrzegam tu pewien psychologiczny – nomen omen – mechanizm lub przypadłość wieku, hmm, dojrzałego; zakładam mianowicie, że mając pod dziewięćdziesiątkę, łatwo sobie zezwolić na myślową dezynwolturę, bezkompromisowość, brawurę wręcz – no bo swoje przeżyłam, patrzę na wszystko z góry, emerytury ZUS mi nie zabierze, więc mówię, co myślę i pocałujcie mnie w dupę. Nie wiem, czy tak to się odbyło – tak w każdym razie wyglądało w przypadku wywiadu Woydyłło; na tle zaś tych wszystkich miałkich komentatorów, którzy z Igą Świątek obchodzą się jak z jajkiem, byle tylko nie wypaść z łask i stanąć w kolejce do wywiadu – wrażenie było tym bardziej piorunujące.

Oczywistym jest, że Iga Świątek jest osobą publiczną, więc podlega opinii i krytyce. Co innego jednak ocena jej postawy na korcie, wyników, decyzji czy formy sportowej, a co innego ocena zachowania jako człowieka, zwłaszcza gdy się go nie zna. A postać pokroju Woydyłło powinna narzucać standardy dyskursu publicznego, a nie go burzyć.

Tym samym psycholożka zesłała na siebie tsunami. Nie wiem, czy ostała się jakaś postać w polskiej przestrzeni publicznej obecna w mediach społecznościowych, która by nie uznała za stosowne nie zostawić na niej suchej nitki: bez trudu znajdziecie wypowiedzi i nagrania piętnujące psycholożkę – nie tylko komentatorów sportu, ale też filozofów, naukowców, psychologów oczywiście, a nawet krytyków filmowych czy specjalistów od pieczenia schabowego w aurze kuchennych celebrytów. Tak więc jedna napaść wywołała inną: wszyscy huzia na psycholog!

O czym to świadczy: ano o tym, że Iga jednak jest dobrem narodowym, że jednak są pewne granice, których nie wolno przekraczać, nawet starym i mądrym ludziom. I to jeszcze inna dobra lekcja: bo nie wystarczy zaznaczyć, że mówię jako osoba prywatna – dziś, gdy media społecznościowe unieważniły granice między prywatnością a sferą zawodową czy publiczną, nic to już nie znaczy. Prywatna to może być rozmowa z kolegami przy piwie, ale gdyby ktoś w jej trakcie włączył mikrofony i kamerę, radziłbym uważać.

Szkoda natomiast, że powszechne potępienie, jakie spotkało – poniekąd zasłużenie – psycholożkę, zabetonowało ważkie problemy, które przebijają w jej rozmowie z Sidorem, a których poruszanie w kontekście Igi Świątek wciąż zdają się zasadne: wpływ innych, w tym podejrzanych guru, na zachowania i osobowość osób młodych i podatnych, a także proces uwalniania się spod fałszywych autorytetów. Głupie zachowanie osoby mądrej sprawiło, że dziecko zostało wylane z kąpielą.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się