Sport

Kopnięty zbyt delikatnie?

Wiktor Biedrzycki, strzelec gola przeciwko Wieczystej, jest przekonany, że wcześniej sędzia powinien podyktować karny po faulu na nim.

Wiktor Biedrzycki jest przekonany, że sędzia powinien podyktować rzut karny dla Wisły. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

WISŁA KRAKÓW

Po pierwszych w historii pierwszoligowych derbach Krakowa pomiędzy Wieczystą i Wisłą, wśród wiślaków przeważała opinia, że porażka byłaby dużą niesprawiedliwością. 

Nie zawsze wygrywa lepszy

Wielu z nich przed meczem z wiceliderem remis wzięłoby w ciemno, ale po przebiegu gry - już nie. Na gola musieli czekać do ostatniej doliczonej minuty, więc też bardzo nie wybrzydzają, bo osiągnęli cel minimum – utrzymali przewagę nad resztą stawki, a w niedzielę będą chcieli ją powiększyć, pokonując Ruch. – Towarzyszą mi mocno mieszane uczucia. Z jednej strony jest ogromny niedosyt, że nie wygraliśmy, bo w pełni dominowaliśmy. Byliśmy lepsi pod prawie każdym względem, jedynie nie pod względem zdobytych bramek – mówi trener Mariusz Jop. Opiekun lidera 1. ligi był usatysfakcjonowany, że cały zespół do końca nie stracił wiary i działał według ustalonych wcześniej zasad. – Bramka w końcówce finalnie dała nam ważny punkt, ale zasłużyliśmy na zwycięstwo. Ale jak to w piłce bywa – nie zawsze wygrywa lepszy. Na pewno chciałoby się częściej oglądać takie spotkania. Mam nadzieję, że następnym razem będziemy więcej goli dla nas.

Czołowy strzelec

Pomocnik Kacper Duda zaliczył asystę głową przy trafieniu Wiktora Biedrzyckiego. Gorzej zachował się w doliczonym czasie pierwszej połowy, kiedy wynik otworzył Stefan Feiertag. Wyższy o 16 centymetrów rywal nie miał problemów, by trafić do siatki. – Mogliśmy dzisiaj zdobyć minimum trzy-cztery bramki – uważa reprezentant Polski do lat 21. – Gdybyśmy przegrali, to długo byśmy sobie tego nie wybaczyli, ale całe szczęście los w końcówce nam pomógł i udało się zremisować.

Już czwartego gola w sezonie strzelił środkowy obrońca Wiktor Biedrzycki. 28-latek ugruntował pozycję w wyjściowym składzie, a do tego mocno pomaga w ofensywie. Wspólnie z Frederikiem Duarte są drudzy wśród wiślackich strzelców. Wcześniej był skuteczny w Termalice Nieciecza, jednak głównie z rzutów karnych. Pod Wawelem potrafi się odnaleźć pod bramką po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów i akcji. Po raz kolejny Jopa nie zawiódł trenerski nos. W poniedziałek zwycięską bramkę zdobył rezerwowy James Igbekeme, a w czwartek wydał Biedrzyckiemu dyspozycję, by na ostatnie minuty dołączył do ataku.

Był karny, czy nie?

W drugiej połowie Biedrzycki został kopnięty w polu karnym przez Lisandra Semeda. Wiślacy domagali się podyktowania „jedenastki”, jednak sędzia Bartosz Frankowski pozostał niewzruszony. Trener Jop komentował, że musi zaufać arbitrowi z Torunia. Gdy opuszczał stadion, o sporną sytuację zapytał go jeden z dziennikarzy. Frankowski potwierdził, że piłkarz Wieczystej trafił zawodnika Wisły, ale jego zdaniem siła zagrania była zbyt mała. Z tego względu nie zdecydował się na odgwizdanie przewinienia, po którym Wisła miałaby świetną szansę na wcześniejsze doprowadzenie do remisu. W serwisie internetowym TVP Sport Frankowskiego bronił były sędzia Rafał Rostkowski. 

Piłkarz Wisły nie rozumie takiej interpretacji. – Przyjąłem piłkę i zawodnik uderzył mnie w podeszwę. Nieraz jako obrońca robiłem takie karne i sędzia nigdy nie powiedział mi, że był zbyt mały kontakt i nie gwizdał karnego. Często widzimy napastnika wybiegającego zza pleców, lekkie dotknięcie i zawsze jest karny. Jestem zdziwiony, że tym razem sędzia go nie podyktował. Może za bardzo się zwijałem (z bólu - red.), ale poczułem kontakt – tłumaczył zawodnik Wisły.

Michał Knura